Strona główna Redakcja Współpraca Źródła historyczne Konkursy

Zarejestruj / Zaloguj

DOŁĄCZ DO NAS!

i odkryj historię w najnowszym wydaniu

Dołącz do społeczności histurion.pl, zakładając nowe konto lub logując się poprzez portal facebook.

  • Poznaj innych miłośników historii
  • Odkrywaj historię i poznawaj dzieje postaci historycznych
  • Poznawaj historię z pierwszej ręki ściągając źródła historyczne z naszej bazy
  • Przejrzyj spersonalizowane dane historyczne, np. które postaci historyczne obchodzą z Tobą urodziny

Rejestracja




Załóż nowe konto



LUB

Załóż nowe konto z



Jesteś już użytkownikiem?    Zaloguj się

Zaloguj się w serwisie histurion.pl

Możesz zalogować się w naszym serwisie podając swój adres e-mail oraz hasło podane podczas rejestracji. Możesz również zalogować się poprzez portal facebook.


Nie mam jeszcze konta



Zaloguj się z

Załóż nowe konto w serwisie histurion.pl



Upadek cesarstwa zachodniorzymskiego

2013-09-29 | Autor: Rysiek Hałas



Mapa imperium rzymskiego w czasach Hadriana (II w. n.e.).

W połowie IV wieku n.e. na wschodnich rubieżach ówczesnej Europy zjawili się Hunowie. Koczowniczy lud ze stepów dalekiej Azji, zajmował się wypasem koni i bydła, a w przerwach między tymi pięknymi i pożytecznymi zajęciami, również grabieżą. Hunowie nie posiadali stałych miast, niemniej znali ich funkcję - obwarowane źródło skarbów do zdobycia. Owszem tworzyli sezonowe osady, czasem nawet obwarowane, ale nie pełniły one funkcji stałych osiedli. Przemieszczając się ciągle, Hunowie posiadali świetnie wyszkoloną jazdę, której żadna ówczesna armia nie mogła sprostać. Co więcej posiadali świetną znajomość taktyki, podstępów i nieprzeparty apetyt na władzę i bogactwo. A to dużo, gdy weźmie się pod uwagę, że swym wyglądem i dziwnymi zwyczajami budzili we wszystkich olbrzymią grozę. Nie na darmo jednego z królów huńskich, Atyllę przezwano Biczem Bożym, jako symbolem boskiego gniewu na grzeszny rzymski świat.

Tak więc około 375 roku Hunowie wdarli się na ziemie naddunajskie, siejąc popłoch wśród tutejszych ludów sarmackich i germańskich. Pierwszą ofiarą ich napaści padli Wizygoci, którzy nie mogąc stawić skutecznego oporu sforsowali Dunaj, i wkroczyli w granice cesarstwa rzymskiego. Po rozgromieniu Wizygotów, przyszła kolej na ich pobratymców, Ostrogotów, którzy również ulegli przewadze huńskiej nawały. Również i oni przekroczyli w znacznej liczbie Dunaj. Tutaj, plemiona gockie naocznie przekonały się o potędze Rzymu, a właściwie, że Rzym jest kolosem na glinianych nogach. Grzechem byłoby więc nie skorzystać z osłabienia Rzymian, i powetować sobie wszelkie straty z wcześniejszych wojen z cesarstwem oraz niedawno poniesione na korzyść Hunów. Tak, ale to byłoby zbyt wielkie uproszczenie, zrzucić całą winę na barbarzyńców. Rzymianie też nie byli bez winy. Pozwolili Gotom na wejście w granice swego państwa, obiecują w zamian za ochronę rzymskiej granicy, zaopatrzenie i możność swobodnego uprawiania ziemi przekazanej im przez Rzymian. Niestety, to była tylko iluzja. W rzeczywistości miejscowi dostojnicy rzymscy zamiast wypełnić przyrzeczenia dane przez cesarza, zyskali możliwość grabienia "nowych obywateli" ze wszystkiego co posiadają. Doprowadzeni do furii głodem, i wymuszeniami (niejednokrotnie za bochenek chleba, Goci musieli płacić niewolą swych dzieci), barbarzyńcy postanowili się zbuntować i ukarać niegodziwego sojusznika.

Nic dziwnego więc, że w prowincjach naddunajskich plemiona gockie, wsparte przez miejscowych niewolników i wywłaszczonych chłopów, zaczęli siać spustoszenie. Łupem buntowników padły Mezja, Dacja i Tracja. W 378 roku cesarz Walens ruszył w pole, aby poskromić Gotów. Ku swej niedoli, nie czekał na wsparcie wojsk swego współwładcy, i sam ruszył w bój. Konsekwencją tego była przegrana bitwa pod Adrianopolem, w której poległ sam Walens, a wraz z nim kwiat rzymskiej armii. Nie ważne, że cesarz wpadł w pułapkę - ważne jest to, że zlekceważył przeciwnika, a lenistwo i zbytnia pewność siebie zawsze szybko odpłacają, i zawsze kończy się to źle. Tak więc przed Gotami otworzyła się droga do Grecji, gdzie nadal mogli uprawiać swój łupieżczy proceder. Nowy władca cesarstwa, dookoptowany przez Walentyniana, Teodozjusz I, za pomocą intryg i przekupstwa zdołał poskromić, tymczasowo zresztą, Gotów i współpracujące z nimi plemiona germańskie. Zyskawszy chwilowy spokój od nich, mógł Teodozjusz zawłaszczyć władzę nad całym imperium. Jak pokazała historia, ostatni raz.

W tym samym czasie, gdy Rzymianie walczyli z plemionami gockimi, Hunowie systematycznie posuwali się na zachód. To wywołało dalszy ferment wśród ludów germańskich zamieszkujących ziemie nad Renem. Przerażone plemiona uciekały ze swych dotychczasowych siedzib, zawierały sojusze z takimi samymi jak oni zbiegami, tworząc potężne grupy o różnym składzie etnicznym. Na czele jednej z takich formacji stanął wódz Radagais. Ze swą armią przeszedł Alpy, i wyraźnie zmierzał ku Italii, gdzie - jak można sądzić - liczył na olbrzymie łupy. Miejscowy wódz rzymski, Stylichon , który akurat niedawno popadł w niełaskę, mógł wystąpić jako mąż opatrznościowy. Zdawał sobie sprawę, że nie posiadając zbyt licznej armii, zmuszony jest odwołać legiony galijskie, które w ten sposób pozostawiły granicę na Renie w ogóle nie strzeżoną. Być może liczył na lojalność plemienia Franków i ewentualną pomoc. No właśnie, liczył i się przeliczył. Nie mniej wielkim wysiłkiem, Stylichonowi udało się rozbić armię Radagaisa i ocalić Italię. Resztki Radagaisowej armii przekroczyły Dunaj, co spowodowało jeszcze większy zamęt na ziemiach naddunajskich.

W tym samym 406 roku, choć pod koniec XII, kilka wielkich plemion barbarzyńskich, m.in. Wandalowie, Swewowie, Burgundowie, Alemanowie i sarmaccy Alanowie, sforsowali Ren nieopodal współczesnej Moguncji. Stylichon nie mogąc liczyć na swe nadwątlone siły, poprosił o wsparcie Wizygotów, którzy akurat znów byli sojusznikami Rzymian (w tym czasie stacjonowali w Dalmacji). Za krok ten zapłacił surowo. Przeciwnicy polityczni, zarówno w Konstantynopolu, jak i w samym Rzymie (od śmierci Teodozjusza nieustannie zwalczający swe wpływy), oskarżyli wodza o spisek, za który ukarany został śmiercią, podobno za przyzwoleniem cesarza Honoriusza. Wyjątkowym wydaje się fakt, iż Stylichon dobrowolnie poddał się karze, choć mógł się zbuntować, wszak w armii miał silne poparcie, i zdobyć władzę, a tym samym ocalić swoją głowę. Jednak wolał poddać się niesłusznemu wyrokowi. W każdym razie, krok ten sprawił, ze cesarstwo zachodniorzymskie straciło dobrego wodza, czym przypieczętowało swój upadek. Wizygoci, dotychczas obawiający się Stylichona, po jego śmierci nie mieli zamiaru dłużej "bratać" się z Rzymem, a Frankowie, przewidując kolejne wędrówki ludów, zaczęli umacniać swą władzę nad Renem.

W 407 roku Honoriusz zmuszony był wycofać legiony rzymskie z Brytanii, która również atakowana była ze wszystkich stron - z północy atakowali Szkoci i Piktowie, od zachodu plemiona celtyckie Irlandii, od wschodu i południa - Sasi, Anglowie i Jutowie. Brytania zawsze była traktowana przez Rzym po macoszemu. Utrzymywano ją raczej dla prestiżu, niż realnych korzyści. Nie było tam żadnych bogactw naturalnych, ludność była biedna, a na niezdobytej północy wyspy, zamieszkiwały groźne i bezlitosne plemiona celtyckie, które dały się nieraz we znaki legionom rzymskim. Nic więc dziwnego, że Honoriusz postanowił porzucić Brytanię, byle tylko móc utrzymać swe władztwo na kontynencie. Wbrew swym oczekiwaniom, siły brytyjskie w niczym nie pomogły.

Rycina przedstawiająca zdobycie Rzymu przez wodza Wizygotów Alaryka w 410 r.

Władca wizygocki, Alaryk zerwał sojusz z Rzymem i ruszył na Italię. Wojska jego dwukrotnie podchodziły pod mury Rzymu (408 i 409). Alaryk nie mogąc doczekać się wypłaty kontrybucji, przyrzeczonej po odstąpieniu od oblężenia za drugim razem, 24 VIII 410 roku zdobył i splądrował miasto. Wedle podań, bramy miasta otworzyć mieli niewolnicy germańskiego pochodzenia, liczący na odzyskanie wolności, które niósł ze sobą potężny Alaryk (wszak po pierwszych oblężeniu, ów władca wymusił na Rzymianach uwolnienie 40 000 niewolników). Miasto łupiono przez trzy dni. Pomimo tego, iż Alaryk był z wyznania arianinem, nie zezwolił swoim ludziom na atakowanie kościołów, w których skryć mogli się mieszkańcy rzymskiej metropolii. Fakt, iż Rzym został zdobyty przez barbarzyńców, wywołał na współczesnych olbrzymie wrażenie. Wielu mieszkańców cesarstwa, przynajmniej w jego zachodniej części, widząc upadek znanego sobie świata, powracali do kultów pogańskich, upatrując klęsk w nastaniu dominacji chrześcijańskiego Boga, który obraził bogów swoich "zacnych" przodków. Pisarze ówcześni tworzyli złowieszcze dzieła, obwieszczające koniec świata. W Afryce św. Augustyn napisał swe słynne dzieło "De civitae Dei", napisane pod wrażeniem upadku Rzymu i powrotu miejscowej ludności afrykańskiej do kultów pogańskich.

Święty Augustyn był zdania, iż klęski Rzymu są wynikiem grzesnej przeszłości mieszkańców stolicy świata. W swym dziele Augustyn postulował myśl o nierozerwalnym związku pomiędzy Kościołem, będącym emanacją królestwa bożego na ziemi, a cesarstwem, które powinno być obroną chrześcijaństwa. Pod wpływem myśli Augustyna, diakon hiszpański, Orozjusz, napisał dzieło, zresztą dość krótkie, w którym wykazywał słuszność wniosków biskupa Hippony, obarczając Rzymian wszelkimi złymi występkami, za które teraz przyszło im zapłacić. Niektórzy rzymscy pisarze, wyznawcy dawnych kultów, usiłowali polemizować z chrześcijanami. Tak więc Rutiliusz Namacjanus miał nadzieję na powrót do dawnej świetności cesarstwa, jeśli ludzie powrócą do kultu przodków i ich bogów. Historyk Zosimos propagował ideę, według której zmierzch cesarstwa był przyczyną odstępstwa od starych kultów i wyniesienie chrześcijaństwa do roli religii państwowej.

W każdym razie, niemniej od sporów toczonych przez intelektualistów i zwykłych obywateli, Alaryk nie zamierzał pozostać w Rzymie. Po ograbieniu Wiecznego Miasta, władca wizygocki postanowił przeprawić się do bogatej Afryki, gdzie w swoim zamierzeniu planował założyć własne państwo. W drodze ku Sycylii, z której miał przeprawić się do Afryki, Alaryk zmarł. Wraz z jego śmiercią upadł sen o afrykańskim państwie Gotów. Nowy władca, wdzięczny  Rzymianom za otrzymane wsparcie przy wyborze na króla, wycofał swe świetne wojsko do Galii, zawierając ponownie sojusz z Rzymianami. Pomimo tego, jakże pomyślnego dla państwa rzymskiego faktu, cesarstwo pozbawione było sił, aby nadal opierać się atakom barbarzyńców. Jeszcze w 409 roku, gdy Rzym drżał przed Alarykiem, plemiona Wandalów, Swewów i Alanów po uprzednim zniszczeniu Galii, wtargnęły do Hiszpanii. Po dłuższym postoju, i ograbieniu prowincji hiszpańskich, w 429 roku Wandalowie i Alanowie przeprawili się do Afryki, gdzie zajęli Numidię i prowincję Afrykę, tworząc w nich swoje afrykańskie państwo, pierwsze niezależne państwo barbarzyńskie w granicach dawnego cesarstwa rzymskiego. W tym samym czasie Burgundowie zajęli ziemie w wokół Rodanu. Frankowie coraz mocniej sadowili się w Galii, a Wizygoci rozszerzali swe posiadłości w południowej Galii. Swewowie systematycznie rozszerzali swe panowanie w Hiszpanii, a Maurowie coraz silniej napierali na granice afrykańskie Rzymu. Jak się wydawało los Rzymu był przesądzony i wszyscy oczekiwali, aż cesarstwo legnie w gruzach. Wtedy na scenę wkroczył Ostatni Rzymianin, Aecjusz, ostatnia nadzieja imperium.

Mapa przedstaiająca terytorium Wandali w 2 połowie V w.

Rzym trwał nadal, choć państwo wyraźnie chyliło się ku upadkowi. Choć zachodnie cesarstwo było okrojone w swych granicach, nadal stanowiło łakomy kąsek dla ambitnych wodzów, barbarzyńskich królów i wszystkich innych posiadających trochę więcej ambicji. Gdy w 425 roku w cesarstwie zachodnim władzę objął nieletni Walentynian III, w szranki o wpływy w państwie wystąpili, ambitna Galla Placydia, matka młodego cesarza, oraz trzej wodzowie, dwaj Rzymianie i jeden pół-Rzymianin, Aecjusz z Durostorum nad modrym Dunajem. Ten ostatni, przebywał w młodości jako zakładnik na "dworze" władcy Hunów, Ruas, dzięki czemu zyskał huńskie wsparcie w swoich przyszłych posunięciach polityczno-militarnych. Na fakt ten wpływało również to, że Aecjusz częściowo przejął ich zwyczaje, a także świetnie posługiwał się językiem tych nieokrzesanych koczowników. Jego koneksje sprawiły, iż stał się on potrzebny cesarzowi oraz jego matce, w wewnętrznych rozgrywkach wśród zachodniorzymskich koterii, choć matka-cesarzowa szczerze nie przepadała za wyniosłym wodzem.

Aecjusz miał dwóch silnych przeciwników w osobie wszechwładnego komesa Afryki, Bonifacjusza, oraz Feliksa, który wspólnie z Aecjuszem sprawował funkcję magister utriusque militie. Feliks i Bonifacjusz cieszyli się poparciem Galli Placydii, którym również nie przypadły do gustu zbyt wielkie możliwości i wpływy Aecjusza. Tym bardziej, że wódz ten zorganizował własną armię bucellarii, która bezwzględnie likwidowała jego przeciwników politycznych. To właśnie oni na rozkaz Aecjusza zamordowali Feliksa wraz z jego żoną, co wywołało wielkie oburzenie na dworze cesarskim i na dworze komesa Afryki. Zaznaczyć należy, iż w tym czasie rezydencją cesarza była Rawenna, silnie ufortyfikowana oraz chroniona naturalnie przez rozliczne bagna wokół miasta. W tym samym czasie Rzym był już zrujnowaną mieściną, w której siedzibę miał tylko papież i senat, posiadający tylko funkcje reprezentacyjne, a raczej tylko honorowe.

Śmierć Feliksa tak mocno zaniepokoiła Bonifacjusza, że chcąc utrzymać swoją pozycję niemal niezależnego władcy Afryki, zaprosił na Czarny Ląd Wandalów pod wodzą przebiegłego króla, Genzeryka. Tak w każdym razie głosi legenda, a może też złośliwa plotka rozsiewana przez ludzi sprzyjających Aecjuszowi. Tak czy owak, Wandalowie w 429 roku wylądowali na wybrzeżu afrykańskim w pobliżu Tangeru. Przeszedłszy przez rzymską Mauretanię i Numidię, Wandalowie zaatakowali afrykańskie posiadłości Bonifacjusza. Z Rawenny wkrótce nadesłano posiłki, lecz i tak Rzymianin nieustannie ponosił klęski. Genzeryk odebrał mu Hipponę, a później i Kartaginę. W czasie oblężenia tego pierwszego miasta, zmarł św. Augustyn.

W wyniku porażki komesa, Wandalowie zdobyli niemal wszystkie rzymskie ziemie na terenie Numidii i całą prowincję Afryka, tworząc pierwsze w zupełności niezależne państwo germańskie na ziemiach nie tak dawno należących do potężnego Rzymu. Pokonany Bonifacjusz został wezwany do Rawenny, gdzie ku zaskoczeniu Aecjusza, otrzymał tytuł patrycjusza oraz naczelne dowództwo w rzymskiej armii. Rozwścieczony tym posunięciem Placydii, Aecjusz zebrał swoją armię i uderzył na Bonifacjusza. Jednak w bitwie pod Arminium wojska jego poniosły druzgocącą klęskę. Aecjuszową pozycję uratował fakt, iż w bitwie Bonifacjusz odniósł śmiertelną ranę i wkrótce zmarł. Wykorzystując tak dogodną sytuację, Aecjusz wezwał na pomoc oddziały Hunów na czele których w 433 roku wtargnął do Italii. Ceną "koleżeńskiej" przysługi była utrata na rzecz Hunów dwóch prowincji nad Dunajem - Walerii i Panonii. Nie mogąc liczyć na jakąkolwiek pomoc, Galla Placydia i Walentynian III musieli zgodzić się na to "ustępstwo" oraz przyznać Aecjuszowi stanowisko magister utriusque militie i tytuł patrycjusza. Aecjusz ponadto poślubił wdowę po Bonifacjuszu, dzięki czemu wraz z jej ręką przejął cały olbrzymi majątek dawnego komesa oraz zastępy jego prywatnej armii.

W czasie walk stronnictw w Rawennie, władca Wandalów rozpoczął budowę olbrzymiej floty morskiej. Ażeby ukryć swe prawdziwe zamiary, postanowił tymczasowo zawrzeć sojusz z Rzymianami, dzięki czemu otrzymał oficjalne nadanie mu Numidii i Mauretanii oraz status rzymskiego sprzymierzeńca. W zamian za to, Genzeryk miał oddać cesarstwu zachodniemu inne afrykańskie ziemie okupowane przez jego wojska. Nic więc dziwnego, że układ ten stanowił chwilowe zawieszenie broni, dogodne dla ambitnych planów Genzeryka. W 439 roku Wandalowie ponownie zdobyli Kartaginę, i nie oddali jej już aż do upadku swego państwa. Rzym, zagrożony przez armie Wizygotów, Franków i Burgundów musiał zgodzić się na kolejne ustępstwa względem potężnego Genzeryka. Tak więc w 422 roku Rawenna oficjalnie uznała niezależność państwa wandalskiego. Ambitny i wiarołomny władca, nie zamierzał poprzestać na Afryce. Na czele swej potężnej pirackiej floty, zdołał wkrótce opanować Sardynię, następnie Korsykę i Sycylię, niejako odtwarzając w starożytnych granicach dawne państwo kartagińskie. Co więcej, jego flota nieustannie nękała wybrzeża Italii, Grecji i Epiru.

W Galii naprzód parli z kolei Frankowie, którym udało się zająć Kolonię i Trewir. Na południu Galii Wizygoci coraz śmielej dążyli do utworzenia własnej monarchii, zupełnie niezależnej od cesarstwa. Ziemie im podległe zajmowały w przybliżeniu obszar Akwitanii. Wprawdzie Aecjusz dzielnie odpierał i niwelował znaczenie Burgundów, a później także Franków, prowokując waśnie wśród plemionom barbarzyńskich, jednak władza cesarstwa stawała się coraz bardziej wydumaną. Wsparty posiłkami huńskimi Aecjusz i jego wodzowie, w tym Litoriusz, odnosili wprawdzie liczne zwycięstwa nad barbarzyńcami, nie byli jednak w stanie zmienić swej sytuacji w Galii. Litoriusz miał szansę wyniszczyć niemal całkowicie Wizygotów, obleganych w Tuluzie, jednak butnie nie docenił ich chęci przeżycia. W konsekwencji został przez nich pokonany, a następnie stracony. W ten sposób ostatecznie Wizygoci usadowili się w Galii. Wkrótce od Rzymu definitywnie odpadła Brytania. Wprawdzie od jakiegoś czasu w Brytanii nie stacjonowały wojska rzymskie, niemniej lokalni dostojnicy usiłowali stawiać opór najazdom Sasów, Anglów i Jutów. W 450 roku Sasi ostatecznie zniszczyli ostatnie punkty oporu miejscowych Rzymian i założyli swoje liczne państewka. Dwór w Rawennie nie mógł liczyć na żadną pomoc. W tym samym czasie władcy Konstantynopola sami zmuszeni byli odpierać najazdy Hunów i Sasanidów. Tylko opłacanie się Hunom olbrzymimi kontrybucjami, sprawiało, iż cesarstwo wschodnie względnie utrzymywało swą pozycję na arenie międzynarodowej.

Co gorsza, ludność obu części dawnego imperium ubożała w zastraszającym tempie. Kolejne kontrybucje dla barbarzyńców oraz pobór podatków na utrzymanie dworu i kolejnych armii, prowadziło do buntów, których wojska rzymskie nie mogły skutecznie tłumić. W Galii i części Hiszpanii, nieustannie buntowali się bagaudowie, zaś w Afryce wyznawcy donatyzmu. Tak pisali o tym starożytni historycy. Synezjusz Cyrenejczyk o upadku Rzymu: "Teraz już nie chodzi o bunt zapoczątkowany przez dwóch ludzi pogardzających wszystkimi bogami, ale o uzbrojone krwiożercze hordy, pochodzące z tego samego plemienia co i nasi niewolnicy, przyjęte na nasze nieszczęście w granice cesarstwa i mające wodzów, którym nadano najwyższe stanowiska... Jakżeż wielka jest nasza pomyłka! Oprócz żołnierzy znajdujących się pod ich dowództwem, wodzowie ci niewątpliwie będą chcieli mieć w swych szeregach naszych najodważniejszych i najbardziej bezczelnych niewolników, gotowych uczynić wszystko jedynie dla zbrodni i jedynie po to, żeby się nacieszyć wolnością" (De regno, 15). W podobnym tonie pisał Sylwianus: "Wszyscy Rzymianie (podbici przez barbarzyńców) mają jedno pragnienie, aby nie trzeba było powrócić pod panowanie rzymskie. Plebs rzymski jednomyślnie oświadcza, że chce, aby mu pozwolono żyć po dawnemu z barbarzyńcami... Toteż nasi bracia nie tylko zgoła nie chcą przechodzić od nich do nas, ale przeciwnie, opuszczają nas, żeby przejść do nich" (De gubernatione dei, V, 7).

Obraz XIX-wiecznego francuskiego malarza Eugène Delacroix przedstawiający Atyllę.

Niezależnie od pogarszającej się sytuacji zewnętrznej i wewnętrznej, Rzymianie z Zachodu usiłowali utrzymać swe państwo. Wydawało się, że gdzieś na niebie świeci jasna łuna nadziei, dopóki Zachód miał oparcie w królu Hunów, Atylli . Niejednokrotnie posiłkował on swymi wojskami poczynania Aecjusza w jego walkach z plemionami germańskimi. Jednak nieustanny napór Hunów w stronę Zachodu, spychał kolejne plemiona barbarzyńskie w stronę cesarstwa zachodniego, napędzając kolejne wędrówki i kolejne uciążliwe walki. Aecjusz korzystał z pomocy Atylli dopóty, dopóki ten był zainteresowany rabowaniem cesarzy konstantynopolitańskich. Jednak w 449 roku wszystko się zmieniło. Przyczyną zmiany sojuszy stała się kobieta, mianowicie siostra Walentyniana III, Honoria. Ta, nie chcąc zgodzić się na małżeństwo z zamożnym senatorem Herkulanusem, zaproponowała Atylli małżeństwo. Król Hunów aż garnął się do takiej propozycji, wszak niemal za darmo mógł zdobyć władzę nad Zachodem!

Na przeszkodzie tej ambitnej i w sumie nierealnej propozycji stanęli, zapewne pierwszy raz zgodnie, Aecjusz, Galla Placydia i sam Walentynian III. Na tej sytuacji skorzystać chciał również władca wschodniorzymski, Teodozjusz II, który interweniował po stronie Honorii i Atylli, widząc w tym świetną okazję do odciążenia swego państwa, a przynajmniej jego skarbu. Aecjusz twardo jednak odmówił i Atylii i Teodozjuszowi II. Poselstwo Atylli zostało odprawione, co władca Hunów odczytał jako osobistą zniewagę. Nastał więc czas wojny. W międzyczasie, być może za sprawą licznych zmartwień i nieustannych upokorzeń, zmarła Galla Placydia, ostatnia wielka kobieta Rzymu.

Wiosną 451 roku hordy wojsk huńskich oraz "sprzymierzonych" z nimi plemionami barbarzyńskimi, wtargnęły w granice jeszcze rzymskiej Galii. Tutaj w czerwcu 451 roku doszło do ostatniej wielkiej bitwy starożytności, bitwy na Polach Katalaunijskich. Po stronie Hunów znajdowali się m.in. Herulowie, Goci, Skirowie i Gepidzi. Stronę rzymską wsparły oddziały Burgundów, Franków i przede wszystkim Wizygotów, dowodzonych przez króla Teodozjusza I. Choć bitwa nie przyniosła decydującego rozstrzygnięcia, przyjmuje się, że zwycięsko wyszli z niej Rzymianie pod wodzą Aecjusza. Rzymski wódz odniósł podwójną korzyść - w czasie bitwy poległ, być może za jego poleceniem, niebezpieczny dla niego król wizygocki. Lecz na tym nie koniec. W niecały rok później Atylla ponownie wkroczył na ziemie cesarstwa zachodniego, tyle że tym razem najechał północ Italii. Jego wojsko dotarło niemal pod same mury Rzymu, ale tutaj spadła na niego nieoczekiwana klęska - głód i zaraza, dziesiątkujące jego armię. Nic więc dziwnego, że wykorzystał przybycie papieża Leona I, nazwanego wkrótce Wielkim, choć zapewne niesłusznie, proszącego o łaskę, oczywiście okupioną kontrybucją, jako pretekst do honorowego odwrotu. Jak można sądzić, władca Hunów nie zamierzał na długo dać wytchnienia Rzymianom.

Nieoczekiwanie dla siebie samego, w roku następnym Atylla zmarł. Według legendy zamordowała go królewna gepidzka, który zamordowała Atyllę w czasie swej nocy poślubnej. W rzeczywistości, przyczyna śmierci wielkiego władcy była bardziej prozaiczna, zapewne zapił się na śmierć. Wraz z jego zgonem, w "imperium" Hunów, wybuchły zamieszki, na czele których stanął liczny lud Gepidów. Ci, wsparci wojskami innych plemion, dotychczas podległych Hunom, zmietli ich potęgę w pył. Niedobitki Hunów wkrótce zawędrowały na tereny dzisiejszej Dobrudży, gdzie wkrótce weszły w skład cesarstwa wschodniorzymskiego. Tak więc Rzym stracił swego najgroźniejszego rywala. Nie uchroniło to jednak Rzymu przed kolejnymi wojnami. Wraz z rozpadem władztwa huńskiego, Walentynian III doszedł do wniosku, iż potężny i zbyt ambitny Aecjusz nie jest mu do niczego potrzebny i kazał znienawidzonego przez siebie wodza zamordować. Nie wiedział, że wkrótce przyjdzie mu za to zapłacić życiem.

Wraz ze śmiercią Aecjusza los cesarstwa zachodniego wydawał się być przesądzony. Mimo świadomości, że Rzym coraz wyraźniej słabnie i wkrótce upadnie, liczni wodzowie rzymscy, a zwłaszcza germańscy, nieustannie usiłowali zdobyć dla siebie jak najwięcej władzy. W tym czasie Wandalowie umacniali swą władzę w Afryce. Ich piracka flota nękała wybrzeża Italii, być może Hiszpanii, a na pewno greckie wybrzeża cesarstwa wschodniego. W Galii swe ziemie powiększali Frankowie, Burgundowie i Alemanowie oraz Wizygoci, którzy ponadto zaczęli spoglądać łakomym okiem na dawne prowincje Hiszpanii (w 468 roku Wizygoci pod wodzą Euryka zajęli znaczną część Hiszpanii do 478 roku). Zresztą zachodnia część Hiszpanii podlegała już władzy Swebów. W Panonii rządzili Ostrogoci, a w Dalmacji miał swoje "cesarstwo" wódz rzymski, Marcellinus, zresztą władający tą prowincją już za Aecjusza.

Gdy na świecie brakło Aecjusza, jego pozycję zajął jeden z wodzów plemienia Swewów, imieniem Rycymer. Na swe stanowisko w sumie zasłużył, odbijając Sardynię, Sycylię i Korsykę z rąk władców wandalskich, jednak był to sukces krótkotrwały i ostatni w historii cesarstwa zachodniego. Na nowym stanowisku Rycymer nie wahał się przed niczym. Sam mianował cesarzy (aż trzech!), uległych jego ambicjom, zdolnością i woli. W ogóle nie interesował się zdaniem cesarzy z Konstantynopola, no, przynajmniej w sprawach osadzania władców Rzymu. W sumie "władztwo" Rycymera obejmowało tylko Italię, Norikum, Recję oraz część Galii Narbońskiej. Wiedząc, że panuje nad resztką cesarstwa zachodniego, nie godził się na namowy cesarza Leona, aby przyjąć godność patrycjusza i wielkorządcy Zachodu z imieniu Konstantynopola. Rycymer wiedział doskonale, iż dokonanie takiego aktu, uczyniłoby z niego, w mniejszym bądź większym stopniu, kogoś podległego, a na to nie chciał się zgodzić.

W kwietniu 472 roku z "nadania" Rycymera władzę nad Zachodem przejął Ancjusz Olibriusz, będący małżonkiem Placydii, młodszej siostry Walentyniana III. Mimo tego, Olibriusz nie zamierzał ulegać wpływom Rycymera, licząc iż wkrótce pozbędzie się nie wygodnego wodza. Rycymer wsparty przez Burgundów, walczył wówczas z Antemiuszem, cesarzem wysłanym z Konstantynopola, który zabarykadował się w Rzymie. Być może Olibriusz liczył, iż samowładny wódz, przypadkiem polegnie w czasie bitwy z wojskami Antemiusza, a on przejmie pełną kontrolę nad państwem. Tak czy owak, po dłuższym oblężeniu, wojska Rycymera wdarły się w mury miasta (lipiec 472), fundując mu po raz kolejny mordy, gwałty i grabież. Antemiusza zamordowali Burgundowie. Jednak ani Olibriusz, ani Rycymer, nie cieszyli się zbyt długo ze zwycięstwa. Olibriusz wkrótce sam zmarł, najpewniej śmiercią naturalną. Wydawało się, że Rycymer będzie rządził Zachodem niepodzielnie. Niestety, dla niego samego, wkrótce upomniała się o niego śmierć.

Po zgonie potężnego Rycymera, władzę nad Rzymem przejął siostrzeniec tegoż, wódz Burgundów, imieniem Gundobad. Nie licząc na możność objęcia tronu rzymskiego, Gundobad osadził w Wiecznym Mieście Gliceriusza. Być może wódz Burgundów nie czuł się zbyt pewnie jako zwierzchnik cesarstwa, przynajmniej na początku, dlatego też przyjął, oczywiście formalnie, zwierzchnictwo władców Konstantynopola. W wyniku tego miejsce Gliceriusza na stolcu rzymskim, zajął popierany przez cesarza Leona, Juliusz Nepos.

Nowy władca Rzymu usiłował unikać walk z plemionami barbarzyńskimi atakującymi resztki cesarstwa zachodniego. W tym celu godził się na aneksje przez nich ziem cesarstwa poza Italią, licząc, iż w ten sposób uzyska chwilę wytchnienia oraz, być może, możność wymuszania na niektórych z nich pomoc wojskową przeciw wrogim sobie plemionom. Niestety w polityce wewnętrznej popełnił jeden kardynalny błąd - mianował patrycjuszem i naczelnikiem wojsk rzymskich Orestesa, pochodzącego z Panonii, który pielęgnował większe aspiracje niż władca mógł sądzić. Sam Orestes był niegdyś sekretarzem Atylii, po którego śmierci zdołał połączyć szczątki armii Skirów, Herulów i Rugiów, i wstąpił na służbę Rzymu. Kilka miesięcy po nominacji na naczelnego wodza Zachodu, Orestes zbuntował się przeciw swemu władcy, i zajął rezydencję cesarską w Rawennie. Przebywający w tym mieście Juliusz Nepos, zdołał zachować wprawdzie życie, ale zmuszony był opuścić Italię. Władca konstantynopolitański, niejako jako zadośćuczynienie, a zapewne po to, by w pewnym stopniu szachował posunięcia zarówno Orestesa jak i (w znacznie mniejszej mierze) niespokojnych Ostrogotów, nadał Neposowi ziemie w Dalmacji (dawne władztwo Marcellinusa), gdzie Juliusz rządził aż do swej śmierci. Formalnie Nepos nie zrzekł się swej godności cesarza, ale nie mogąc otrzymać wymiernego wsparcia z Konstantynopola, nie był w stanie walczyć o swą dawną cesarską godność i władzę.

Mapa przedstawiająca królestwo Odoakra w 480 r.

W październiku 475 roku Orestes osadził na tronie cezarów swego małoletniego syna, Romulusa Augustulusa, licząc, iż w ten sposób zdobędzie całkowitą kontrolę nad sytuacją polityczną w Italii i drobną częścią Galii Narbońskiej. Orestes nie był jednak w stanie zdobyć funduszy na opłacenie żołdu oddziałom najemników barbarzyńskich, bowiem skarb państwa świecił pustkami. Nic przeto dziwnego, iż armia w tej sytuacji zażądała od niego 1/3 ziem w Italii będących niejako spłatą "długu". Takiej opcji sprzeciwili się italscy arystokraci i właściciele ziemscy, których interesy gorliwie popierał Orestes. Wobec braku porozumienia, najemnicy germańscy wzniecili bunt, ogłaszając dowódcę plemienia Skirów, Odoakra nowym władcą Rzymu. Odoaker nauczony doświadczeniami poprzedników, zdetronizował Romulusa (23 sierpień 476 roku). Wbrew jednak wcześniejszej "tradycji" darował byłemu cesarzowi życie, co więcej, ofiarował młodzieńcowi dość duży majątek nieopodal Neapolu. Podległym sobie żołnierzom, obiecał nadanie ziemi, zdając sobie sprawę, iż posunięcie to powinno zapewnić mu ich wierność w czasie walk z wojskami Orestesa. Wkrótce też zdołał rozgromić tegoż pod Placencją i kazał Orestesa stracić. Tak więc Odoaker stał się jedynowładcą  w Italii. Nie widząc powodu dla którego miałby nadal przedłużać farsę istnienia cesarstwa zachodniorzymskiego, w 477 roku odesłał insygnia cesarskie do Konstantynopola oraz uznał się podległym władzy cesarza Zenona. W ten sposób przywrócono została jedność cesarstwa, z tym, że w sumie nic to nie zmieniło.

Tak więc, 476 rok tradycyjnie uznawany jest za koniec cesarstwa rzymskiego, a tym samym koniec starożytności (o fakcie przejścia od starożytności do średniowiecza, oraz o opiniach starożytnych na temat upadku Rzymu, napiszę innym razem). Zachód pogrążony był w upadku. W Galii walczyli ze sobą Frankowie, Alemanowie i Burgundowie. Niejaką ostoją władzy rzymskiej na tym terenie było efemeryczne państwo Syagriusza, nie uznające zresztą autorytetu władców Konstantynopola, które w 486 roku ulega wchłonięciu przez Franków. W Hiszpanii coraz większą władzę zdobywali Wizygoci. Na Bałkanach niespokojnie "rządzili" Ostrogoci, a w Afryce Wandalowie zaczęli zmagać się z napadami plemion berberyjskich. Cesarstwo wschodnie nie było w stanie podjąć, przynajmniej chwilowo, żadnej ofensywy, aby odzyskać władzę nad Zachodem.



Etykiety:
Starożytny Rzym Hunowie Wandalowie Atylla Odoaker Upadek Rzymu



Podziel się!
        
Przeczytaj również...

Wyraź swoje zdanie :

Komentujesz jako użytkownik niezarejestrowany - gość. Z tego powodu, zanim komentarz pojawi się na stronie będzie musiał zostać zaakceptowany przez naszą redakcję. Aby Twój komentarz został od razu opublikowany na naszych łamach zachęcamy do darmowej rejestracji!

Brak komentarzyDodaj komentarz

Nasz facebook

Ciekawostka

Postać historyczna

Losowe zdjęcie

histurion.pl
Najnowocześniejszy polski portal historyczny

Matura z Histurionem

Historia

Inne

Copyright © 2006-2017 by histurion.pl. Korzystając z portalu akceptujesz regulamin.