Witaj Niezarejestrowany !

Idy marcowe

Idy marcowe




Divus Iulius, Boski Juliusz. Człowiek stał się bogiem za zgodą rzymskiego senatu. Czy mogło być cokolwiek bardziej niezgodnego z ideałami republiki? Zwyciężywszy w wojnie domowej Cezar praktycznie pozbawił wpływu na losy państwa senatorów oraz konsulów, których sam wyznaczył, choć powinni być wybierani. Przyznanie tytułu „dożywotniego dyktatora” („dictator perpetuus”) potrzebne mu było tylko dla zachowania pozorów prawomocności swojej nieograniczonej władzy. Sam termin „dożywotni dyktator” zawierał w sobie sprzeczność – dyktatorzy mogli w Rzymie rządzić najwyżej pół roku. Jasne było, że tytuł ten wymyślono, aby zastąpić znienawidzone przez Rzymian słowo „król”.


Na początku 44 r. p.n.e. coraz częściej słyszało się pogłoski, że Cezar chce zrezygnować z pozorów i oficjalnie się koronować. Pewne zdarzenia zdawały się to potwierdzać. Dyktator ubierał się w purpurowy płaszcz, zaczął nawet nosić czerwone buty, takie jak legendarni królowie Rzymu. Nie założył jeszcze korony, ale wieniec laurowy przyznany mu jako zwycięzcy z czasem zastąpił wieńcem ze złota. Kazał wybić monety ze swoją podobizną – po raz pierwszy w historii republiki przedstawiono na nich człowieka jeszcze za jego życia. Cezar otrzymywał od podporządkowanego mu senatu kolejne godności i pełnomocnictwa. Dowództwo nad wszystkimi legionami, możliwość objęcia dowolnego urzędu, całkowity immunitet, wyznaczanie połowy urzędników, którzy normalnie powinni być wybierani... Na dodatek przyznano mu też honory typowe dla królów – jego nazwiskiem nazwano miesiąc (lipiec – Iulius), a dzień jego urodzin ogłoszono świętem państwowym. Wszystko wskazywało na to, że 465 lat po wygnaniu Tarkwiniusza Pysznego do Rzymu powróci monarchia. Republikanie patrzyli ze zgrozą i oburzeniem na poczynania Cezara. Mógł uważać się za boga, to jeszcze dało się jakoś znieść, ale on zachowywał się jak król i miał większą rzeczywistą władzę niż niejeden monarcha. Jego posągi ustawiono nie tylko w świątyniach, ale też na Kapitolu, obok rzeźb przedstawiających dawnych królów. Zaczął rodzić się spisek w celu obrony republiki przed autokratą.

Cezar tymczasem zrozumiał, że jego działania robią się bardzo niepopularne. Postanowił wykorzystać obchodzone 15 lutego święto Luperkalia, aby ostatecznie przekonać się, czy Rzymianie są gotowi obwołać go królem. Podczas uroczystości, gdy siedział na tronie, Marek Antoniusz założył mu na głowę diadem, mówiąc: „Lud ofiarowuje ci to przeze mnie” (miał oczywiście na myśli władzę królewską). Cezar, widząc, że tłum bynajmniej nie zamierza wiwatować na cześć króla Gajusza, zdjął diadem, co powitano oklaskami i okrzykami aprobaty. Antoniusz po raz drugi zaoferował dyktatorowi królewskie insygnium, a on odmówił, wstając i oświadczając zgromadzonym, że tylko Jowisz jest królem Rzymu. Wśród wiwatów Cezar kazał odnieść diadem na Kapitol, tam jednak okazało się, że jego posągi zostały już przez kogoś „koronowane”. Trybuni Marcellus i Flawiusz zdjęli diademy i aresztowali ludzi pozdrawiających Cezara tytułem „rex”. Wiele osób oklaskiwało ich i nazywało „Brutusami” (Lucjusz Brutus wypędził Tarkwiniusza i ustanowił republikę). Tak rozgniewało to dyktatora, że usunął ich ze stanowisk nie zważając na święte prawo nietykalności związane z ich urzędem. Afera z diademami uświadomiła Cezarowi, że Rzymianie nigdy nie zgodzą się, aby władzę sprawował król, dlatego też zrezygnował z dążeń do koronacji. Trzeba przyznać, że bardzo sprytnie obmyślił wybadanie nastrojów. Gdyby tłum zaczął wiwatować, gdy Antoniusz nałożył mu diadem, wiedziałby, że może zostać królem. Tak zaś, odrzucając koronę, wystąpił jako człowiek wierny republice. Niektórzy rozumieli jednak, że na Luperkalich Cezar i Antoniusz odegrali starannie zaplanowany scenariusz. Poza tym znieważenie trybunów oburzyło wielu przywiązanych do tradycji Rzymian. Grupka republikanów z Markiem Juniuszem Brutusem i Gajuszem Kasjuszem na czele podjęła decyzję – dyktator musi zginąć.

Brutus był zaufanym człowiekiem Cezara, niektórzy twierdzili nawet, że jego synem. W wojnie domowej poparł Pompejusza, ale zwycięzca wybaczył mu i przyjął do kręgu swoich najbliższych współpracowników. Liczne zaszczyty i dobrodziejstwa, jakich doświadczył Brutus ze strony Cezara sprawiały, że ten uczciwy i honorowy człowiek przez długi czas wahał się i nie mógł zdobyć na wystąpienie przeciw dyktatorowi, choć był zdecydowanym republikaninem. Przeciwnicy Cezara nalegali, aby przyłączył się do spisku. Przypominali mu jego wuja, Katona Młodszego, wroga Cezara, który popełnił samobójstwo, bo wolał zginąć niż żyć w Rzymie rządzonym przez tyrana. Wspominali też o przodku Marka Juniusza – Lucjuszu Brutusie, który obalił monarchię i ustanowił republikę. Mówili, że teraz rządzi nowy tyran, gorszy od Tarkwiniusza i trzeba uwolnić od niego Rzym. W końcu Brutus uznając, że osobiste względy nie mogą być ważniejsze od dobra państwa, postanowił wziąć udział w sprzysiężeniu mającym na celu zabicie Cezara. Spisek tak naprawdę nie miał przywódcy, choć największą rolę odgrywał właśnie Brutus, a także Gajusz Kasjusz. Wiele osób było w niego zaangażowanych, ale znamy nazwiska tylko części z nich. Oprócz dwóch wymienionych byli to: Lucjusz Minucjusz, Serwiliusz Kaska, Gajusz Kaska, Decymus Brutus, Gajusz Treboniusz i Tuliusz Cymber. Grupa ta nazwała się Liberatores, czyli Wyzwoliciele. Spotykali się w swoich domach obmyślając plan zamachu na Cezara. Niektórzy chcieli zaatakować go na Via Sacra, gdzie często spacerował, inni proponowali zabicie dyktatora w amfiteatrze podczas walk gladiatorów lub zepchnięcie go z mostu na Tybrze, ale ostatecznie uzgodniono, że zamach zostanie dokonany w senacie (tak naprawdę w kurii teatru Pompejusza, gdzie obecnie odbywały się zebrania, póki nie ukończono nowego gmachu). W związku z tym, że Cezar planował wyprawę przeciw Dakom, a następnie kampanię w Partii, trzeba było działać szybko, póki był w Rzymie. Termin ustalono na idy marcowe, czyli 15 marca.

Pewne pogłoski o spisku rozniosły się i dotarły do Marka Antoniusza, ale Cezar nie zwracał na nie większej uwagi. Przez ostatnie dni przed idami Liberatores czekali w niepewności. 13 marca spotkali się po raz kolejny, a Kasjusz powiedział, że jeśli spisek wyjdzie na jaw, powinni wszyscy popełnić samobójstwa. Nie zostali jednak zdemaskowani, nikt nie przyszedł ich aresztować. Dzień przed idami Cezar w rozmowie z Lepidusem stwierdził podobno, że najlepsza jest śmierć nagła i niespodziewana. Taka właśnie miała go spotkać...

W idy marcowe senat miał przyznać Cezarowi tytuł królewski obowiązujący w prowincjach, a więc wszędzie poza Italią. Dyktatorowi zależało więc, aby być obecnym na obradach, choć, jak przekazują nam źródła, miały miejsce pewne znaki, które przestrzegały go przed tym. Żona Cezara, Kalpurnia, widziała go we śnie zamordowanego i błagała, aby nie szedł do senatu. Poza tym pewien wieszczek powiedział mu, żeby w idy marcowe strzegł się wielkiego niebezpieczeństwa. Dyktator nie był zabobonny, ale postanowił w końcu nie iść do senatu i wysłać w zastępstwie Marka Antoniusza. Tymczasem spiskowcy czekali, wszyscy mieli ukryte pod togami sztylety. Brutus odmówił pójścia do domu nawet gdy przyniesiono mu wiadomość, że jego żona zachorowała. Kiedy Liberatores dowiedzieli się, że Cezar nie ma zamiaru przyjść do senatu, postanowili działać, bojąc się, że jeśli nie uśmiercą go teraz, to wszystko się wyda. Decymus Brutus udał się szybko do domu Cezara. W rozmowie z nim wyśmiał przepowiednie i radził dyktatorowi przyjść na obrady, bo nieobecność może zostać uznana za brak szacunku. Dyktator zgodził się z nim i wyszedł z domu. Krótko po tym pojawił się tam pewien niewolnik, mówiąc, że ma ważną wiadomość dla Cezara. Poprosił Kalpurnię, aby mógł poczekać u niej na jego powrót. Nie wiadomo, kto wysłał ostrzeżenie, ale nie znał na pewno planowanego terminu zamachu. Po drodze do teatru Pompejusza Cezar spotkał wieszczka, który kazał mu strzec się w idy. Pozdrowił go i stwierdził żartobliwie: „Więc już nadeszły te idy marcowe!”. Wróżbita odparł: „Owszem, nadeszły, ale jeszcze nie przeszły.”. Już niedaleko kurii, gdzie zbierał się senat Cezara zaczepił grecki uczony Artemidoros z Knidos. Był on znajomym Brutusa i poznał plany Liberatores. Opisał to wszystko i wręczył Cezarowi zwój, prosząc, aby go niezwłocznie przeczytał. Dyktator kilka razy zabierał się do czytania, ale zawsze ktoś mu przerywał. Był już pod samym teatrem Pompejusza, więc schował zwój i postanowił przeczytać go później. Przy wejściu do kurii Decymus Brutus zatrzymał Marka Antoniusza, rozpoczynając z nim rozmowę. Spiskowcy specjalnie to zaplanowali, aby na sali nie było tego, który z pewnością stanąłby w obronie Cezara.

Kiedy Cezar wszedł do kurii, wszyscy powstali. Brutus, Kasjusz i pozostali zajęli miejsca najbliżej krzesła dyktatora, większość stała za nim. Tuliusz Cymber poprosił o ułaskawienie dla swego brata skazanego na wygnanie. Cezar odmówił, a spiskowcy zaczęli natarczywie popierać proszącego. W pewnym momencie Tuliusz chwycił togę Cezara i szarpnął, ściągając mu ją z szyi, co było znakiem do ataku. Pierwszy cios zadał Serwiliusz Kaska, uderzając Cezara od tyłu w kark. Był jednak tak zdenerwowany, że zadał mu tylko lekką, niegroźną ranę. Dyktator poderwał się z miejsca i odwrócił chwytając go za rękę i krzycząc: „Kasko, ty zbrodniarzu, co robisz!”. Przerażony Kaska zawołał po grecku do swego brata Gajusza: „Bracie, na pomoc!”. Ten dźgnął Cezara w pierś. Senatorowie nie biorący udziału w spisku osłupieli, a Liberatores wyciągnęli ukryte sztylety. Otoczyli Cezara kołem i zaczęli zadawać mu ciosy ze wszystkich stron. Każdy musiał przelać jego krew, zgodnie z przysięgą, którą złożyli. Kasjusz ciął go w twarz, a Decymus Brutus pchnął w bok. W zamieszaniu kilku spiskowców poraniło się nawzajem w ręce, kiedy próbowali jednocześnie ugodzić Cezara. Dyktator próbował się jeszcze bronić i wyrywał się zamachowcom, ale kiedy zobaczył Marka Brutusa ze sztyletem w ręku stracił wszelką nadzieję i zakrywszy głowę togą, poddał się ciosom. Brutus zadał mu pchnięcie w podbrzusze i Cezar upadł u stóp posągu Pompejusza, swego wroga, a jego krew zbryzgała postument. Jego ostatnie słowa są różnie przekazywane (według Plutarcha, Cezar nic nie powiedział przed śmiercią), ale miały być skierowane były do Marka Brutusa. Najczęściej spotyka się wersję „Et tu, Brute?” („I ty, Brutusie?”), która jednak nie występuje w żadnym źródle, a pochodzi ze sztuki Szekspira „Juliusz Cezar”. Według Swetoniusza Cezar powiedział po grecku „Ty także synu?”. Po łacinie brzmiałoby to „Tu quoque fili?”. Gajusz Juliusz Cezar umarł pod posągiem Pompejusza, otrzymawszy 23 rany. Brutus podobno powiedział „Sic semper tyrannis”, czyli „Tak zawsze (kończą) tyrani” (1909 lat później powtórzył te słowa John Wilkes Booth, zabójca prezydenta USA Abraham Lincolna).



„Śmierć Cezara” – obraz Vincenzo Camucciniego z 1798 r.



Kiedy Cezar zginął, obecni w kurii senatorowie uciekli w popłochu. Liberatores zaś poszli na Kapitol, trzymając w rękach zakrwawione sztylety, dumni z uśmiercenia tyrana. Dalsze wydarzenia nie potoczyły się jednak tak, jak sądzili, głównie przez to, że Brutus nie chciał zabić Antoniusza. Wybuchła wojna domowa, w której zostali pokonani. Ostatnia próba uratowania ustroju republikańskiego nie powiodła się. Nadchodziły czasy wszechwładnych cesarzy.





6 celnych komentarzyDodaj komentarz
Użytkownik
Dodano: 2007-03-11
Szczegółowo opisane. Ciekawy artykuł. Czasami jest podawane, że Marek Antoniusz wiedział o spisku i mu nie zapobiegł, a nawet sie do niego przyczynił. W ten sposób chciał objać władzę.
Użytkownik
Dodano: 2007-11-01
Muszę stwierdzić,że tekst jest bardzo interesujący i ciekawy,a ponadto napisany został wzorowo i szczegółowo.
Użytkownik
Dodano: 2008-03-19
Według mnie zabito Cezara z zazdrości,ale jak twierdzono dokonano tego w obronie (pożal się Boże)i tak już upadłej republiki.
Użytkownik
Dodano: 2010-01-30
Mozliwa jest jeszcze opcja, której od jakiegos czasu jestem wielką zwolenniczką, że spisek Idów Marcowych był dla Cezara świetną okazją do śmierci.

Nie uwierzę, aby taka rzymska osobistość, wódz, który był swiadom ilości swoich wrogów w Rzymie , jak i poza nim, w dzień, gdy ostrzegano go 3 bądż 4 razy - zależy co można nazwać ostrzeżeniem, a co zwykłym zabobonem - że może zginąć, on odwołał swoją straż przyboczną, i sam wszedł do Kurii; nie uwierzę także, że nie przeczytał wiadomości od Artemidosa, tym bardziej, że to właśnie tę "kartkę" trzymał w swojej dłoni, nawet w chwili śmierci. Czy ktoś na takim stanowisku mógłby zignorowac takie wiadomości? Wątpię.. Byłaby to zwykła naiwność, a Cezar nie był raczej osobą łatwowierną, nieostrożną.. Wręcz przeciwnie..

Jest jeszcze wiele innych przesłanek, aby można było domniemywać, że Juliusz wiedział o spisku, że specjalnie pozbył się ochrony; wytworzył idealną scenę śmierci, dla siebie samego, jako bohatera ginącego w wyniku zamachu, który za zaufanie otrzymał 21 ciosów od ludzi, ktorym ocalil życie m.in. w 2 wojnie domowej a także od, mozliwe, swego własnego syna.

Jak dla mnie był profesjonalistą we wszystkim co robił, kótry każdy swój krok dokładnie przemyślał..
Gość
Olka
Dodano: 2010-05-09
Sprawą zamachu zainteresowałam się przypadkiem, czytając w kościele gazetę ,,Mały Gość Niedzielny". Akurat tam o tym było. Z zapartym tchem przeczytałam cały artykuł i muszę przyznać, że gdyby nie to, teraz by mnie tu nie było. Po powrocie do domu włączyłam wikipedię i... czytałam jeszcze więcej. Aktualnie szukam najgłębszych szczegółów. Dlatego tak bardzo lubię ten artykuł.

Sądzę, że Cezar wiedział o tym, iż ludzie mogą urządzić na niego zamach. Niespecjalnie się tym jednak przejmował. Jeśli dobrze mi się wydaje, przed dyktatorem szło 24 liktorów - starożytny BOR. Czy mogli wchodzić do senatu? Chyba nie. Jednak sądzę, że powinni być obecni w pobliżu w każdym momencie, choćby kilkanaście metrów od miejsca przebywania Julka. Nawet bez jego zgody! Ale co oni mogli na to poradzić. Jak to możliwe, że gdy Liberatores wybiegli z gmachu, nikt nie pomyślał, by pójść po dyktatora?!

Niektóre sprawy do końca świata będą niewyjaśnione.
Gość
Ola
Dodano: 2011-11-14
Czuję, że ta strona będzie moim błogosławieństwem podczas długich godzin nauki historii przez całe liceum.
Bardzo ciekawy i jednocześnie zawierający dużo faktów artykuł.

Dodaj komentarz :



Piotr Radziejewski




Interesuję się historią (szczególnie starożytnością), wojskowością oraz dawnymi religiami i mitami.







Portal histurion.pl już od ponad 5 lat dostarcza Państwu publikacje z różnych dziedzin historycznych. Aktualnie liczba opublikowanych artykułów na naszych łamach to 239. Nasze wysiłki docenia niezliczona liczba gości oraz 9221 zarejestrowanych użytkowników, którzy komentowali nasze prace 2404 razy. Nasze artykuły były w sumie czytane aż 4.861.161 razy! W tym momencie na naszych łamach znajduje się 21 czytelników. Dla Państwa wygody kolorystycznie wyróżniliśmy konkretne epoki:

STAROŻYTNOŚĆ
ŚREDNIOWIECZE
NOWOŻYTNOŚĆ
CZASY WSPÓŁCZESNE

Jeżeli mieliby Państwo jakiekolwiek uwagi lub sugestie prosimy o kontakt pod adresem elektronicznym redakcja@histurion.pl.

Życzymy miłego pobytu!






Copyright © 2006-2011 by histurion.pl. Korzystając z portalu akceptujesz regulamin.