Strona główna Redakcja Współpraca Źródła historyczne Konkursy

Zarejestruj / Zaloguj

DOŁĄCZ DO NAS!

i odkryj historię w najnowszym wydaniu

Dołącz do społeczności histurion.pl, zakładając nowe konto lub logując się poprzez portal facebook.

  • Poznaj innych miłośników historii
  • Odkrywaj historię i poznawaj dzieje postaci historycznych
  • Poznawaj historię z pierwszej ręki ściągając źródła historyczne z naszej bazy
  • Przejrzyj spersonalizowane dane historyczne, np. które postaci historyczne obchodzą z Tobą urodziny

Rejestracja




Załóż nowe konto



LUB

Załóż nowe konto z



Jesteś już użytkownikiem?    Zaloguj się

Zaloguj się w serwisie histurion.pl

Możesz zalogować się w naszym serwisie podając swój adres e-mail oraz hasło podane podczas rejestracji. Możesz również zalogować się poprzez portal facebook.


Nie mam jeszcze konta



Zaloguj się z

Załóż nowe konto w serwisie histurion.pl



Bitwa pod Zamą

2007-02-23 | Autor: Piotr Radziejewski




Bitwa


Przez pewien czas wojska stały naprzeciw siebie. Scypion i Hannibal obserwowali formacje przeciwników. Obaj zdawali sobie sprawę, że wreszcie znaleźli godnego siebie przeciwnika i czeka ich zapewne najtrudniejsza walka w życiu. W końcu Kartagińczyk zrobił pierwszy ruch. Na jego rozkaz słonie ruszyły do ataku. Dziesiątki szarych kolosów biegły w stronę Rzymian. Legioniści jednak nie wyglądali na przestraszonych i twardo stali w miejscu. W pewnym momencie zgodnie z rozkazem Scypiona, wszyscy żołnierze zaczęli krzyczeć i uderzać w tarcze, a trębacze zagrali jednocześnie. Słonie nie lubią pewnych dźwięków, a hałas, jaki zrobili Rzymianie, przeraził wiele młodych, nie przyzwyczajonych do tego zwierząt. Część zawróciła i uciekając wpadła na kawalerię Hannibala na skrzydłach, zadając jej spore straty. Reszta słoni biegła dalej, ale teraz zadziałał zmodyfikowany quincunx. Velites wybiegli z przerw w szyku i ciosami swoich oszczepów zapędzali zwierzęta w „uliczki” między legionistami. Słonie nie były odpowiednio wytrenowane i bały się uderzyć na stojącą w zwartej formacji piechotę. Rzymianie ponieśli minimalne straty, a słonie po prostu przebiegły przez ich szyk. Najistotniejszy element planu Hannibala zawiódł.



Pierwsza faza starcia – nieudany atak słoni Hannibala, które przebiegają przez przerwy w rzymskim szyku



Widząc zamieszanie, jakie część uciekających słoni wprowadziła w szeregi wrogiej jazdy, Scypion rozkazał zaatakować swojej kawalerii. Leliusz, który walczył pod Kannami pamiętał klęskę rzymskiej konnicy w tamtej bitwie. Teraz miał odpowiednio wyszkolonych jeźdźców i mógł wziąć rewanż. Jego ludzie runęli na mniej liczną i słabszą jazdę kartagińską, błyskawicznie ją roznosząc. Na drugim skrzydle doszło do bratobójczego starcia – po obu stronach walczyli Numidyjczycy. Zwinni lekkozbrojni kawalerzyści obrzucali się oszczepami i ścierali w walce na miecze. Nie mogło to jednak trwać długo, bo Masynissa miał przewagę liczebną. Jazda osłaniająca lewe skrzydło Hannibala również poszła w rozsypkę. Kartagińska piechota miała teraz zupełnie nie chronione flanki. Zarówno rzymska kawaleria Leliusza jak i numidyjska Masynissy ruszyły w pogoń za niedobitkami wrogiej jazdy. Scypion patrzył na to z niezadowoleniem, bo liczył, że od razu zaatakują flanki i tyły wrogiej piechoty. Zachował jednak spokój, przegrupował legionistów w normalny szyk bojowy i nakazał frontalny atak głównymi siłami piechoty. Tysiące rzymskich żołnierzy pomaszerowało naprzód. Tuż przed najemnikami tworzącymi pierwszą linię Hannibala przystanęli i wyrzucili pila. Grad zabójczych ciężkich oszczepów położył pokotem pierwsze szeregi wroga. Legioniści dobyli mieczy i zaatakowali wręcz zanim wrogowie zdołali uporządkować szyki. Byli lepiej uzbrojeni i wyszkoleni, a dotychczasowy przebieg bitwy podnosił ich morale, więc szybko pobili przeciwników. Zdziesiątkowani Iberowie, Grecy, Macedończycy i inni najemni wojownicy zostali zepchnięci w tył przez triumfujących Rzymian. Wtedy druga linia Hannibala, złożona z Libijczyków i kartagińskich rekrutów wymierzyła swe włócznie w plecy cofających się. Ten drastyczny krok (zapewne zrobili to na rozkaz Hannibala) jeszcze powiększył straty wśród nieszczęsnych najemników, ale uniemożliwił zepchnięcie ich na drugą linię i zmieszanie jej szyków. Musieli wycofać się na boki, albo ginęli od rzymskich mieczy lub włóczni kolejnego rzutu piechoty. Legioniści napierali dalej, szybko pokonując również tą linię. Słaba piechota kartagińska nie była w stanie ich zatrzymać i również zaczęła się bezładnie cofać. Ale nie wpadła na weteranów, którzy również brutalnie ją powstrzymali, zmuszając ciosami włóczni do rozejścia się na boki. Scypion zauważył, że wrogi szyk ma teraz kształt jednej linii z najlepszymi wojskami pośrodku. Linia ta była dłuższa niż front jego legionistów, więc obawiając się oskrzydlenia, dokonał kolejnego przegrupowania. Wykorzystując luźną strukturę szyku quincunx, przesunął principes na boki, a triarii na same skrzydła, tworząc linię dłuższą od wrogiej. Wywiązała się zacięta walka. Większość formacji kartagińskich przegrywała, ale weterani Hannibala bronili się nieustępliwie.



Druga faza starcia – rzymska jazda zwycięża na skrzydłach i goni przeciwnika, legioniści ustawiają się w quincunx i ruszają do ataku, spychając dwie pierwsze linie Hannibala



Wydawało się, że Hannibal ma jeszcze jakieś szanse, ale wtedy wróciła kawaleria Scypiona. Pochłonięci pogonią za wrogiem Leliusz i Masynissa w końcu przypomnieli sobie, że wódz chciał, aby oskrzydlili Kartagińską piechotę. Zawrócili w idealnym momencie, kiedy Kartagińczycy tworzyli już jedną, niezbyt głęboką linię. Tysiące jeźdźców wpadły na tyły weteranów Hannibala, zmiatając ich swą szarżą. Punickie wojska zostały rozproszone, w ich szeregach wybuchła panika. Legioniści atakowali z jeszcze większą siłą, dopełniając dzieła zniszczenia. Widząc, że nic już nie uratuje go od klęski, Hannibal opuścił pole walki z małym oddziałem i odjechał do Kartaginy. Reszta armii próbowała uciec przed Rzymianami, ale niewielu się to udało. Scypion triumfował, zwycięstwo, które odniósł było miażdżące. Jego armia straciła 1500 zabitych, Kartagińczycy 20 000. Do niewoli dostało się 15 000 Punijczyków, w większości rannych. Ok. 5000 żołnierzy Hannibala uszło z pola walki. Kartagina poniosła ostateczną klęskę. Przegrana była nie tylko bitwa, ale i cała wojna.



Ostatnia faza starcia – obie armie rozwijają się w linie, kawaleria Scypiona powraca i uderza na tyły wojsk Hannibala



Skutki bitwy


Po bitwie pod Zamą kartagińska rada ponownie poprosiła o pokój, rozumiejąc, że skoro Hannibal jej nie uratował, to nie uda się to nikomu, a dalsza wojna skończy się zupełną zagładą ich państwa. Rzymianie oczywiście postawili jeszcze twardsze warunki niż poprzednio, ale Punijczycy nie mieli wyboru i zgodzili się na wszystko. Musieli oddać wszystkie ziemie poza Afryką, zapłacić 10 000 talentów, nie mogli utrzymywać słoni bojowych ani floty większej niż 10 okrętów, a na prowadzenie jakiejkolwiek wojny musieli mieć zgodę Rzymu. Kartagina przestała być mocarstwem, stała się słabym miastem-państwem. Scypion odbył triumf i otrzymał przydomek Africanus na pamiątkę zwycięstw w Afryce. Wielu Rzymianom jednak taka zemsta nie wystarczała. Pamięć Kannów i Hannibala u bram Rzymu wciąż była żywa. Nienawiść do Punijczyków była powszechna, słynął z niej szczególnie Marek Porcjusz Katon, który każde przemówienie kończył słowami: „Poza tym uważam, że Kartagina powinna zostać zniszczona.” W 195 r. p.n.e. Rzym wprost zażądał wydania Hannibala, ale ten uciekł i udał się na dwór króla Antiocha III, bezskutecznie próbując pomóc mu w walce z Rzymianami. Po jego klęsce uciekł do Bitynii, uparcie ścigany przez rzymskich agentów. Tam stary wódz popełnił samobójstwo. Najgroźniejszy przeciwnik republiki zginął. W 149 r. p.n.e. Rzymianie sprowokowali kolejną wojnę z bezsilną już Kartaginą (III wojna punicka). W trzy lata później zdobyli znienawidzone miasto i zrównali je z ziemią.


Bitwa pod Zamą zakończyła jedną z największych wojen starożytności, która zadecydowała o dominacji Rzymu w basenie Morza Śródziemnego. Była też starciem najlepszych wodzów obu stron. Tak Hannibal jak i Scypion Afrykański zaliczają się do największych geniuszy wojskowych w historii. Ich działania na skalę strategiczną i taktyczną, opracowane przez nich manewry oraz podstępy są do dziś analizowane i budzą podziw. Zaskakiwać może, że w „starciu gigantów” pod Zamą nie było nowatorskich rozwiązań jak pod Kannami czy niezwykle skomplikowanych manewrów jak pod Ilipą. Plany obu wodzów wydają się dość proste jak na ich możliwości, ale to właśnie świadczy o tym, że zdawali sobie sprawę z wielkości przeciwnika i nie chcieli ryzykować, wiedząc, że może on na poczekaniu wymyślić posunięcie, które zniweczy najlepszy zamysł. Lepiej było więc zastosować prostą taktykę – im coś prostsze tym mniej ma elementów, które mogą zawieść. Batalia pod Zamą niewiele wniosła do sztuki wojennej, ale jej skutki polityczne były olbrzymie – pozwoliła Rzymowi zawrzeć pokój na warunkach, które czyniły z niego potęgę, osłabiając największego rywala.



Strona : [ 1 ] [ 2 ]


Podziel się!
        
Przeczytaj również...

Wyraź swoje zdanie :

Komentujesz jako użytkownik niezarejestrowany - gość. Z tego powodu, zanim komentarz pojawi się na stronie będzie musiał zostać zaakceptowany przez naszą redakcję. Aby Twój komentarz został od razu opublikowany na naszych łamach zachęcamy do darmowej rejestracji!

11 celnych komentarzyDodaj komentarz
Użytkownik


Dodano: 2007-02-23
Podobało mi się posunięcie Scypiona kiedy został już szyk weteranów nie zaatakował od razu tylko rozciągnoł szeregi i nie popełnił tego błędu co Warron pod Kannami. Ten tekst pokazuje wyższość armii złożonej z obywateli państwa które toczyło wojnę bo oni walczyli o ojczyznę a wojskami najemnymi walczącymi dla pieniędzy.
Użytkownik


Dodano: 2007-03-18
Bardzo ciekawy tekst.Kolejna bitwa, którą rozstrzygnęła kawaleria, w epoce, w której podkreśla się dominacje piechoty na polu walki.
Chciałbym jednak sobie wyobrazić- jak grad zabójczych ciężkich oszczepów położył pokotem pierwsze szeregi wroga (tzn czy był w stanie)
Jestem ciekaw w jakich jeszcze bitwach zastosowano manewr przepuszczenia wrogich oddziałów przez luki we własnych liniach...

Redaktor


Dodano: 2007-03-18
Co do "gradu oszczepów" - tak, z pewnością był w stanie. Siła rażenia pilum była niesamowita, długie ostrza przeszywały bez problemu wszelkie tarcze i zbroje (wiadomo to nie tylko z przekazów ale i z prób ze współczesnymi replikami). W jakiejś książce znalazłem porównanie taktyki legionistów do piechoty XVIII/XIX w. Wyrzucenie oszczepów było odpowiednikiem ognia salwowego, a walka gladiusami - ataku na bagnety. "Salwy" rzymskich oszczepów zadawały wrogom ogromne straty i dezorganizowały ich szyki. Najlepiej widać to w bitwie pod Aquae Sextiae (zresztą właśnie piszę o niej artykuł), gdzie rzucane ze wzgórza pila "wymiotły" przednie szeregi Teutonów tak, że w oka mgnieniu powstał cały wał trupów.
Użytkownik


Dodano: 2007-03-19
wg. mnie nie jest to takie oczywiste.... choć niewątpliwie ostrzał z pilum był bardzo skuteczny.....straty owszem ale nie do tego stopnia i myślę że zależały od uzbrojenia ochronnego przeciwników, w przypadku bitwy pod Zamą najemnicy kartagińscy z pewnością dysponowali stosunkowo wysokim standardem uzbrojenia. Zasadnicze znaczenie ma tu jednak fakt, iż metalowa część pilum była zrobiona z miękkiej stali tak by po uderzeniu wygiąć się do tego stopnia aby oszczep nie nadawał się do ponownego użycia przez przeciwnika a w razie trafienia w tarcze przeciwnik nie mógł go wyciągnąć. W takim zaś przypadku odrzucał tarczę, gdyż nie nadawała się już do normalnego użycia (wbite pilum bardzo przeszkadzało)Łatwo sobie natomiast wyobraźić na ile ułatwione zadanie mieli legioniści kiedy przeciwnik został pozbawiony podstawowej ochrony. Myślę że tak wyglądało pierwsze starcie wojsk pieszych pod Zamą. "pokot" od pilum tak ale raczej pod Telamonem w przypadku nagich Galów z małymi tarczami...pozdrawiam
Redaktor


Dodano: 2007-03-19
Zgadza się, ale zauważ, że legioniści mieli dwa (co najmniej) pila. Powiedzmy, że pierwsza "salwa" nie zadaje większych start, ale oszczepy wbijają się w tarcze i wielu wrogów musi je odrzucić. Kolejna uderza w nieosłoniętych wrogów i straty są bardzo wysokie (tak Cezar opisuje bitwę pod Bibrakte - obrzuceni pilami Helweci musieli odrzucić rozwalone tarcze, a więc kolejne pociski z pewnością zebrały krwawe żniwo). Pilum było morderczą bronią przeciw niemal każdemu wrogowi, ale zgodzę się, że największe spustoszenie siało wśród lekkozbrojnych barbarzyńców (zresztą takowi również byli pod Zamą w kontyngencie najemników- Iberowie i być może Galowie).
Użytkownik


Dodano: 2008-05-20
Niektóre przekazy mówią, że Hanibal nie popełnił samobójstwa, ale żywot swój zakończył godnie,do końca walcząc z Rzymianami jako pirat niedaleko Cyrenajki.
Użytkownik


Dodano: 2009-10-11
Świetne.Chciałbym wspomnieć o szyku armii rzymskiej.Podstawową jednostką był manipuł,który składał się z dwóch centurii.Szyk wyglądał następująco.Z przodu stali hastati,czyli najgorsi i najmniej doświadczeni.Za nimi stali principes bardziej doświadczeni,a na końcu znajdowali się trarii.Legioniści uzbrojeni byli w pilum,włócznie i gladiusy.Trarii byli wyposażeni w krótkie włócznie.Skrzydła piechoty osłaniała kawaleria.Na czele manipułu stali centurioni.Pierwszym był prior,a drugi posterior.Po reformie Mariusza wprowadzono kohortę,która liczyła trzy centurie.30 ma
Użytkownik


Dodano: 2009-10-11
30 manipułów stanowiło legion.Niższymi oficerami byli optius,czyli lepszy i tesserarius.Żołnierz nioszący róg to cornicen. Chorąży to signifer.Manipuł liczył 60 triarii,a principes i hastati 120-160.
Gość


Kokosss
Dodano: 2010-12-29
Bardzo ciekawy tekst.Kolejna bitwa, którą rozstrzygnęła kawaleria, w epoce, w której podkreśla się dominacje piechoty na polu walki.
Chciałbym jednak sobie wyobrazić- jak grad zabójczych ciężkich oszczepów położył pokotem pierwsze szeregi wroga (tzn czy był w stanie)
Jestem ciekaw w jakich jeszcze bitwach zastosowano manewr przepuszczenia wrogich oddziałów przez luki we własnych liniach...

Zgadzam się z tym ;)))))))))))))))))))))))))
Redaktor


Dodano: 2010-12-30
Wiesz można znaleźć takie animacje, ale wątpię czy w rzeczywistości był to piękny widok. Wyobraź sobie że to ty jesteś jednym z żołnierzy, tym bardziej w armii skazanej na porażkę. Myślę, że sam widok zbliżających się oszczepów byłby straszny. Nie znam się niestety na militariach, ale wydaje mi się, że podobny manewr wykonał Aleksander Wielki gdy przyszło mu walczyć w Indiach, ale nie ręczę że mam rację.
Użytkownik


Dodano: 2011-03-21
"...tego błędu co Warron pod Kannami" Wspominam o tym micie już któryś raz.Pod kannami dowodził Paulus a nie Warron.Dzielili te same poglądy,o wydaniu bitwy.Nie można bezkrytycznie traktowac Liwiusza.Poza tym twierdzi on że prawym skrzydłem dowodził Paulus.Co ciekawe było to jedno z dwóch miejsc które mógł zając głównodowodzący.Przecież gdyby traktować go bezkrytycznie to można pomyśleć że wszystkie nieszczęścia z roku 216 są jego winą.Wspomina że warron był synem rzeźnika.To już jest nieprawdopodobne.Naprawde sądzisz że syn rzeżnika mógłby sprawować tak wysoki urząd.To byłoby niemożliwe nawet przy poparciu tak wpływowych patronów.Ponadto nie stracił poparcia i sprawował urzędy do roku 200.kapiszi?!

Nasz facebook

Ciekawostka

Postać historyczna

Losowe zdjęcie

histurion.pl
Najnowocześniejszy polski portal historyczny

Matura 2020

Historia

Inne

Copyright © 2006-2019 by histurion.pl. Korzystając z portalu akceptujesz regulamin.