Strona główna Redakcja Współpraca Źródła historyczne Konkursy

Zarejestruj / Zaloguj

DOŁĄCZ DO NAS!

i odkryj historię w najnowszym wydaniu

Dołącz do społeczności histurion.pl, zakładając nowe konto lub logując się poprzez portal facebook.

  • Poznaj innych miłośników historii
  • Odkrywaj historię i poznawaj dzieje postaci historycznych
  • Poznawaj historię z pierwszej ręki ściągając źródła historyczne z naszej bazy
  • Przejrzyj spersonalizowane dane historyczne, np. które postaci historyczne obchodzą z Tobą urodziny

Rejestracja




Załóż nowe konto



LUB

Załóż nowe konto z



Jesteś już użytkownikiem?    Zaloguj się

Zaloguj się w serwisie histurion.pl

Możesz zalogować się w naszym serwisie podając swój adres e-mail oraz hasło podane podczas rejestracji. Możesz również zalogować się poprzez portal facebook.


Nie mam jeszcze konta



Zaloguj się z

Załóż nowe konto w serwisie histurion.pl



Bitwa pod Herakleą

2007-10-15 | Autor: Piotr Radziejewski



Choć król Pyrrus współcześnie kojarzy się głównie ze zwycięstwami odnoszonymi zbyt wielkim kosztem, w rzeczywistości był wybitnym wodzem. Jego najazd na Italię był jednym z najgroźniejszych wyzwań rzuconych rzymskiej republice, panującej już nad dużą częścią Półwyspu Apenińskiego.


Rzym i „Wielka Grecja”


W pierwszej połowie III w. p.n.e. Rzymianie władali środkową Italią, a ich państwo było lokalną potęgą. Ciągłe wojny i ekspansja były czymś naturalnym – niemal co roku konsulowie prowadzili legiony na kolejne kampanie. Wzrok rządzących republiką coraz częściej kierował się na południe półwyspu. Znajdowały się tam greckie kolonie założone podczas tzw. Wielkiej Kolonizacji w VIII – VI w. p.n.e. Bogate miasta byłyby cenną zdobyczą, a ich opanowanie ułatwiałoby powszechne wśród Greków skłócenie i spory wewnętrzne. Jedynym silniejszym przeciwnikiem był Tarent, założony przez osadników ze Sparty. Stosunki tego miasta z Rzymianami stawały się z czasem bardzo napięte. W 282 r. p.n.e. republika pomogła miastu Thurioi nad Zatoką Tarencką odeprzeć najazd ludu Lukanów. Rzymska flota rzekomo naruszyła strefę wpływów Tarentu i doszło do paru morskich potyczek z Grekami. Rzym nie był jeszcze w pełni gotowy do wojny i wycofał wojska. Tarentczycy uznali to za sukces – przedwcześnie. Rok później, w 281 r. p.n.e., legiony wkroczyły na ich terytorium i z marszu, w pierwszym starciu zniszczyły ich armię. Grecy zrozumieli, że porwali się z motyką na słońce i zaczęli gorączkowo szukać sojuszników. Ludy Samnitów i Lukanów stanęły po ich stronie, ale potrzebny był ktoś silniejszy. Ktoś taki jak Pyrrus z Epiru.


Marzenie o imperium


Pyrrus władał królestwem Epiru (tereny dzisiejszej północno-zachodniej Grecji oraz Albanii) i uchodził za wybitnego dowódcę. Był kuzynem samego Aleksandra Wielkiego, a choć nie dorównywał mu militarnym geniuszem, miał równie ogromne ambicje i marzył o stworzeniu w basenie Morza Śródziemnego helleńskiego imperium. Do niego właśnie w 281 r. p.n.e. przybyli posłowie z Tarentu, prosząc o pomoc w walce z Rzymem. Przedstawili mu fantastyczną wizję gigantycznej, doskonale wyszkolonej armii, która czeka tylko na odpowiedniego wodza, aby poprowadzić ją do zwycięstwa. W dodatku Tarentczykom towarzyszyli wysłannicy wielu innych miast „Wielkiej Grecji” a także Samnitów i Lukanów, wszyscy zapewniający o swoim poparciu. Pyrrus zgodził się zostać wodzem antyrzymskiego sojuszu i wyruszyć z armią do Italii.

Czy jednak monarcha kierował się jedynie solidarnością z zagrożonymi Grekami? Bardzo wątpliwe, aby ktoś o tak wielkich ambicjach, myślący nawet o zmierzeniu się z potężnymi diadochami w walce o spadek po Aleksandrze, chciał komuś bezinteresownie pomagać. Prawdziwych zamiarów Pyrrusa możemy się jedynie domyślać na podstawie jego późniejszych działań oraz niektórych starożytnych przekazów, choć nie są one pewne. Plutarch przytacza rozmowę króla Epiru z jego dyplomatą Kineasem. Władca mówi tam o planach opanowania części Italii, Sycylii, Kartaginy oraz zdobyciu dominacji w Grecji. Rozmowę tą często uznaje się za niehistoryczną, wymyśloną przez Plutarcha w celach moralizatorskich – miała pokazać, że to niepohamowana żądza władzy i pragnienie zdobycia sławy doprowadziły do późniejszych porażek. Tak czy inaczej, z bardzo dużym prawdopodobieństwem można odtworzyć plan Pyrrusa. Zamierzał zapewne pokonać Rzym i zabezpieczyć „Wielką Grecję”, którą następnie sam chciał zdominować i podporządkować sobie. Następnie planował pewnie wojnę z Kartaginą i podbój Sycylii (a może nawet najazd na Afrykę i zdobycie samej Kartaginy). Stworzenie takiego imperium pozwoliłoby mu sfinansować potężną armię i wyruszyć na wschód, aby uzyskać hegemonię w Helladzie, a następnie pokonać walczących ze sobą diadochów. Tym samym Pyrrus miałby zostać panem imperium stworzonego przez Aleksandra. Aby urzeczywistnić ten wielki plan, należało jednak najpierw zmierzyć się z rzymską republiką, przeciwnikiem, którego król Epiru nie znał zbyt dobrze i zapewne trochę lekceważył.


Inwazja


W 281 r. p.n.e. nękana przez sztormy flota epirocka przybiła wreszcie do brzegów Italii. Nadeszła wyczekiwana przez Tarentczyków pomoc – 25 000 ludzi pod dowództwem króla Pyrrusa. Zapewne nie był on zachwycony, gdy zobaczył, że zamiast obiecanej potężnej armii na miejscu są jedynie zdezorganizowane niedobitki wojsk pokonanych przez Rzymian. Aby to zrekompensować zarządził stan wojenny i powołał pod broń licznych mieszkańców Tarentu (tym samym stracił ich sympatię i glorię wyzwoliciela).

Rzymianie rozpoczęli powszechną mobilizację do walki z nowym nieprzyjacielem i w 280 r. p.n.e. mieli do swojej dyspozycji 80 000 legionistów i żołnierzy sojuszniczych. Była to wielka potęga, która skoncentrowana w jednym miejscu i użyta w jednej bitwie zmiażdżyłaby Epirotów samą masą, tym bardziej, że król nie wiedział, że republika dysponuje tak ogromnymi siłami i na pewno nie spodziewał się starcia z taką armią. Rzymianie popełnili jednak poważny błąd. Zamiast natychmiast ruszyć na Pyrrusa i zepchnąć najeźdźców z powrotem do morza, rozdzielili wojska na cztery korpusy, niepotrzebnie rozdrabniając siły. Najsilniejszym oddziałem była armia konsularna dowodzona przez Publiusza Waleriusza Lewinusa. Skierowała się ona na południe, przeciw Epirotom. Po paru potyczkach z Lukanami napotkała główne siły Pyrrusa, który opuścił Tarent i wyruszył Rzymianom naprzeciw. Królowi udało się zmusić konsula do bitwy w terenie sprzyjającym hellenistycznej armii – rozległej równinie nieopodal miasta Heraklea. Tam w 280 r. p.n.e. doszło do starcia.


Armie przeciwników


Trzon armii Lewinusa stanowiła rzymska piechota legionowa i bardzo podobnie uzbrojeni i zorganizowani żołnierze przysłani przez latyńskich sprzymierzeńców republiki. Rzymska piechota podzielona na formacje hastati, principes i triarii walczyła w formacji manipularnej quincunx, odznaczającej się dużą elastycznością, łatwością wykonywania manewrów i modyfikowania standardowego ustawienia. Choć były to wojska typu milicyjnego, obywatele mobilizowani na pewien czas, miały bardzo dużą wartość bojową, wyszkoleniem dorównywały większości oddziałów zawodowych, a zwykle przewyższały je morale i duchem bojowym. Jazda rzymska i latyńska była raczej przeciętna, jej formacje były nieliczne i pełniły funkcje pomocnicze. Bardziej szczegółowe informacje o uzbrojeniu i taktyce wojsk rzymskich można znaleźć w artykule „Armia rzymska w czasach republiki”. Łącznie siły, które konsul Lewinus miał do dyspozycji pod Herakleą liczyły ok. 30 000 żołnierzy, w tym jedynie 2 – 3000 kawalerii.

Wojska króla Epiru były zorganizowane według najlepszych zasad hellenistycznej sztuki wojennej, która narodziła się w Macedonii za panowania Filipa II, a w pełni rozwinął ją Aleksander. Kolejne zmiany wprowadzili diadochowie, którzy przejęli niektóre elementy od armii wschodnich. Podstawę sił epirockich stanowili falangici, po grecku zwani sarissoforoi. Formowali oni falangę typu macedońskiego, którą opisywałem już w artykułach poświęconych bitwom pod Kynoskefalaj, Pydną i Magnezją. Przypomnę tylko pokrótce, że uzbrojeni byli w sarissy – piki długości nawet 6 m. Walczyli w zwartym szyku, który był praktycznie nie do pokonania od frontu, ale wrażliwy na oskrzydlenie. Falangici nie nadawali się do walki w rozproszeniu, jeden na jednego, ponieważ byli bardzo lekko opancerzeni, mieli tylko małe puklerze, a oprócz pik jedynie sztylety. O powodzeniu ich działań decydowało utrzymanie spoistości formacji. Falanga była dość ociężała i miała problemy z szybkim manewrowaniem, dlatego też wspierała ją lekka piechota. Żołnierze ci przeważnie nie mieli zbroi, osłaniali się tylko tarczami. Ich bronią były oszczepy i krótkie miecze. Podczas bitwy nękali wroga przed uderzeniem głównych sił oraz osłaniali skrzydła szyku sarissoforoi. Pozostałymi formacjami pomocniczej piechoty byli łucznicy i procarze. Poza falangitami Epiroci mieli też „klasycznych” hoplitów – ciężko opancerzonych i z krótszymi włóczniami. Pyrrus posiadał bardzo dobrą ciężką kawalerię z Tesalii oraz elitarny oddział przyboczny, zorganizowany podobnie jak macedońska jazda hetajrów. Konne formacje króla Epiru miały dużą wartość bojową, zdolne były nawet wykonywać przełamujące szarże. Epiroci posiadali też „tajną broń” – słonie bojowe sprowadzone z dalekich Indii. Zastosowanie tych zwierząt w walce opisałem w osobnym artykule. Siły Pyrrusa liczyły ok. 25 000 ludzi (w tym 2000 łuczników i 3000 kawalerii) oraz 20 słoni i nieco ustępowały liczebnie Rzymianom.



Strona : [ 1 ] [ 2 ]


Podziel się!
        
Przeczytaj również...

Wyraź swoje zdanie :

Komentujesz jako użytkownik niezarejestrowany - gość. Z tego powodu, zanim komentarz pojawi się na stronie będzie musiał zostać zaakceptowany przez naszą redakcję. Aby Twój komentarz został od razu opublikowany na naszych łamach zachęcamy do darmowej rejestracji!

7 celnych komentarzyDodaj komentarz
Użytkownik


Dodano: 2008-06-24
Więc bitwa pod Herakleą była jedyną którą wygrały wojska hellenistyczne w walce z rzymianami?! ciekawe, bardzo ciekawe.
Użytkownik


Dodano: 2010-12-01
Pyrrus był geniuszem. Taktyk był z niego prawie tak dobry jak Hannibal. Szkoda, że jest stosunkowo mało znaną postacią...
Redaktor


Dodano: 2010-12-02
Ja bym nie powiedział, że Pyrrus jest mało znany. Wręcz przeciwnie. Powiedziałbym raczej, że owemu władcy poświęca się tylko enigmatyczne wzmianki. Tak zasługuje na większe zainteresowanie. Przecież nawet strożytni doceniali jego geniusz strategiczny. Szkoda że takich ciekawych postaci jest więcej np. Jazon z Feraj, Aratos z Sykionu, Filopojmen z Megalopolis czy tyran Sparty Nabis. Nas uczy się tylko o Cezarze czy Auguście, a przecież było tak wiele ciekawych postaci!
Użytkownik


Dodano: 2010-12-03
Większość osób kojarzy Aleksandra Macedońskiego czy Cezara choćby z imienia. Hannibal jest już mniej znany ale wciąż można spotkać osoby które go znają (mówię teraz o moim otoczeniu). Ale kiedy wspominam o Pyrrusie ludzie zawsze robią wielkie oczy. Nawet mój nauczyciel historii (chodzę do liceum), wie o nim tylko tyle, że był wrogiem Rzymu. Tak się nie godzi! No ale tak już jest że zwycięzcy najbardziej pozostają w pamięci... A szkoda bo wg. mnie Pyrrus był minimalnie gorszym dowódcą od chociażby Aleksandra.
Redaktor


Dodano: 2010-12-05
Dowódcą był genialny, ale z polityką zło mu znacznie gorzej. Myślę, że jego problem polegał na tym, że nie posiadał zbyt licznej armii -co uwidoczniło się podczas kampanii italskiej Epiroty - oraz jego państwo było zbyt biende i znacznie gorzej zintegrowane niż to miało miejsce w przypadku Aleksandra. Wszak jego ojciec, w pewnym sensie od podsta budował potęgę Macedonii, dzięki czemu Aleksander mógł sobie pozwolić na wyprawę do Persji, gdzie zdobył sławę. Pyrrus natomiast musiał zwalczać antagonizmy wewnątrz swego państwa - plemiona epirockie niezbyt przepadały za rodem panującym wywodzącym się z plemienia Molossów- a to osłabiało jego pozycję militarną. Ponadto Pyrrus gonił za cieniem Aleksandra,robiąc wiele rzeczy na raz, co rozpraszało jego uwagę. Poza tym nie był konsekwentny w swoich przedsięwzięciach. W przypadku wojen zachodnich Pyrruszachowywał się względem Greków tak, jak Aleksander zachowywał się wobec nich bdąc już Iranie. A Grecy sycylijscy i italscy żyli w innych uwarunkowaniach politycznych i historycznych (miasta grecki w Italii i na Sycylii miały sprzeczne interesy, ponadto wolały wolność ponad rządy jakiegoś Epiroty!). Osobiście lubię tę postać. Tak masz rację, szkoda że Pyrrusa się pomija wszerszych opracowaniach.A co do nauczyciela, to coś kiepskim jest "belfrem" jeśli nie wie nic poza przytoczoną przez Ciebie informacją. Może powinieneś podsunąć mu jakąślekturę czy artykuł o owym władcy ;p pozdrawiam
Gość


adi
Dodano: 2011-01-14
No nie wiem czy to nie bylo pyrrusowe zwyciestwo. 4000 stracil krol a Rzym 7000 spore straty przy takim zwyciestwie.
Gość


Optias
Dodano: 2012-07-26
Szkoda że zginął w Argos Gdyby zebrał nową armie mógłby rzucić Rzym na kolana wspólnie z Kartaginą

Nasz facebook

Ciekawostka

Postać historyczna

Losowe zdjęcie

histurion.pl
Najnowocześniejszy polski portal historyczny

Matura z Histurionem

Historia

Inne

Copyright © 2006-2017 by histurion.pl. Korzystając z portalu akceptujesz regulamin.