Strona główna Redakcja Współpraca Źródła historyczne Konkursy

Zarejestruj / Zaloguj

DOŁĄCZ DO NAS!

i odkryj historię w najnowszym wydaniu

Dołącz do społeczności histurion.pl, zakładając nowe konto lub logując się poprzez portal facebook.

  • Poznaj innych miłośników historii
  • Odkrywaj historię i poznawaj dzieje postaci historycznych
  • Poznawaj historię z pierwszej ręki ściągając źródła historyczne z naszej bazy
  • Przejrzyj spersonalizowane dane historyczne, np. które postaci historyczne obchodzą z Tobą urodziny

Rejestracja




Załóż nowe konto



LUB

Załóż nowe konto z



Jesteś już użytkownikiem?    Zaloguj się

Zaloguj się w serwisie histurion.pl

Możesz zalogować się w naszym serwisie podając swój adres e-mail oraz hasło podane podczas rejestracji. Możesz również zalogować się poprzez portal facebook.


Nie mam jeszcze konta



Zaloguj się z

Załóż nowe konto w serwisie histurion.pl



Wstęp - Religia Egiptu

2006-04-01 | Autor: johnythegreat



Religia w Egipcie odgrywała jedną z najważniejszych ról. Istniała tam wiara w politeizm, czyli wiara w wielobóstwo, powiązania miedzy poszczególnymi bóstwami jest bardzo skomplikowana a czasem absurdalna, ale starożytni się tym nie przejmowali dla nich była ważna sama wiara i idea bóstwa.

Zacznijmy od początku, bo na początku był chaos.. Egipski chaos jak wierzono dawniej miał konsystencję płynną, skąd zrodziło się często spotykane określenie praocean lub Nu. Obecny świat jednak nie zastąpił Nu, lecz jest nim otoczony.

Nu zawierał w sobie zalążki wszystkich elementów, z jakich maił powstać i składać się świat, łącznie z jego przyszłymi granicami przestrzennymi: tak zwanym górnym i dolnym niebem. Była to, zatem jakby odwieczna pramateria, zawierająca potencjalną energię twórczą, lub- immanentnego ducha- demiurga, czy Wielkiego Boga, który przed przystąpieniem do akt kreacji musiał uzyskać świadomość samego siebie. Oczywiście w każdym lokalnym systemie kosmogonicznymowego demiurga utożsamiano z głównym bóstwem tego ośrodka, w którym system ten powstał; np. w Memfis będzie to Ptah, w Heliopolis Atum, w Tebach Amon itd. Wspólnym mianownikiem dla wszystkich kosmogonii był jedynie praocean- Nu.

W przedstawieniach ikonograficznych był on ukazywany jako mężczyzna w dwojaki sposób. Czasem wynurzony do połowy ciała z wody oburącz unosi łódź lub dysk słoneczny, czasem siedzi na własnych nogach z obwisłymi piersiami i brzuchem trzymając w ręku gałąź palmową z licznymi nacięćami. Jedno nacięć oznacza jakiś okres np. rok a Nu trzyma gałąź z wieloma nacięćami symbolizujące nieskończoność, wieczność, czyli milion, dlatego Nu nazywany jest również Bóstwem Milionów lat- Hah.

Ważną role w religii Egiptu odgrywał Nil, całe życie toczyło się wokół niego. Dzięki niemu ludzie żyli w dobrych warunkach i mogli przetrwać na pustyni. Ten ważny element Egipcjan był jednym z głównych źródeł inspiracji myśli teologicznej starożytnego Egiptu.


Rycina przedstawiająca głównych bogów egipskich



Całe życie było uzależnione od jego wylewów, był to jakby wielki kosmiczny zegar regulujący czas w obrębie egipskiego roku. Pierwszy dzień pory wylewu był zarazem dniem Nowego Roku, a zatem rok egipski zaczynał się jakby od powrotu kraju pierwotnego stanu- Nu. Trzeba przy tym zaznaczyć ze dla Egipcjan kraj oznaczał zarazem świat, przed wielkimi podbojami Egipcjanie nie mieli pojęcia o innych krajach i cywilizacjach. Słowem Egipt był całym światem, a wszystko, co znajdowało się poza nim należało do strefy nieuporządkowanej- chaosu. Świat powstał niegdyś po przez wynurzenie się z praoceanu, ale nie zniknął tylko otacza świat. Co więcej nieustannie zagraża mu ponowne wchłonięcie i chwila taka kiedyś nadejdzie. Dlatego też Egipcjanie przywiązywali tak dużą wagę do obserwowania natury, wpatrując się w niej wszelkich przejawów powracającego praoceanu bądź to powracającego chaosu.

Przejawów tych było bardzo wiele wspomniany już wylew Nilu, natura dawała każdego ranka, dnia, roku dowody, iż akt stworzenia powtarzał się nieustannie. W celu wyjaśnienia tego założenia stworzono w Egipcie wiele złożonych koncepcji teologicznych wrastających do rangi mitów i religii.



Podziel się!
        
Przeczytaj również...

Wyraź swoje zdanie :

Komentujesz jako użytkownik niezarejestrowany - gość. Z tego powodu, zanim komentarz pojawi się na stronie będzie musiał zostać zaakceptowany przez naszą redakcję. Aby Twój komentarz został od razu opublikowany na naszych łamach zachęcamy do darmowej rejestracji!

29 celnych komentarzyDodaj komentarz
Użytkownik


Dodano: 2007-03-30
Szkoda że tak krótko, naprawdę szkoda. Ten temat do temat rzeka, można w jego ramach zawrzeć naprawdę wiele informacji. Może egipska mitologia nie jest tak popularna jak grecka, ale zawsze.
Użytkownik


Dodano: 2007-07-10
Bardzo ciekawy. Ale mam pewne zastrzeżenia tzn. nie Nu tylko Nun. Wg tradycji heliopolitańskiej Z Nunu wyłonił się Re- Atum- Chepri. Wg kosmogonii hermopolitańskiej to Thot był stwórcą świata, z kolei on stworzył 4 pary:Nun i Nunet, Heh i Hehet, Kek i Keket, Amon i Amonet. W Memfis wierzono, że to Ptah stworzył świat poprzez słowa i myśli. To tylko moja uwaga, ale sądzę,że warto zwrócić na to uwagę pisząc kolejny artykuł. Każdy z ośrodków miał własną koncepcję powstania świata i bogów.
Użytkownik


Dodano: 2007-08-01
Chciałbym zauważyć, że w świetle najnowszych badan (patrz: "Religia starożytnego Egiptu" Wiesława Batora")religii egipskiej nie można uznać za politeistyczną, ale raczej panenteistyczną, tzn. - całość świata jest tylko integralną, organiczną częścią Stwórcy, a poszczególne bóstwa, choć czasem ze sobą walczące (jak Horus z Setem) są tylko kolejnymi jego emanacjami.
Użytkownik


Dodano: 2007-08-01
BenjaminBms zgadzam się z Tobą. Sam Re miał kilka wcieleń,np.Atum, Chepri itd. Tak samo jest z Horusem: Harpokrates, Harmachis itp.
Użytkownik


Dodano: 2007-09-24
Panteon bogów Egiptu rozwijał się i ewaluował wraz z tworzeniem się państwa. Poszczególni bogowie byli do niego przyłaczani wraz z przyłaczaniem nowych terenów na których panował ich kult, to charakterystyczne dla wielu starozytnych religi... np. dobrze poznanej greckiej. Kult poszczególnych bóstw lokalnych utrzymywał się zreszta długo po ich przyłaczeniu do powiększjącego się państwa. Widać to wyraźnie zwiedzając ruiny starożytnych swiątyń. wewnątrz królował kult najważniejszych bóstw, ale na zewnątrz, tam gdzi docierali "zwykli" ludzie mieszczą sie świątynie lokalnych bóstw. To postać Faraona była czynnikiem jednoczącym cały naród. przyjęcie jego kultu jako żyjącego boga pozwalało utożsamiać go z ideą państwa, a tym samym utrzymać jego struktury i skonsolidowac egipcjan tworząc z nich mechanizm utrzymujący skomplikowany system nawadniania i budujacy monumenty po dziś wzbudzajace nasz zachwyt, jak swiatynie i piramidy.
Użytkownik


Dodano: 2008-01-14
czy mógłby mi ktoś poddać uzasadnienie iż religia starożytnego egiptu jest na prawde panenteistyczną - jest mi to bardzo potrzebne to pracy
Użytkownik


Dodano: 2008-01-31
Tak jak BenjaminBMS polecam serdecznie książkę dr Wiesława Batora- tam znajdziesz różnorodne uzasadnienia koncepcji panenteistycznej, a właściwie wynikające z niej konsekwencje, przejawiające się np.w konstrukcji świata, składnikach osobowości człowieka, zoolatrii (w skrócie:czczeniu świętych zwierząt ze względu na ich pochodzenie z jednej,boskiej istoty),wizji nagrody i kary po śmierci, bardzo ważnej idei ładu świata... no, troszkę tego jest;) myślę, że wartoby rozbudować artykuł o religii starożytnego Egiptu pod kątem nie tyle panteonu bogów, co jej cech
Użytkownik


Dodano: 2008-06-18
Artykuł ciekawy, ale moim zdaniem niepogłębiony. Brakuje mi kwestii monoteizmu Echnatona (o ile można tak nazwać jego reformę religijną). Polecam książki Andrzeja Niwińskiego
Redaktor


Dodano: 2009-02-01
Artykuł mógłbybyc nawet ciekawy, jednak jest napisany trochę chaotycznie. Temat jest nie wyczerpany. Powinno być więcejinformacji. Bardziej przybliżone postaci głównych bogów, ich związek z miastami, dogłębniej przedstawiony wpływ religii na życie ówczesnych ludzi, na politykę, hierarchię społeczną, itp.
Gość


adi
Dodano: 2010-12-12
Co to znaczy, że wierzyli w politeizm? Wierzyli w wiarę? Czy może wierzyli w system religijny? Trochę kiepsko jeśli chodzi o stylistykę.
Gość


jula22
Dodano: 2011-10-01
Całkiem nieźle podane informacje. Troszkę krótko. Ja również mam kilka zastrzeżeń, ale już kilka osób je podało . Jest całkiem nieźle .
Użytkownik


Dodano: 2013-08-04
Na ten temat można by napisać dużo więcej.
Gość


hk
Dodano: 2015-09-28
niestety kolejne już wydanie książki Wiesława Batora poświęcone religii egipskiej grzeszy brakiem wiedzy i wielkim chaosem. Autor prezentuje wiedzę lat 50.-60. XX w. Nie zna prac Jana Assmanna, Manfreda Goerga, Erika Hornunga, Jri'ego Janaka Andrzeja Niwińskiego (tak!) i wielu innych uczonych zajmujących się tą problematyką obecnie. Po uważnej lekturze książki mogę stwierdzić z dużą pewnością, że jego wiedza pochodzi z kilku przetłumaczonych na polski książek. Oba wydania doczekały się krytycznych recenzji Andrzeja Ćwieka i Hieronima Kaczmarka
Użytkownik


Dodano: 2016-12-05
Wiesław Bator

Odpowiedz na kuriozalny tekst Hieronima Kaczmarka
zatytułowany:

?Kilka uwag po lekturze najnowszej książki Wiesława
Batora o religii starożytnego Egiptu Religia starożytnego
Egiptu. Perspektywa religioznawcza, Kraków 2012
Uniwersytet Jagielloński, s. 511.?
Na początku sierpnia 2014 roku otrzymałem w Dziekanacie Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Jagiellońskiego kopię przedziwnego tekstu będącego pseudo recenzją mojej książki zatytułowanej Religia starożytnego Egiptu. Perspektywa religioznawcza. Kraków 2012, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, przesłanego doń przez Hieronima Kaczmarka. Ponieważ ów chaotyczny i nieporadny tekst, nie zamówiony przez nikogo, a napisany ze szczególnie pojętej ?życzliwości? zawiera mnóstwo ataków ad personam, przekręceń, oczywistych błędów edycyjnych i merytorycznych, nieuprawnionych wniosków, a także zarzutów nie pozostających w żadnej relacji do napisanej przeze mnie książki np. dotyczących twierdzeń i wniosków, których przedmiotowa publikacja nie zawiera i odwrotnie ? wykazujących rzekome braki w tezach, faktach, twierdzeniach jakie w dokumentacji w/w wymienionej książki istnieją ? pozwoliłem sobie na jego krytyczny komentarz odnosząc się obszernie do wszystkich postawionych w nim ?zarzutów? i kwestii stawianych przez jego autora. Tekst ?recenzji? jest chaotyczny, gdyż w swoim zacietrzewieniu Hieronim Kaczmarek nie potrafił swoich zarzutów przedstawić wg jakiegoś logicznego schematu: a) prezentacja omawianej pozycji, b) uwagi merytoryczne, c) uwagi edycyjne, d) wnioski, ale prezentuje je w sposób nieuporządkowany ? nierzadko powtarzając się lub powracając do kwestii już omówionych. Stron nie ponumerowano, co utrudnia jego percepcję i wzmaga wrażenie chaosu. Dlatego za jedyny sposób jego skomentowania uznałem - przedstawienie po kolei jego treści wg oryginalnego układu tekstu z moim komentarzem do każdego z zarzutów. Dla wygody czytelnika - tekst Hieronima Kaczmarka pozostawiam bez jakiejkolwiek ingerencji z mojej strony, z zachowaniem jego oryginalnej czcionki (Courier New) ? natomiast moje uwagi napisałem nieco mniejszym formacie, czcionką ? Times New Roman, a poszczególne partie komentowanej recenzji Hieronima Kaczmarka ponumerowałem. Ponieważ zaś ?życzliwy? recenzent mojej książki (zarzucając mi popełnianie wielu błędów w książce liczącej 511 stron), popełnił niewiele mniej błędów i przekręceń w tekście liczących zaledwie 11 stron ? pozwoliłem je sobie w komentarzu wyeksponować stosując pogrubienie czcionki i powiększenie jej rozmiaru, zaś w wersji elektronicznej ? czerwonego koloru. Łaskawych czytelników mojego komentarza proszę z góry o wybaczenie nadużycia ich cierpliwości, lecz moje dość obszerne odniesienie się do poszczególnych kwestii poruszonych przez ?życzliwego? recenzenta mojej książki jest konieczne, aby nie pozostawić żadnych wątpliwości. Odbiorca komentarza nie musi być, bowiem zawodowym egiptologiem i należą mu się pewne dodatkowe wyjaśnienia pozwalające ustalić meritum sprawy.
Tekst recenzji Hieronima Kaczmarka ze szczegółowym komentarzem Wiesława Batora:
1. Hieronim Kaczmarek:
Na początku 2013 roku dotarła do mnie nowa publikacja dr Wiesława Batora, Religia starożytnego Egiptu. Perspektywa religioznawcza.


Wiesław Bator:

Już na samym wstępie Hieronim Kaczmarek wydaje się nieco rozmijać z rzeczywistością, albowiem recenzowana przez niego książka opuściła drukarnię w dniu 18 stycznia 2013 roku ? zaś do dystrybucji mogła trafić dopiero około 25 dnia tegoż miesiąca. Autor recenzji mógł ją więc zauważyć i z niej skorzystać (jeśli ją zakupił ) najwcześniej dopiero w początku lutego 2013 roku, a jeśli skorzystał z niej w bibliotece, to nie mogło się to odbyć wcześniej niż w końcu lutego, albowiem pomiędzy otrzymaniem książki przez bibliotekę, a jej udostępnieniem czytelnikom musi upłynąć, co najmniej dwa tygodnie. A zatem recenzowana przez niego pozycja nie mogła w żadnym wypadku trafić do niego na początku 2013 roku! Jeszcze bardziej zdumiewające jest to, że jej nader pobieżna lektura zajęła recenzentowi aż półtora roku, a wliczając w to czas stworzenia pełnej błędów i niewielkiej recenzji ? jeszcze więcej! O tym, że lektura była pobieżna świadczy aż nadto dokonany przez Hieronima Kaczmarka dobór argumentów i treść wypowiedzi, które nie przystają w żaden sposób do zawartości recenzowanej pozycji.
_______________________________________________

2. Hieronim Kaczmarek:
?Kilka lat wcześniej, pod podobnym tytułem, chociaż bez podtytułu ?Perspektywa religioznawcza?, ten autor wydał inną książkę (Religia starożytnego Egiptu. Kraków 2004 Wydawnictwo WAM, s. 375, opr. brosz.).
Ta właśnie publikacja wywołała wówczas, na nie istniejącej już dziś strome internetowej Egiptologia.pl, długą polemikę.W jej rezultacie, na łamach owej strony, ukazała się bardzo krytyczna recenzja publikacji pióra dr Andrzeja Ćwieka (IFSETCZYLI HCAOS [sic] Uwagi na temat książki Wiesława Batora Religia starożytnego Egiptu (Kraków, Wydawnictwo WAM, 2004. 376 s. ISBN 83-7318-283-7), dzisiaj dostępna on-line http://chomikuj.pl/Corshi/ Archeologia/Archeologia *c5*9br*c3*b3dziemnomorska/Staro*c5 *bcytny Egipt/Uwagi na temat ksi*c4*85*c5*bcki Wies*c5*82awa Batora Religia star o*c5*bcytnego Egiptu - recenzja A. *c4*86wieka,l 185128741.pdf). Wyliczanie błędów i nieścisłości zawartych w tej recenzji zapełniło aż 37 stron. Z ciekawości chciałem sprawdzić więc, na ile Autor w nowym opracowaniu tego samego tematu, wykorzystał uwagi z polemiki nad pierwszym wydaniem oraz wspomnianej recenzji.?


Wiesław Bator:

Recenzent, który w tym miejscu swego tekstu powinien przejść do formalnej prezentacji omawianej książki, zamiast tego dokonuje przedziwnego zabiegu ? odnosi się do innej publikacji napisanej przez Wiesława Batora dziesięć lat wcześniej, a wydanej osiem lat wcześniej, na zamówienie Wydawnictwa ?WAM? w ramach popularnej serii ?Religie Świata? i informuje swego czytelnika o jej ?bardzo krytycznej recenzji pióra dr Andrzeja Ćwieka?, z odniesieniem do linku internetowego, wspominając jednocześnie o bardzo długiej polemice, prowadzonej na ?nieistniejącej już internetowej stronie Egiptologia. pl ?. Hieronim Kaczmarek nie omieszkał też poinformować, że swe zarzuty wspomniany Andrzej Ćwiek zawarł na aż 37 stronach!
Ponieważ jednak przedmiotem recenzji Hieronima Kaczmarka nie jest popularna książka Wiesława Batora wydana przez Wydawnictwo WAM w 2004 roku, lecz książka tegoż autora pt. Religia starożytnego Egiptu. Perspektywa Religioznawcza wydana przez Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego w 2012 roku, która (w odróżnieniu od poprzedniej książki) ma zupełnie inny układ treści, zaopatrzona jest w obszerną bibliografię, (prawie tysiąc przypisów, z których wiele ma rozmiar podrozdziału książki) i ze względu na sam format wydawniczy jest pod względem zawartości dwa i pół razy obszerniejsza ? należy sobie zadać pytanie ? w jakim celu pseudo recenzent odwołuje się do oceny wydania innej pozycji ? napisanej o wiele wcześniej jako pracę popularną przeznaczoną dla zupełnie innego grona czytelników?
Przytoczona na początku przez Hieronima Kaczmarka recenzja Andrzeja Ćwieka nie ma żadnego związku z obecnie recenzowaną przez niego książką , a mimo to pojawi się jeszcze raz pod koniec komentowanego tekstu jako punkt odniesienia do oceny przedmiotowej publikacji!
Odpowiedź jest oczywista. Hieronim Kaczmarek powołuje się na recenzję nie dotyczącą recenzowanej przez niego książki, po to aby: 1) wprowadzić czytelnika w błąd przez zasugerowanie tożsamości obydwu publikacji i przenieść krytyczne uwagi Ćwieka z pierwszej z nich na drugą,
2) podważyć kompetencje autora i wyrobić mu u czytelnika recenzji złą opinię - zanim w ogóle sam przystąpi do oceny przedmiotowej książki.
Jeszcze bardziej kuriozalne jest odwołanie się do długiej polemiki, jaka toczyła się wówczas między Wiesławem Batorem , a Andrzejem Ćwiekiem na łamach nie istniejącej już dziś strony internetowej Egiptologia. pl.
Jest to bardzo perfidny zabieg, gdyż z recenzją, a właściwie paszkwilem Andrzeja Ćwieka,
(z którym łączą Hieronima Kaczmarka bardzo przyjazne stosunki) ? może się zapoznać każdy, natomiast z przebiegiem polemiki i odpowiedzią Wiesława Batora na te zarzuty ? czytelnik recenzji zapoznać się nie może, gdyż strona internetowa już nie istnieje!
A szkoda, bo szkalowany autor miał w niej wiele do powiedzenia! Nie rozwodząc się dłużej nad sprawą publikacji wydanej w 2004 roku przez WAM, jej ocen i polemiki między Andrzejem Ćwiekiem (i dzielnie sekundującym mu wówczas osobnikiem, występującym pod pseudonimem HK, pod którym zapewne ukrył się Hieronim Kaczmarek) dodać należy tylko jedno ? zdumiewający fakt, że strona internetowa dotycząca tak atrakcyjnej tematyki jak kultura starożytnego Egiptu ? tak szybko przestała istnieć! Zapewne nie bez znaczna w tej sprawie był autorytatywny i napastliwy ton jej twórców, administratorów i moderatorów wobec uczestników egzystującego na niej forum dyskusyjnego, w którym celowali obydwaj panowie, tj. Andrzej Ćwiek (ówczesny nick: Kapibara) i tajemniczy HK. Z pewnością sposób dyskusji, który obrażał uczestników, a zanudzał czytelników forum doprowadził do spadku zainteresowania i w efekcie do likwidacji strony internetowej.
Jakkolwiek jednak, było to skwapliwe odesłanie czytelnika recenzji do tekstu Andrzeja Ćwieka, bez dania mu możliwości zapoznania się z odpowiedzią i argumentacją Wiesława Batora należy uznać to za jeden z ?ciosów poniżej pasa?, od których roi się w dalszej części kuriozalnego tekstu Hieronima Kaczmarka.

Wniosek: Czytelnik recenzji nie może się zorientować, co recenzent właściwe recenzuje, gdyż podane przez Hieronima Kaczmarka w tym miejscu informacje dotyczą innej pozycji, a jego jedynym celem jest zdyskredytowanie autora recenzowanej książki na samym wstępie.
_____________________________________________________________________

3. Hieronim Kaczmarek:
?Całość nowej publikacji podzielona została na sześć części różnej wielkości (części I Formowanie perspektywy badawczej, s. 25-105, II Podstawy odtwarzania i dzisiejszy obraz religii starożytnego Egiptu, s. 107-153, III Perspektywa historyczna - religia w dziejach starożytnego Egiptu, s. 155-217, IV Klasyczna perspektywa badawcza (doktryna, kult i organizacja), s. 220-386, V Perspektywa indywidualna - religia w życiu doczesnym Egipcjanina {Religia i sacrum na co dzień), s. 388-451) składających się od jednego do czternastu rozdziałów. Dwa największe z nich to część III z 13 rozdziałami i Y z 14.?


Wiesław Bator:

Recenzent, poświęciwszy powyżej sporo miejsca zaprezentowaniu oceny książki nie będącej przedmiotem recenzji, przystępuje wreszcie do opisu właściwej książki Religia starożytnego Egiptu. Perspektywa religioznawcza i robi to wyjątkowo pobieżnie i niestarannie, co nasuwa podejrzenie, że powyższa publikacja chyba nie jest mu znana z autopsji, o czym świadczą następujące fakty :
Po pierwsze - pisze, że książka dzieli się na sześć części, lecz następnie wymienia w opisie tylko pięć!
Po drugie nie podaje zawartości części żadnej z nich, choć w oryginale każda część dzieli się na rozdziały i podrozdziały posiadające odrębne tytuły.
Po trzecie ? podaje nieściśle numery stron (np. cześć II rozciąga się miedzy stronami 109-153, a nie 107-153).

Wniosek: Opis recenzowanej publikacji jest nieścisły i niechlujny. Można na tej podstawie domniemywać, że recenzent nie zapoznał się z nią gruntownie.
___________________________________________________

4. Hieronim Kaczmarek:
?Dla nowego wydania Wiesław Bator przygotował długie wprowadzenie (Wstęp (s.ll- 16), Część I. i II, s. 25-154). mające służyć pomocą Czytelnikowi w zrozumieniu skomplikowanych metod badawczych religioznawstwa (?zgodnie z trendami i wymaganiami współczesnego religioznawstwa?, s. 15). Takie podkreślenie opozycji ?religioznawstwa naukowego? wobec innych dziedzin nauk zajmujących się religią starożytnego Egiptu miało, zdaniem Batora, posłużyć do podkreślenia wyższości jego metod badawczych nad metodami stosowanymi przez egiptologów (filologów, archeologów, historyków) w badaniach nad religią starożytnego Egiptu. Ten cel, moim zdaniem, nie został osiągnięty, bowiem większość argumentów i dyskusji, jakie znajdujemy w Części I R. I (.Formowanie perspektywy badawczej),niewiele wyjaśnia, ani tym bardziej nie uzasadnia.?


Wiesław Bator:

W powyższym fragmencie ?recenzji? prawdziwe jest tylko zdanie pierwsze. Natomiast już drugie całkowicie mija się z prawdą. Nie tylko bowiem, we wspomnianych częściach, ale i w żadnym innym miejscu książki - nie istnieje (jak kłamliwie utrzymuje Hieronim Kaczmarek) żaden pisemny ślad
? wyższości jego metod badawczych nad metodami stosowanymi przez egiptologów? .
Wprost przeciwnie ? wkład egiptologów (zarówno archeologów, jak i filologów egipskich) jest wielokrotnie przez Wiesława Batora doceniony i uwypuklony, a przedmiotowa książka zamyka się konkluzją wskazującą na konieczność współpracy egiptologów i religioznawców i to na poziomie stałych kontaktów osobistych, gwarantujących bieżącą wymianę poglądów pomiędzy nimi.

?Odtwarzanie religii pełnego obrazu religii starożytnego Egiptu (podobnie jak każdego innego systemu wymarłych wierzeń) napotykało, napotyka i będzie napotykało na olbrzymie trudności.
Z jednej, bowiem strony, wobec udoskonalenia technik odkrywania nowych źródeł religioznawca porównawczy nie jest w stanie nadążyć za ich lawinowym narastaniem i dokonać ich prawidłowej interpretacji bez pomocy profesjonalnego egiptologa, zaś z drugiej ? dynamiczny rozwój współczesnego religioznawstwa, nieustannie weryfikujący tezy, ustalenia (a nawet całe konstrukcje i modele interpretacyjne i prawdy uchodzące jeszcze kilkadziesiąt lat temu za pewne i niewzruszone) powoduje, że zawodowy egiptolog nie jest w stanie zorientować się w nim, odnaleźć i nader często interpretuje nowo odkryte źródła w duchu przebrzmiałym i nieaktualnym w ocenie profesjonalnego badacza religii. Dlatego, aby przezwyciężyć te (naturalne przecież) bariery, nie wystarcza już dziś interdyscyplinarne przygotowanie przedstawicieli obydwu nauk (każdy badacz powinien być przecież specjalistą w określonej dziedzinie), lecz konieczny jest wręcz ich osobisty kontakt
( wymiana doświadczeń) w celu uzyskania coraz pełniejszej i bardziej adekwatnej rekonstrukcji wierzeń, procesów i zachowań ludzi tworzących wymarłe cywilizacje.? [ s. 458]

Natomiast jest prawdą, że autor poświęcił wiele miejsca na wykazanie różnic pomiędzy traktowaniem religii przez religioznawców z jednej strony, a egiptologów, filologów, historyków sztuki i historyków ? z drugiej, stosowanych przez nich metod oraz określenie religioznawczej perspektywy badawczej, która nie jest identyczna z perspektywą badawczą wyżej wymienionych nauk. (np. s.26-27, s.456-458). Jest to zupełnie zrozumiale, gdyż w przeciwnym wypadku religioznawstwo, egiptologia, historia sztuki i historia starożytna nie byłyby odrębnymi dziedzinami nauki.
Jak z powyższego widać - zarzuty Hieronima Kaczmarka są więc zupełnie niezgodne zarówno z tekstem, jak i z intencją autora wyrażoną wielokrotnie w tekście recenzowanej pracy, co można zrozumieć tylko w ten sposób, że Hieronim Kaczmarek po prostu nie rozumie, czym jest religioznawstwo porównawcze i kwestionuje potrzebę jego istnienia, skoro wyobraża sobie, że każdą religią wymarłą powinni się zajmować jedynie wąscy specjaliści w dziedzinie jednej kultury (w przypadku starożytnego Egiptu ? egiptolodzy).
Ponieważ jednak religioznawstwo porównawcze ma już jako dziedzina nauki swoją historię (nie krótszą od egiptologii) i bardzo bogaty dorobek naukowy ? nie zamierzam polemizować na ten temat z autorem recenzji, gdyż jego zarzut uderza nie tylko we mnie, lecz
w całą dyscyplinę, jaką jest religioznawstwo.
Natomiast to, że zdaniem Hieronima Kaczmarka cierpliwy wysiłek autora książki
w tłumaczeniu, czym jest perspektywa religioznawcza, opisania jej kształtowania i wkładu kierunków, szkół i najwybitniejszych religioznawców pracujących w jego różnych dziedzinach przedstawiony na ponad 50 stronach i dodatkowo w 300 przypisach zamieszczonych w tej części - nic recenzentowi nie wyjaśnia i o niczym go nie przekonuje ? nie jest winą autora, lecz raczej niedostatku możliwości poznawczych ?recenzenta?.
O tym, że wielu innym czytelnikom owo tłumaczenie wiele wyjaśnia - świadczy chociażby fakt, że prof. dr hab. Włodzimierz Godlewski pełniący obecnie funkcję kierownika Zakładu Archeologii Egiptu i Nubii w Instytucie Archeologii UW recenzując dorobek naukowy Wiesława Batora bez żadnych trudności potrafił zrozumieć, o co chodzi i wyjaśnienia autora książki w tej materii go zadowoliły. Podobnego zdania był zresztą również znakomity egiptolog ? prof. dr hab. Karol Myśliwiec, który występując na konferencji naukowej zorganizowanej przez KUL http://www.kul.pl/i-dni-mediteranistyczne-egipt-wczoraj-i-dzis,art_35227.html wysłuchał z uwagą referatu dr Wiesława Batora na temat charakterystycznych cech wyróżniających religię egipską, przyjął go z zadowoleniem i publicznie stwierdził, że nie ulega wątpliwości, iż interpretacją każdej religii powinni się zajmować przede wszystkim religioznawcy.

Wniosek: Zarzut chybiony ? recenzent przypisuje autorowi recenzowanej książki poglądy, których w niej nie ma, a jednocześnie kwestionuje sens istnienia religioznawstwa jako nauki.
________________________________________________________________

5. Hieronim Kaczmarek:
?W części wstępnej publikacji (Część I, R. 1.3 Religioznawstwo egiptologiczne w Polsce, s. 87-105) zwraca uwagę skromna znajomość u Autora dziejów polskich zainteresowań religią starożytnego Egiptu. Nie słyszał bowiem o Macieju Sarbiewskim, Walerianie Piwnickim, Stanisławie Staszicu, Janie Albertrandim, Ferdynandzie Gotardzie, Karolu Dworzaczku, Alojzym Osińskim, Józefie Kościelskim i o jeszcze kilku innych osobach interesujących się tą tematyką. Nie zauważył też anonimowego, dwutomowego, wydania książki Rys religijnego rozwoju ducha ludzkiego. Zastanawia też brak przynajmniej wzmianki badaniach prof. Andrzeja Niwińskiego, obecnie jedynego z polskich egiptologów zajmujących się przede wszystkim wierzeniami starożytnych Egipcjan.?


Wiesław Bator:

Recenzent nie zauważa zupełnie, że jak dotąd, szeroko rozumiane polskie religioznawstwo egiptologiczne nie było przedmiotem żadnego opracowania ani monografii za wyjątkiem napisanego przez Wiesława Batora artykułu w czasopiśmie ?Nomos? [Religioznawstwa egiptologiczne w Polsce. ?Nomos? 26/27 1999, s.37-55 ]. Zatem trudno jest mu ocenić znajomość zagadnienia zdobytą przez Wiesława Batora i uznać ją za skromną, skoro nikt przed Wiesławem Batorem tego zagadnienia nie opracował i nie poświęcił mu żadnej publikacji. Istnieją natomiast ogólne opracowania dotyczące polskich zainteresowań starożytnym Egiptem i rzecz jasna, że ze względu na specyfikę tej cywilizacji - każdy badacz tej kultury w jakiś sposób musiał się zetknąć z religią egipską w jej rozmaitych aspektach. Autorowi książki nie chodzi jednak o to, aby pisać szczegółową historię polskiej egiptologii, do czego nawet jednej osobnej książki byłoby mało, ale o to, aby uwypuklić te dokonania, które przyniosły istotny wkład w poszerzenie perspektywy religioznawczej w odniesieniu do wierzeń starożytnego Egiptu i pod tym kątem dokonuje wyboru osób interesujących się religią tej cywilizacji. Stąd też niektóre postaci (wspomniane przez Kaczmarka) zostały pominięte, ale za to zauważano inne, których wkład był z pewnością z punktu widzenia religioznawcy istotniejszy. I dlatego w recenzowanej książce pojawili się np.: Tytus Liwiusz Boratini, Karol Woyde, Julian Ochorowicz, Wanda Wierzbicka, Tadeusz Margul, Kazimierz Banek, Kazimiera Mikoś, Aleksander Krawczuk, Anna Lebet - Minakowska i wielu innych, którzy jakoś nie doczekali się wzmianki w żadnym innym opracowaniu w języku polskim.
Natomiast za wręcz groteskowy zarzut można uznać to , że autor nie zauważył... ?anonimowego, dwutomowego, ?wydania książki Rys religijnego rozwoju ducha ludzkiego?, a to dlatego, że Wiesław Bator zajmował się w tym podrozdziale książki polskimi badaczami, zaś w przypadku dzieła anonimowego - nie da się go
z oczywistych powodów przypisać określonemu twórcy. Jednoznacznie trudno więc orzec, czy mamy do czynienia z polskim badaczem, czy też ze zwyczajnym kompilatorem dzieł obcych lub amatorskim tłumaczem fragmentów obcej literatury ? a tym samym nie można zbadać jego indywidualnego wkładu w rozwój wiedzy.
Zaś szczytem bezczelności recenzenta jest wyrażone przez niego zdanie: ?Zastanawia też brak przynajmniej wzmianki badaniach prof. Andrzeja Niwińskiego, obecnie jedynego z polskich egiptologów zajmujących się przede wszystkim wierzeniami starożytnych Egipcjan.?
Otóż prof. Andrzejowi Niwińskiemu autor poświęcił nie tylko wzmiankę we wstępie (s.12) i odnotował jego znaczący dorobek w dziejach polskiego religioznawstwa egiptologicznego (s.101 oraz przypis 276 na tejże stronie), ale również poświecił mu sporo miejsca w obszernym przypisie 212 na str. 80 odnoszącym się do działalności naukowej Erika Hornunga ( głośna praca Der Eine und die Vielen..., którą Andrzej Niwiński znakomicie przełożył i skomentował), dalej opisał i odniósł się do koncepcji składników osobowości ludzkiej Andrzeja Niwińskiego (str. 236 i przyp. 44 na tejże stronie), organicznej wizji świata i rozumienia boskości króla w koncepcjach Andrzeja Niwińskiego (s.246 i przypis 71 i 73 na tejże stronie), pojmowania przez A. Niwińskiego pojęcia boga i boskości w starożytnym Egipcie, (bardzo obszerny przypis 113 na str. 262), rytuału jako nieustannego ?powtarzania mitycznych zdarzeń (przypis 314 na str. 358), wielokrotne odniesienia w przypisach w rozdziale dotyczącym Wędrówki na Zachód (107, 108, 109,110, na str. 426, 112, 113, 114, 115 na str. 428, na której zresztą przedstawiona jest przez W. Batora interpretacja A. Niwińskiego dotycząca ?Sali Obu Prawd?). Wreszcie na str. 482 wymienione są prace A. Niwińskiego, najistotniejsze z punktu widzenia religioznawcy. Wreszcie wymieniony jest również w indeksie osobowym ( str. 505), gdzie odnotowano aż 46 miejsc w tekście recenzowanej książki, na których w taki, czy inny sposób odnotowano działalność profesora Andrzeja Niwińskiego!
Czym więc w świetle tych oczywistych faktów (przytoczenia konkretnych miejsc
w recenzowanym dziele, gdzie występuje Andrzej Niwiński) można tłumaczyć niedorzeczny i niezgodny z prawdą zarzut recenzenta? Nieznajomością recenzowanej pracy, czy też chęcią świadomego wprowadzenia w błąd odbiorców recenzji?

Wniosek:
Zarzut w pierwszej części chybiony, w drugiej ? jaskrawo sprzeczny z zawartością recenzowanej książki.
___________________________________________________________________

6. Hieronim Kaczmarek:

?Wprowadzenie? sprawia zresztą wrażenie, jakby Autor chciał ?sprzedać? Czytelnikowi wszystko, co wie o egipskiej cywilizacji. Znajdziemy w nim, zbędne dla niego, zainteresowanego religią starożytnego Egiptu, często nieprecyzyjne informacje o języku, piśmie i społeczeństwie, a także autorską klasyfikację zachowanego piśmiennictwa egipskiego. Do podobnego zdania można dojść też po lekturze Części V tej publikacji, czy niektórych podrozdziałów w innych częściach.?


Wiesław Bator:

Zarzut kuriozalny, zwłaszcza, jeśli wypowiada go człowiek uważający się za egiptologa ? filologa! Informacje o piśmie, języku i społeczeństwie nie są bynajmniej dla czytelnika, który pragnie zrozumieć religię egipską "nieprzydatne", ale właśnie - niezbędne! Język jest, bowiem odbiciem sposobu myślenia każdej społeczności i jego struktura nie jest bez znaczenia w formowaniu wyobrażeń o świecie. Przez to język i pismo mają zasadnicze znaczenie w treści doktryny religijnej. Informacje o języku, które przekazuje autor (s. 126-131) nie są też "przypadkowe" (jak chce recenzent) ani nie wynikają z chęci popisania się ogólną wiedzą o starożytnym Egipcie. Świadczy o tym następujący cytat z recenzowanej książki:

?Nie wnikając w skomplikowane kwestie lingwistyczne skupimy się tylko na tych cechach języka egipskiego, które mają pewne znaczenie w świecie wyobrażeń religijnych mówiących nim ludzi. Po pierwsze we fleksyjnym języku Egipcjan nie była jasno określona różnica między rzeczownikiem, przymiotnikiem i imiesłowem oraz czasownikiem w bezokoliczniku, co powodowało, iż słowa określające jakość, stan i funkcję podmiotu w zdaniu (np. nefer ? dobry, amen ? niewyobrażalny, heh ? nieskończony) można było odbierać jako rzeczowniki. Umacniało to znakomicie, jeśli wręcz nie inspirowało, panenteistyczną wizję świata i tendencje synkretyczne
w religii egipskiej. Po drugie, egipski czasownik nie odmieniał się przez czasy, lecz posiadał jedynie dwa aspekty: dokonany i trwający, które w zależności od kontekstu mogły określać czynność przeszłą, teraźniejszą lub przyszłą. Cecha ta znakomicie współgra z poczuciem czasu, ciągłości, cykliczności i wieczności w egipskiej wizji świata. Ważną rolę odgrywa też sposób formowania myśli, czyli stylistyka starożytnych Egipcjan, której zasadniczą cechą jest kwiecistość pełna porównań i przenośni. Sprawia to czasem znaczną trudność
w interpretacji tekstu religijnego: nie zawsze można jednoznacznie rozstrzygnąć, czy bliższe prawdy jest jego literalne, czy też przenośne znaczenie. Z językiem związana jest też podstawowa dla mitologii i teologii zasada homofonii.? [s. 127].

Jeszcze bardziej dziwaczny i niedorzeczny jest zarzut dotyczący informacji o piśmie, które samo w sobie było pojmowane przez Egipcjan jako sacrum i odgrywało ogromną rolę zarówno w rytuale, jak i w magii [s. 135]. Informacje te nie są bynajmniej nieprecyzyjne, (czyli w rozumieniu Hieronima Kaczmarka niepełne), lecz starannie dobrane pod kątem przydatności dla religioznawcy zajmującego się religią starożytnego Egiptu. Pełne i precyzyjne być nie mogą ? gdyż zarówno jedno jak i drugie (tj. pismo i język) wymagałyby osobnych publikacji! Jeszcze bardziej dziwaczne, a żeby rzec prawdę - wręcz kompromitujące Hieronima Kaczmarka jest czynienie Wiesławowi Batorowi zarzutu z tego, że przedstawia i klasyfikuje podstawowe źródła pisane będące fundamentem wiedzy o religii starożytnego Egiptu [s. 137- 149]! Jakże, bowiem, w ogóle można przystępować do opisu jakiejkolwiek religii bez podania i scharakteryzowania jej bazy źródłowej? Od prezentacji źródeł i ustalenia hierarchii ich wartości, według kryterium przydatności do założonego tematu, rozpoczyna swój opis i rozważania na temat religii każdy szanujący się religioznawca i tak też czyni zdecydowana większość egiptologów, filologów i historyków. Zarzut Hieronima Kaczmarka, stawiany autorowi recenzowanej książki jest więc albo jakimś ponurym żartem, albo w ogóle świadczy o tym, że recenzent lekceważy podstawowe zasady twórczości naukowej w dziedzinie humanistyki, co z kolei rodzi pytanie, w jaki sposób mógł uzyskać tytuł samodzielnego pracownika naukowego?

Uwaga ogólna: Zarzut absurdalny, świadczący o całkowitym lekceważeniu przez recenzenta podstawowych zasad twórczości naukowej w dziedzinie humanistycznych.
__________________________________________________________________

7. Hieronim Kaczmarek:
?Pozostała część książki poświęcona została różnym aspektom religii egipskiej. Część III prezentuje historię wierzeń starożytnych Egipcjan. Poprzedzona została zarysem dziejów Egiptu, według obowiązujących dzisiaj podziałów na epoki (str.157-217, 2. Okres prahistoryczny i predynastyczny, 3. Epoka Tynicka, 4. Stare Państwo, 5.1 Okres Przejściowy, 6. Średnie Państwo, 7. II Okres Przejściowy, 8. Nowe Państwo, 9. III Okres Przejściowy 10. Odrodzenie Saickie, 11. Okres dominacji perskiej, 12. Okres Ptolemejski, 13. Okres panowania rzymskiego). W tej części nie znajdziemy jednak informacji o religii Egiptu i jej rozwoju, mimo że istniejące liczne publikacje (sprawozdania z wykopalisk, publikacje nowych tekstów, ikonografii, opracowania szczegółowe, czy syntezy), umożliwiają ukazanie etapów rozwoju tej ważnej części życia duchowego dawnych Egipcjan w poszczególnych epokach.?


Wiesław Bator:

Zarzut również zadziwiający i niespójny i nie mający nic wspólnego z treścią recenzowanej książki. Część III ( dość obszerna, s. 154-217) pracy poświęcona jest, bowiem właśnie perspektywie historycznej, czyli formowaniu się, rozwojowi, zmierzchowi i upadkowi religii egipskiej
w następujących po sobie okresach historycznych, czyli właśnie temu, czego zdaniem Hieronima Kaczmarka w pracy nie ma! Szczególnie dużo miejsca poświecono genezie i pierwocinom egipskich wierzeń (s. 157-173), które to zagadnienia autor starał się przedstawić uwzględniając najnowsze badania archeologiczne (wyniki prac opublikowane i opracowane do 2009 roku). Wbrew temu, co sugeruje recenzent autor nie zapomniał docenić wagi odkryć w Nabta Playa (s. 162 i s.171) mające ogromne znaczenie dla genezy i zrozumienia zoolatrii w religii starożytnego Egiptu, czy na stanowisku Tell el Farcha, które rzuciło nowe światło na zagadnienie genezy i wczesnej metryki boskości monarchy.
Hieronim Kaczmarek zarzucając Wiesławowi Batorowi nieuwzględnianie wyników najnowszych badań, jakoś dziwnie przeoczył i zapomniał dodać, że przed wydaniem krytykowanej pracy Wiesława Batora ? wyniki tych badań nie zostały uwzględnione w żadnej polskiej monografii dotyczącej religii starożytnego Egiptu wydanej w formie książkowej. Recenzent zapomniał też, że w praktyce studenci archeologii śródziemnomorskiej, egiptologii i historii starożytnej korzystają nadal z wydanych w języku polskim prac Jaroslava Černego i Tadeusza Andrzejewskiego oraz części większych prac ? Driotona i Daumasa, które wydano w połowie ubiegłego wieku ( gdyż nowsze publikacje prof. Niwińskiego nie zamykają wiadomości i rozważań dotyczących tematu w jednej książce!). Pomimo, że owe monografie są dziś muzealnym zabytkiem i zawierają szereg informacji oraz interpretacji niezgodnych z dzisiejszym stanem wiedzy ? Hieronimowi Kaczmarkowi zupełnie nie przesadza! Uważa je widać za w pełni wartościowe, a stan taki za naturalny! Dodać trzeba jeszcze, że ze względu na przyrost źródeł w ciągu ostatnich dwóch dziesięcioleci ? konieczne było uzupełnienie wiadomości podanych w zasadniczym tekście książki licznymi przypisami objaśniającymi, które prezentują najnowsze poglądy i najważniejsze kwestie sporne. Jest ich w Części III aż 147, z czego 80 % są to wielkie przypisy objaśniające lub uzupełniające - mające nieraz rozmiar podrozdziału (np. przypis 38 na str. 167-168 i 50 na str.168-170, czy 55 na str. 171-172!). Oczywiście można zawsze wysunąć zarzut, że można by umieścić więcej informacji, lecz każdy rozumny człowiek bez trudu pojmie, że nie da się na kilkudziesięciu stronach opisać wszystkich faktów i zagadnień jakie pragnąłby tu widzieć.


Podsumowanie: Zarzut absurdalny, ponieważ treść książki pozostaje z nim w całkowitej sprzeczności i zawiera dokładnie to, czego zdaniem recenzenta w publikacji nie ma.
__________________________________________________________________________

8. Hieronim Kaczmarek:
?Rozważania Autora zawarte w omawianej części pracy to przykład jego ?konserwatyzmu? badawczego, bowiem religia starożytnego Egiptu traktowana jest nadal, podobnie jak w pierwszym wydaniu, jako jedność - ?skamienielina?, która od momentu pojawienia się w czasach historycznych do jej zniknięcia po zwycięstwie chrześcijaństwa nie zmieniała się.?


Wiesław Bator:

Wbrew temu, co oczywiste, a więc ukazaniu przez Wiesława Batora w Części III pracy przemian zachodzących w religii egipskiej na przestrzeni dziejowej 4500 lat (licząc od czasów hipotetycznego początku formowania się wierzeń egipskich w czasach predynastycznych, aż po jej kres w V/VI wieku naszej ery) Hieronim Kaczmarek wysuwa absurdalną tezę, że : ?... religia starożytnego Egiptu traktowana jest nadal, podobnie jak w pierwszym wydaniu, jako jedność - ?skamienielina?, która od momentu pojawienia się w czasach historycznych do jej zniknięcia po zwycięstwie chrześcijaństwa nie zmieniała się.? I przypisuje tę nieprawdziwą tezę rzekomemu "konserwatyzmowi badawczemu? autora recenzowanej książki. Lansując w ten sposób absurdalne i fałszywe oskarżenie, nie może pojąć, że czym innym jest wyobrażenie sobie formowania, powstawania, utrwalania i trwania jakiejkolwiek kultury w oczach jej twórców i uczestników, a czym innym jest realna rzeczywistość historyczna.
Wiesław Bator nie twierdzi nigdzie, w żadnym miejscu książki, że religia egipska była jedna, ta sama i niezmienna od czasów prehistorycznych po jej upadek (i właśnie taki proces przemian dziejowych ukazuje w Części III pracy), natomiast twierdzi, że starożytni Egipcjanie wyobrażali sobie istniejącą rzeczywistość i kierujący nią ład jako trwały i niezmienny - ustanowiony w epoce bogów ? zaś wszelkie jego zakłócenia i załamania jako przejściowe, po których następował powrót do dawnej, optymalnej rzeczywistości.
A to są dwie zupełnie różne sprawy, przy czym ta druga, czyli postrzeganie rzeczywistości przez starożytnych Egipcjan jest dla religioznawcy o wiele ważniejsza niż ta pierwsza
( rzeczywiste zmiany historyczne), ponieważ religioznawcę w przeciwieństwie do historyka interesuje przede wszystkim sfera wierzeń i wyobrażeń, a nie odtwarzanie realnych wydarzeń. I tu tkwi zasadnicza różnica w podejściu naukowym religioznawców, historyków i filologów, ? czego Hieronim Kaczmarek nie chce i nie może pojąć. Po prostu ? utożsamia on wiedzę o religii
z dziejami religii, a to są dwie różne sprawy. Religioznawcza monografia dotycząca jakiejkolwiek religii ( np. buddyzmu, judaizmu, chrześcijaństwa, czy islamu) nie jest i nie może być identyczna
z monografią dotyczącą dziejów buddyzmu, dziejów judaizmu. historii kościołów, czy historii islamu. Dla religioznawcy dzieje każdej religii, czyli jej perspektywa historyczna są tylko częścią takiej monografii.

Posumowanie: Zarzut Hieronima Kaczmarka jest więc i w tym przypadku chybiony. Nie jest ani zgodny z faktami, gdyż Wiesław Bator poświęca całą obszerną część pracy na ukazanie perspektywy historycznej, czyli dziejów religii od jej początków, aż po jej kres, nie cofając się bynajmniej przed ukazaniem zmian, jakie w niej zachodzą, a ponadto świadczy o całkowitym niezrozumienie przez autora recenzji celów i metod religioznawstwa.
________________________________________________________

9. Hieronim Kaczmarek:
?Najlepszym tego przykładem jest potraktowanie przez Wiesława Batora mitu ozyriackiego, na co zwracał uwagę już Andrzej Ćwiek. W. Bator nadal przedstawia własną rekonstrukcję owego mitu, wykorzystując w niej źródła z różnych epok (od Starego Państwa (XXV w. p.n.e.) po Plutarcha z Cheronei żyjącego w II w. n.e.), choć powstały one w różnym epokach i ich wymowa jest wyraźnie odmienna. Większość badaczy dziś uważa, że znane obecnie źródła związane z tym mitem nigdy nie stanowiły jedności, bowiem pojawiają się w nich, lub zanikają, różni bogowie, zmieniają się realia. Można więc tu mówić o wielocentrycznym powstawaniu mitu i o jego przemianach w dziejach.?


Wiesław Bator:

Zarzut absolutnie chybiony i niezgodny z treścią recenzowanej książki.
Po pierwsze ? prezentowany mit ozyriański został zamieszczony w części opisowej, której zadaniem jest zaprezentowanie takiej narracji. W intencji autora ? czytelnik powinien się zorientować jaka jest jego treść i jak starożytny Egipcjanin postrzegał dzieje Ozyrysa. Ponieważ mit ozyriański osiągnął z pewnością najpełniejszy kształt w Epoce Późnej, Okresie Ptolemeuszy i w Okresie Rzymskim ? przyjęto perspektywę jego prezentacji z takiego punku dziejowego. Nie oznacza to jednak, że Wiesław Bator nie dostrzega złożoności problemu, stopniowego narastania mitu, sprzeczności występujących w jego różnych wersjach i właśnie te wiadomości i refleksje zawarte są na stronach 333-336 recenzowanej książki.
Po drugie - Hieronim Kaczmarek nie mówi nic odkrywczego powiadając, że ?Większość badaczy dziś uważa, że znane obecnie źródła związane z tym mitem nigdy nie stanowiły jedności? gdyż dokładnie to samo wynika z uważnej lektury opisu mitu ozyriańskiego w książce Wiesława Batora. To, że autor recenzowanej pracy zastosował inny sposób relacji i najpierw zamieścił rozwiniętą narrację opisującą mit według wyobrażeń starożytnego Egipcjanina żyjącego w czasach Plutarcha, a dopiero potem podał informacje o innych wersjach mitu i o jego rozwoju czasowym ? niczego nie zmienia. Informacje te w książce istnieją i są Wiesławowi Batorowi znane oraz przez niego opisane. Natomiast sposób przedstawienia mitu wynika z jego lokalizacji
w książce ? rozdziałowi dotyczącemu prezentacji narracji mitycznej, a nie w Części III - dotyczącej historii wierzeń.

Podsumowanie: Zarzut absolutnie chybiony i niezgodny z treścią recenzowanej książki.
______________________________________________________________

10. Hieronim Kaczmarek:
?Inny przykład nieaktualnego podejścia do religii starożytnych Egipcjan to wywody Autora (s. 296-297 i liczne wzmianki i innych miejscach) dotyczące Apisa, boga płodności z Memfis. Jak dziś wiadomo, Apis pojawia się w ikonografii już z początkiem państwa egipskiego. Menethon podawał, że jego kult w Memfis ustanowiono dopiero w czasach II dynastii), jednakże według E. Otto - pojawił się znacznie wcześniej. Za tą ostatnią tezą świadczą celowe pochówki bydła w okresie kultury Badari, amulety w kształcie głowy byka/krowy, palety z gwiazdą i głową byka pochodzące z kultury Negada I. Nie wykluczone, że kult Apisa mógł przywędrować do Memfis z zachodniej delty, obszaru, gdzie na szeroką skalę hodowano bydło. Pierwotnie bóstwo było związane z panującym lub z jego małżonką (z czasów I i III dynastii imiona teoforyczne związane z tym bóstwem nosiły dwie królowe - matki władców). Później łączono go ze światem umarłych, Podobnie jak i inne święte byki we wszystkich okresach czczony jako bóstwo płodności. Oficjalny kult znany jest od IV dynastii. Wówczas to pojawia się specjalny kapłan, mdw hd. Apisa identyfikowano czasem z i innymi bóstwami: z Atumem, Horusem, Sokarisem, Ptahem, Ozyrysem. Był też nazywany ?królem bogów, Panem wieczności?. Wśród licznych jego epitetów, jeden, pochodzący z okresu Nowego Państwa określa go jako syna boga Ptaha. Jest to więc bardziej skomplikowana postać, niż wynikałoby to z lektury tej książki.?


Wiesław Bator:

a) Zarzut również delikatnie mówiąc dziwaczny i mijający się z prawdą. Recenzent zarzuca Wiesławowi Batorowi, że jego podejście do kultu Apisa (str. 296-297) jest dziś nieaktualne, po czym, aby się popisać znajomością rzeczy, przytacza ?prawidłowe? i najaktualniejsze (jego zdaniem) podejście do tematu, które... prawie dokładnie powtarza to, co napisał Wiesław Bator na wskazanych przez niego stronach! Jakie znaczenie ma
więc formowaniu zarzutu przeciw Wiesławowi Batorowi uwagą Hieronima Kaczmarka o tym, że Egipcjanie identyfikowali Apisa z innymi bóstwami: Atumem, Horusem, Sokarisem, Ptahem i Ozyrsem, skoro na wymienionych stronach autor Religii starożytnych Egipcjan. Perspektywa ...pisze nieomal dokładnie to samo:

?Najlepiej znany kult Apisa (eg. Hapi) jest poświadczony już od czasów I dynastii. Już wtedy łączono go, jako żywe wcielenie z panenteistycznym bogiem Ptahem i czczono wraz z nim w Memfis. Był on jednak również powiązany z kultem solarnym Re, gdyż na wszystkich wyobrażeniach dźwiga on między rogami dysk słoneczny, chroniony ureuszem, a w ciągu Starego Państwa skojarzono go też z Ozyrysem. W I tysiącleciu p.n.e. połączono nawet imiona Apisa i Ozyrysa w jedno tak, że nowa synkretyczna istota boska zwała się Usir-Hapi, z czego przybywający do Egiptu Grecy zrobili Ozorapisa, a macedońscy królowie Egiptu, Ptolemeusze, podnieśli go do rangi bóstwa państwowego jako Serapisa.? [s.296].

Z żadnej części książki nie wynika, aby Wiesław Bator kojarzył Apisa wyłącznie
z memfickim bogiem Ptahem, co wydaje się być główną treścią zarzutu.
Może to świadczyć jedynie o tym, że Hieronim Kaczmarek chce się przed czytelnikiem swej recenzji pochwalić swoją wiedzą licząc na to, że czytelnik nie sięgnie do krytykowanej przez niego książki i uzna, że jej autor wiadomości tych nie umieścił, nie zna lub je pominął. Odkrywamy więc tu drugą technikę oszczerczej dezinformacji stosowaną przez Hieronima Kaczmarka jako instrument napaści na autora ? obok przypisywaniu mu zdań i twierdzeń, jakich w recenzowanym tekście nie ma ? usiłuje przekonać czytelnika, że autor książki nie zamieścił jakiejś istotnej informacji, którą
w rzeczywistości z a m i e ś c i ł.

b) Hieronim Kaczmarek podaje oczywiście również pewne informacje na temat genezy kultu Apisa, których na w/w stronach nie ma ? przypisując Wiesławowi Batorowi niewiedzę na ten temat ? natomiast nie zwraca uwagi, że kwestie te zostały przez autora wyjaśnione i poruszone w innych miejscach we właściwym dla nich rozdziale dotyczącym historii religii egipskiej. Gdyby recenzent nie był leniwy i zbyt pewny siebie, to z łatwością sięgnąłby do indeksu osobowego zamieszczonego na końcu książki i tam na str. 494 odnalazłby hasło Apis z odniesieniem do stron książki, w których znajdują się dotyczące go informacje. A wtedy zauważyłby, że prócz wymienionego przez niego miejsca ( s. 296-297) może je odnaleźć na str. 52, 55, 103, 176, 181, 206, 212, 214, 282, 365 i 372. A gdyby ponadto uważnie poczytał podrozdział Okres prahistoryczny i predynastyczny należący do Części III książki, to po zapoznaniu się z treścią str. 162 nie miałby wątpliwości, że Wiesław Bator wie o tym, że pierwociny kultu byka Apisa , a także innych byków mogą sięgać nie tylko do neolitycznej kultury Badari, ale nawet wcześniejszej neolitycznej saharyjskiej oazy Nabta Playa , o której Wiesław Bator wg Hieronima Kaczmarka rzekomo nie słyszał!
Przy okazji formowania tego zarzutu okazuje się także, że Hieronim Kaczmarek nie rozumie też pojęcia ?nie aktualności naukowej?. I nie zdaje sobie sprawy, że można tak określić tylko takie twierdzenie, czy tezę, która dawniej była uważana za pewną i dopuszczalną, a obecnie po zweryfikowaniu nowymi metodami lub argumentami, okazała się fałszywa. Natomiast nie można do takiej kategorii zaliczać takich ustaleń i twierdzeń, które nie zostały wykluczone, lecz jedynie uzupełnione lub dopełnione. Gdybyśmy przyjęli inną, bardziej radykalną zasadę i za aktualne uznali jedynie to, co wiemy i potrafimy uzasadnić w dniu dzisiejszym ? to wówczas cała obecna wiedza archeologiczna byłaby nieaktualna ? ponieważ wykopaliska przynoszą ciągle nowe dane, które z kolei mogłyby zostać zmienione i uzupełnione zanim ugruntują się w nauce.

_________________________________________________________________________

11. Hieronim Kaczmarek:
?W Części IV (R. 2, Bóg i bóstwa starożytnego Egiptu, s. 272) pojawia się zadziwiające objaśnienie konieczności dodawania w kalendarzu egipskim 5 dni, by uzyskać pełen rok słoneczny, jako że miesiąc egipski miał ich tylko 30. Wbrew twierdzeniu Autora, owe pięć dni dodanych (greckie: S7iayó)j.8vai; egipskie: mśw.t ntrw (Ü?111 (Wb II 141); hrjw rnpt; fîi^), to nie jest różnica między rokiem księżycowym liczącym 354 dni, a rokiem słonecznym o 365dniach; ta wynosi bowiem aż jedenaście dni. Pięć brakujących dni to tylko dopełnienie egipskiego kalendarza liczącego 360 dni (12 miesięcy po 30 dni), w stosunku do roku
słonecznego, liczącego 365 i lA dni.?


Wiesław Bator:

Mamy tu do czynienia kolejny raz z przypisywaniem autorowi książki czegoś, czego w niej nie ma i czynienie z tego zarzutu. Na wymienionej stronie (272) Wiesław Bator wcale nie twierdzi, że: ?owe pięć dni dodanych (tu, aby zabłysnąć swa mądrością Hieronim Kaczmarek podaje nawet ich nazwę grecką i egipską),... to jest różnica między rokiem księżycowym liczącym 354 dni, a rokiem słonecznym o 365dniach?. Tymczasem recenzent robi z tego natychmiast zarzut, że Wiesław Bator nie wie, ile dni liczy rok słoneczny, a ile księżycowy! W rzeczywistości autor Religii Starożytnego Egiptu pisze tu jedynie (omawiając postać boga Haruera), że mit o narodzinach boskich pięcioraczków miał służyć wytłumaczeniu różnicy między rokiem księżycowym, a słonecznym i w celu bliższego wyjaśnienia sprawy odsyła czytelnika do rozdziału poświęconego mitom ( mitologia), w którym rzecz tę objaśnia szerzej i dokładnej. W tym zaś rozdziale na str. 323 Wiesław Bator pisze tak:

?Niebiańska Nut, której spryt nie ustępował kobiecemu urokowi, nie załamała jednakże rąk i zwróciła się o pomoc do personifikacji boskiej inteligencji, czyli Thota. A był on także strażnikiem miary czasu. Dotąd nie było jeszcze różnicy między kalendarzem słonecznym i księżycowym i jednolity rok miał równo 360 dni. Dopiero Thot, uwiedziony przez nienasyconą boginię, odjął z księżycowej miary pięć dni i dodał je do słonecznej miary roku. W ten sposób czas przyjął swoją ostateczną formę, a Nut mogła urodzić swe dzieci w dniach formalnie ?nie należących do żadnego roku?.

Wiesław Bator nie pisze tu nic o pięciodniowej różnicy między rokiem księżycowym i słonecznym, (co przypisuje mu Hieronim Kaczmarek i co czyni pretekstem do kolejnego ataku), podczas, gdy w rzeczywistości różnica ta wynosi prawie 11 dni, lecz o tym, że Egipcjanie wyobrażali sobie, że w czasach pierwotnych rok księżycowy był pod względem ilości dni równy słonecznemu i wynosił 360 dni, a więc wg nich niegdyś nie było różnicy w księżycowej i słonecznej mierze czasu. Mit o boskich pięcioraczkach miał tłumaczyć powstanie różnicy pomiędzy miarą słoneczną i księżycową? Bóg Thot na prośbę bogini Nut miał odjąć z księżycowej miary (liczącej pierwotnie według Egipcjan - 360 dni) pięć dni i dodać je do pierwotnej miary słonecznej (liczącej "wówczas" również 360 dni). Dlatego wg Egipcjan rok księżycowy liczył "odtąd" 355 dni, a słoneczny ? 365 dni. Rzeczywisty astronomiczny rok księżycowy i słoneczny mają nieco inne wartości ( słoneczny - 365,2422 dnia, a księżycowy - 354,367 dnia), ale Egipcjanie stosowali miary przybliżone. Jak więc widzimy Hieronim Kaczmarek po pierwsze przypisuje Wiesławowi Batorowi twierdzenie, którego na wskazanej przez niego stronie książki nie ma, po drugie ? przypisuje mu bezpodstawnie brak wiedzy astronomicznej na poziomie szkoły podstawowej.
W rzeczywistości , po pierwsze - objaśnienie Wiesława Batora, co do poglądów egipskich na powstanie różnicy między rokiem słonecznym i księżycowym znajduje się w innym miejscu książki niż twierdzi Hieronim Kaczmarek (na str. 323, a nie 272!), a po drugie - nawet tam nie znajdujemy twierdzenia, które recenzent przypisuje autorowi książki, aby go ośmieszyć!

Wniosek: W efekcie po zajrzeniu do recenzowanej książki przekonujemy się, że recenzent ośmiesza się sam i kolejny raz daje przykład swojemu mijaniu się z prawdą i formowaniu fałszywych zarzutów.
______________________________________________________________________

12. Hieronim Kaczmarek:
?Kolejny przykład ?konserwatyzmu? to stosunek Wiesława Batora do ?Pomnika Teologii Memfickiej?. Przy obecnym stanie wiedzy, pomnik ten nie powstał, jak sądzi Autor, w epoce Starego Państwa, ale raczej - jak sądzi Jan Assmann i inni współcześni egiptolodzy, w okresie XIX dynastii lub nawet dopiero za panowania samego Szabaki. Wiadomo wprawdzie, że kult boga Ptaha w źródłach pisanych poświadczony jest w końcu IV - początku panowania V dynastii. Wówczas poświadczeni są pierwsi kapłani jego kultu - hm ntr Pth, wcb Pth, smsw n hwt Pth). Imiona teoforyczne z imieniem tego bóstwa pojawiają się przynajmniej od połowy II dynastii (np. Nhptj-Pth, Nfr-dd-Pth), zaś pierwsze wyobrażenie Ptaha pochodzi zapewne już z okresu wczesnodynastycznego o czym pisze Petrie. Także ?słowo stwórcze?, przez które do życia Ptah powołał wszechświat jest ?prastare? i pochodzi z Tekstów Sarkofagów (z teologii Heliopolitańskiej związanej z Atumem). To, że kult Ptaha ma starą metrykę nie jest jednak wystarczającą przesłanką by datować sam Pomnik Teologii Memfickiej na czasy II lub V dynastii, jak to czyniono wcześniej. Wystarczyłoby przeczytać dokładniej książkę Maj Sandman-Holmberg, która figuruje w załączonej do pracy bibliografii, by się o tym dowiedzieć. Zdumiewające jest też to, że Autor zna argumenty przemawiające za późnym powstaniem tekstu, a mimo to upiera się przy ?prastarym? pochodzeniu tego zabytku. Zdumiewa też uznanie Steli Szabaki za swego rodzaju ?wzorzec?, na bazie którego wszystko w religii egipskiej można objaśnić.?


Wiesław Bator:

W tym przypadku autor recenzji ma duże trudności ze sformowaniem ?oskarżenia?. Nie bardzo wie, jaki grzech popełnił autor Religii starożytnego Egiptu, poza tym, że nie podoba mu się, że Monument Teologii Memfickiej, czyli Kamień Szabaki datuje on na czasy Starego Państwa ? nie zaś tak, jak wskazują wybitne autorytety egiptologiczne, które jak sam przyznaje, wydatkować jednoznacznie nie mogą , gdyż wg nich okres powstania pomnika waha się miedzy czasami XIX dynastii, a XXV dynastii, co oznacza rozbieżności, co najmniej 600 lat! Owe autorytety nie przedstawiają przy tym żadnych dowodów rzeczowych ? natomiast wysuwają liczne argumenty ? ich zdaniem wystarczające. Otóż problem jest w tym (i jest tego doskonale świadom Hieronim Kaczmarek), że liczne argumenty na temat datowania zabytku mają również zwolennicy jego długiej metryki sięgającej Starego Państwa i że (jak to dobrze wie recenzent) ? Wiesław Bator wcale nie jest twórcą takiego pomysłu. Co więcej ? w dalszej części swego kuriozalnego zarzutu przedstawia on nawet wybór argumentów ?długiego datowania? Kamienia Szabaki, choć go one (a właściwie jak można się domyśleć jego ukochanego autorytetu ? Jana Assmanna) nie przekonują i nie są dla niego wystarczającą przesłanką, aby datować Pomnik Teologii Memfickiej na czasy II lub V dynastii, jak to czyniono wcześniej. Problem leży jednak w tym, że nawet argumenty, które sam przytacza są już poważną przesłanką, a jej ?wystarczalność?, czy ?niewystarczalność? są po prostu uznaniowe, czyli dla jednych egiptologów i badaczy są nią, a dla drugich nie są. Drugim problemem jest to, że jest o wiele więcej poważniejszych przesłanek takiej datacji , które Wiesław Bator przedstawia w swej książęce na str. 181 w przypisie 77.
Trzeba też jasno powiedzieć, że tendencje do późnego datowania Kamienia Szabaki nie są jakimś ostatnim osiągnięciem egiptologii, jak to sugeruje Hieronim Kaczmarek, lecz mają starą ? nawet XIX wieczna tradycję, a w formie odświeżonej, egzystują w nauce od 1973 roku, gdy zwrócił na nie uwagę Friedrich Junge, który uważał je za celowe ?święte fałszerstwo? z czasów króla Szabaki (VIII wiek p.n.e.). Jan Assmann, choć zabierał głos w tej sprawie ? nie jest jednak ani autorem takiego datowania, ani nie był najważniejszą postacią w dyskusji, jak sądzi Hieronim Kaczmarek, dla którego Jan Assmann jest po prostu najwyższym autorytetem ? nieomal równym nieomylnemu Bogu. Wiesław Bator nie podziela jednak tego zachwytu i ma do tego prawo. Bezkrytyczny kult tego niewątpliwie wybitnego egiptologa ? nie może być w żadnym wypadku wymogiem nauki, która uznaje tylko siłę dowodów i argumentów, a nie wiarę w nieomylne autorytety. W ocenie Wiesława Batora argumenty późnego datowania Kamienia Szabaki są za słabe, a dowodów brak. Natomiast argumentów na wczesne datowanie koncepcji teologicznej wyrażonej na Pomniku Teologii Memfickiej jest znacznie więcej i są one poważne. W każdym razie robienie zarzutu z tego, że autor recenzowanej nie podziela opinii Jana Assmana jest niepoważne i nie ma nic wspólnego
z nauką, zaś oskarżenie o ?konserwatyzm? jest równie niepoważne, gdyż datowanie Kamienia Szabaki na Epokę Późną nie jest żadnym, wyznacznikiem nowoczesności w egiptologii i ma już starą historię.
Chybiony jest też zarzut, jakoby Wiesław Bator nie zna pracy Maj Sandman Holmberg dotyczącej boga Ptaha. Swego czasu sam tę pozycje kserował, przekazał ją Bibliotece IRUJ, a na dodatek jest ona teraz u niego w swoistym depozycie i ciągłym użyciu, od co najmniej 10 lat [nr.inw. 4679 a-c, sygn. 284 IV]. Niestety nie wnosi ona do sprawy datowania Kamienia Szabaki żadnych nowych istotnych i rozstrzygających argumentów, jak sugeruje Hieronim Kaczmarek. Zresztą wydano ją w 1946 roku, a więc już nieomal 70 lat temu. Wniosek jest prosty: To nie autor recenzowanej książki nie miał jej w ręku i nie zna jej treści, ale recenzent ? Hieronim Kaczmarek zna ją tylko z bibliografii egiptologicznej i nigdy jej fizycznie nie trzymał w ręku!
Błędne jest także mniemanie Pana Kaczmarka, że Wiesław Bator uważa ją za coś w rodzaju pramatki koncepcji panteistycznej i ?kanoniczny wzorzec? jego interpretacji religii egipskiej. I nic takiego nie występuje w recenzowanej pozycji. Rzecz ma się zupełnie inaczej. Istnieje sporo niezależnych od niej tekstów zawierających w sobie znajomość koncepcji organicznej ? Wszechogarniającego i Wszechzawierającego Boga dla którego inne bóstwa są tylko jego funkcjami, członkami lub przejawami, a Wiesław Bator wcale nie sądzi, aby musiały mieć one koniecznie genetyczny związek z kultem memfickiego Ptaha. Domyśla się natomiast, że podobną rolę mógłby odegrać każdy wielki Bóg czczony w poważnym ośrodku religijnym Egiptu ? natomiast ślepy los sprawił, że właśnie ten traktat teologiczny (w którym tę rolę pełnił Ptah z Memfis) zachował się najlepiej i dostał się w ręce nowoczesnych uczonych jako unikalny, w miarę kompletny tekst. Wiesław Bator nie wywodzi więc koncepcji jednego, Wszechogarniającego i Wszechzawierającego Boga powołującego świat przez "serce" i "język" z Memfis, ale odwrotnie ? uważa, że była to podstawowa cecha myśli starożytnego Egiptu, a Pomnik Teologii Memfickiej jest tylko jednym z wielu zapisów teologicznych, które ją wyrażają, a inne bądź się nie zachowały, bądź też - czekają dopiero na odkrycie (Religia starożytnego Egiptu. Perspektywa religioznawcza, s. 265.).
_________________________________________________________

13. Hieronim Kaczmarek:
?Nieznajomością najnowszych ustaleń naukowych (?konserwatyzmem?), popisał się też W. Bator pisząc o święcie Sed (s. 369-370). Nie dotarł do żadnej z publikacji Erika Homunga i jego zespołu, ani do rozpraw Aleksieja Króla, Alejandro Serrano Jimeneza i starego, chociaż nadal cennego, podsumowania stanu wiedzy o święcie dokonanego przez K. van Dama. Nie widać też śladów skorzystania z LA (Karl Martin), choć figuruje on w wykazie literatury. Korzystanie głównie z mających już wiek opracowań Alexandre?a Moreta i niewielkiej nowej, popularnej publikacji Kamila Omara Kuraszkiewicza z ?Meandra? nie najlepiej świadczy o jego warsztacie badawczym. Przy okazji, wzmiankowany w tym miejscu Kuraszkiewicz (s. 369, przyp. 324) świętu Sed poświęcił przed kilku laty swój doktorat i przynajmniej kilka przyczynków publikowanych w egiptologicznych czasopismach międzynarodowych. Posługiwanie się przestarzałą literaturą a pomijanie najnowszej skutkowało w omawianej pracy referowaniem poglądów już dziś nieaktualnych?.


Wiesław Bator:

Zarzut dotyczący opisu święta Sed opisanych na s. 368-369 recenzowanej książki również wydaje się, co najmniej przesadzony. Po pierwsze - biorąc pod uwagę rozległość tematyki poruszanej
w Religii Starożytnego Egiptu. Perspektywie religioznawczej , autor nie mógł poświecić zbyt wiele miejsca opisowi jednego tylko, choć ważnego święta. Ograniczył się do przedstawienia podstawowych wiadomości. Moret (który tak bardzo denerwuje Hieronima Kaczmarka) wymieniony jest przy tej okazji tylko raz i to nie w związku z samym przebiegiem święta, ale jedynie dlatego, że dość trafnie jako pierwszy określił trzy cele rytuału, które niewiele straciły odtąd na aktualności. Natomiast sam przebieg uroczystości został odtworzony głównie wg E. Uphila i z pewnym uaktualnieniem wg B.J. Kampa i K.O. Kuraszkiewicza (przyp. 324 na str. 369!). Biorąc pod uwagę, że na opis święta Sed przeznaczono w monografii o religii egipskiej niewiele miejsca i, że celem pracy nie jest przedstawienie historycznego rozwoju każdego rytuału ani przegląd prac mu poświeconych, ale jedynie jego prezentacja i funkcja wewnątrz religijna ? literatura, na którą powołał się autor, jest zupełnie wystarczająca. Gdyby książka Wiesława Batora była poświęcona świętom i rytuałom
w starożytnym Egipcie albo religijnej koncepcji króla ? boga ? to rzecz miałaby się zupełnie inaczej i wymagałaby znacznego poszerzenia przypisów i bibliografii.

Wniosek: Zarzut nie jest więc miażdżący, a biorąc pod uwagę miejsce jakie w pracy można było poświęcić świętom i rytuałom ? wyraźnie przesadzony i rozdmuchany do monstrualnych rozmiarów.
____________________________________________________________

14. Hieronim Kaczmarek:
?W pewnej mierze podobne uwagi dotyczą też części 1.2 rozdziału IV, mówiącego o elementach, które zdaniem starożytnych Egipcjan tworzyły człowieka. Przedstawione one zostały w bardzo uproszczony sposób nie oddający rzeczywistego znaczenia poszczególnych ?części? człowieka w egipskich wyobrażeniach. Jednocześnie widać, iż Autor niewiele wykorzystał najnowszej literatury, mimo iż do niej odsyła Czytelnika.?


Wiesław Bator:

Problem elementów, które zdaniem Egipcjan tworzyły człowieka należy do najczęstszych zagadnień, jakie poruszają wszyscy badacze zajmujący się religią egipską, a w związku z tym literatura odnosząca się do nich jest ogromna i samo jej zreferowanie byłoby w monografii niemożliwe. W recenzowanej przez Hieronima Kaczmarka pracy zostały one potraktowane jako jeden z elementów egipskiej organicznej wizji świata, więc ich opis sprowadzono do odpowiednich proporcji. Autor ukazał w wymienianym przez recenzenta podrozdziale swoją wizję ich uporządkowania i funkcjonowania, lecz nie uznał jej bynajmniej za wyłączną ani jedynie słuszną ( recenzowana praca, s. 226-227). Przedstawił również pięć propozycji innych autorów, które wydają się najbardziej przydane dla religioznawcy w zrozumieniu egipskiej wizji świata. Autor wykorzystał więc w swej prezentacji to, co jest jego zdaniem najistotniejsze w założonej koncepcji pracy ? natomiast czytelnika szczególnie zainteresowanego tym tematem odesłał do najnowszej literatury, a wiec postąpił prawidłowo ? tak samo, jak to czynią wszyscy inni autorzy obszernych monografii religioznawczych i poświeconych religii poszczególnych cywilizacji. ( Nie inaczej postępuje np. ceniony przez Hieronima Kaczmarka Andrzej Niwiński).

Wniosek: Zarzut nieprecyzyjny, obliczony na efekt ilościowy, a w warstwie odwołań autora recenzowanej pracy do innych egiptologów ? ewidentnie niesłuszny i niezgodny z jej tekstem.
_______________________________

15. Hieronim Kaczmarek:
?Wbrew zdaniu Autora tej książki, spoglądając z naszej perspektywy czasowej, Egipcjanie, podobnie jak inne ludy starożytne, byli wprawdzie konserwatywni, mimo to zachodziły zmiany zarówno w ich wyobrażeniach religijnych.?


Wiesław Bator:

Recenzent ponownie wysunął znany już czytelnikowi, a powtarzany wielokrotnie zarzut o niezmienności. Tym razem zrobił to nawet bez określenia miejsca w tekście na podstawie, którego stawia swoją "diagnozę". W odpowiedzi napisano już, że wobec opisu rozwoju religii egipskiej i zachodzących w niej zamian zamieszczonych w obszernej III Części pracy Wiesława Batora jest to zarzut nieprawdziwy.
Wiesław Bator w swojej książce nigdy i nigdzie nie twierdził, że w wyobrażeniach religijnych starożytnych Egipcjan, w doktrynie, w kulcie i w organizacji nie zachodziły żadne zmiany ? natomiast prawdą jest, że starożytni Egipcjanie nie byli w swym usposobieniu i poglądach entuzjastami zmian i że kojarzyły im się one negatywnie jako sygnał rozstrajania się ładu świata (maat).
Prawdą też jest, że Wiesława Batora zawsze bardziej interesowała przyczyna owego usposobienia i egipski, swoisty kult idei ?trwania?, w myśli starożytnych Egipcjan i to w stopniu daleko większym ? niż badanie zmienności w ich życiu religijnym.
I wreszcie prawdą jest, że Hieronim Kaczmarek zupełnie nie rozumie, że celem religioznawcy jest właśnie odtworzenie takiej perspektywy percepcyjnej jaka była właściwa ludziom badanej przez niego epoki. Religioznawca musi się wczuć w sposób myślenia ludzi, których wyobrażenia bada i nie może poprzestać na ocenie ich motywacji, wyobrażeń i pojmowania świata z naszej perspektywy, bo prowadziłoby to do fałszywych wniosków i anachronizmu.

Wniosek: Zarzuty chybione - Autor recenzowanej publikacji nigdy nie twierdził, że w religii starożytnego Egiptu na przestrzeni tysięcy lat nie zachodziły żadne zmiany ? natomiast to, że Egipcjanie byli konserwatywni ? przyznaje sam Hieronim Kaczmarek w swej recenzji!

___________________________________________________________

16. Hieronim Kaczmarek:
?Bóstwa egipskie Autor podzielił na grupy: wielcy bogowie, bóstwa państwowe, bóstwa lokalne, bóstwa ludowe, bogowie elit (s. 266-294), jednakże nie bardzo sobie poradził z ?przydziałem? bóstw do owych kategorii. Niektórzy z bogów występują w kilku z nich, inni, bardzo popularni, nie pojawiają się w żadnej w wydzielonych grup. Sylwetki bogów zostały przedstawione sposób bardzo uproszczony.?


Wiesław Bator:

Kolejny dziwaczny zarzut. Autor w swojej książce, omawiając poszczególne bóstwa starożytnego Egiptu i ich funkcje w świetle egipskich wyobrażeń o świecie - podzielił je faktycznie na grupy wymienione przez Hieronima Kaczmarka. Tak czyni każdy religioznawca w odniesieniu do każdej religii, w której występuje wielobóstwo. Każdy podział jest umowny i sztuczny i nigdy nie odpowiada w pełni rzeczywistości religijnej, a w religii egipskiej jest on wyjątkowo trudny, ponieważ egipskie bóstwa mają pewne szczególne cechy wspólne, które umożliwiają im ?przepływ? pomiędzy wszelkimi podziałami.
Podstawami proponowanej klasyfikacji jest zasięg przestrzenny kultu, ich wykorzystanie
w organizacji państwowej i stratyfikacja społeczna ich wyznawców.
Bóstwa wielkie - to nadprzyrodzone byty najwyższej rangi, znane wszystkim Egipcjanom i zoczone w całym Czarnym Kraju ( eg. Ta Kemet), bez względu na wykształcenie i pozycje społeczną ich wyznawców, bóstwa państwowe - to bóstwa związane bezpośrednio z organizacją państwową, których cześć była obowiązkiem wszystkich mieszkańców Egiptu, bóstwa lokalne - to bóstwa, których kult był ograniczony przestrzennie do jakiejś części kraju, prowincji (nomu) lub nawet do miast i osad - obdarzane były szczególną czcią przez warstwy niższe, a także bóstwa opiekuńcze ? istotne dla gospodarstwa i rodziny, bóstwa elit ? to ich przeciwieństwo ? profesjonalni bogowie, związani z zawodem pisarza lub funkcją urzędnika, a także byty abstrakcyjne ( w tym personifikacje rozmaitych pojęć), niedostępne dla umysłu prostego człowieka.
Oczywiście niektóre bóstwa mogły pełnić różne funkcje. Niektóre bóstwa wielkie - jak Ozyrys, czy Izyda pełniły też niewątpliwie funkcje bóstw ludowych, czy opiekuńczych w stosunku do zwykłych śmiertelników, stąd też nie mieszczą się w wyznaczonych sztucznie granicach. Nie jest to jednak (wbrew temu co pisze Hieronim Kaczmarek) żadną niekonsekwencją autora. Bóstwa mogą być prezentowane i opisywane w kilku grupach, lecz zawsze ich opis dotyczy takich aspektów i funkcji, jakie są istotne dla danego kręgu ich odbiorców (wyznawców).
Wniosek - Zarzut bezzasadny wynikający z niezrozumienia celów recenzowanej przez niego pracy.
__________________________________________________


17. Hieronim Kaczmarek:

?Zapewne nie wiedząc o tym, że ponad 60 lat temu uczynił to już Tadeusz Andrzejewski (W sprawie polskiej transkrypcji wyrazów egipskich, ?Przegląd Orientalistyczny? nr 1(25): 1958, s.85-94), Wiesław Bator stworzył własny system transkrypcji słów egipskich (s. 123, przyp. 32), choć nie jest tu konsekwentny i nie przestrzega stworzonych przez siebie zasad. Sądząc po wypowiedziach zamieszczonych w różnych miejscach książki, nie orientuje się on, że zapis stosowany w światowej egiptologii jest w zasadzie bardzo ujednolicony. Polscy egiptolodzy, podejmując się tłumaczeń obcojęzycznych publikacji, stosują się do ustaleń Andrzejewskiego, dzięki czemu transkrybowane wyrazy są porównywalne.?


Wiesław Bator:

Ten zarzut jest szczególnie kuriozalny, a co więcej recenzent najbardziej jaskrawo odbiega w nim od prawdy i rzeczywistości. Pozwalam go sobie wypunktować wraz ze wszystkimi niedorzecznościami:

a) Wiesław Bator wie doskonale, że Tadeusz Andrzejewski podjął się próby ujednolicenia polskiej transkrypcji wyrazów egipskich i to nie tylko w małym, dziewięciostronicowym artykule, o którym wspomina recenzent, lecz także w wielu wstępach do swoich prac translatorskich. Próba podjęta przez Tadeusza Andrzejewskiego (wbrew temu, co pisze autor recenzji) nigdy się powszechnie nie przyjęła, a co więcej, nie stosował się do jej reguł sam jej twórca. Jaskrawo widać to w jego dokonaniach naukowych, w których występują np. trzy formy transkrypcji imienia bogini Tefnut (formy: Tefnet, Tfene i Tfenet ). Nie przyjęło się też jego zalecenie, aby egipską półsamogłoskę "w? (czytane jak angielskie w), występującą na końcu wyrazu oddawać przezz ?w? i poprzedzać samogłoską łączącą ?e"- np. proponowane przez niego formy: Snofrew, Chufew, neczerew, Montew, Szow itp. Z biegiem lat w literaturze polskiej stosowano coraz częściej formy zapożyczane wprost z innych języków europejskich - zwłaszcza
z angielskiego i francuskiego. Choć egiptolodzy starali się utrzymać w miarę jednolity zapis -
w praktyce zapanował kompletny chaos. Recenzent więc chyba kpi z czytelników recenzji licząc na to, że nie czytali więcej niż jednej książki poświęconej starożytnemu Egiptowi.

b) Polska transkrypcja słów egipskich, którą zaproponował Wiesław Bator nie jest żadną rewolucją ani nie odbiega szczególnie od zasad, jakie proponowali twórcy sztucznego odtwarzania języka egipskiego, aby był możliwy do wymawiania we współczesnych językach. Autor recenzowanej książki zaproponował tylko kilka zmian, które
Użytkownik


Dodano: 2016-12-05
Wiesław Bator

Odpowiedz na kuriozalny tekst Hieronima Kaczmarka
zatytułowany: (część 2, c.d.)

Kilka uwag po lekturze najnowszej książki Wiesława
Batora o religii starożytnego Egiptu Religia starożytnego
Egiptu. Perspektywa religioznawcza, Kraków 2012
Uniwersytet Jagielloński, s. 511.


miały pomagać czytelnikowi odczytywać egipskie słowa tak, aby występujące w nich spółgłoski były zbliżone wymową do oryginalnych, a zapisywane zgodnie z polską ortografią (cz, dż, sz), ? co zresztą robią i inni. Zadbał też (za poradą wybitnego znawcy języków Bliskiego Wschodu - prof. Stanisława Cinala) o precyzyjniejszy zapis uwzględniający różnicę w wymowie egipskich dźwięków zbliżonych do polskiego ?h? ? proponując dla nich zapisy : "h", "kh", "hś" i "hh" zgodnie z zasadami wymowy znajdującymi się w fundamentalnym dziele A.H. Gardinera Egyptian Grammar, Oxford 1927, s. 27. Ograniczył też zbyt hojne wykorzystywanie do zapisów sztucznego dla Egiptu dźwięku ?e?, które zalecał stosować tylko tam, gdzie było to konieczne dla umożliwienia wymowy i uniknięcia zbitki spółgłosek. Postulował więc np. zapis słowa ntrw (bogowie) w formie - ?neczru? w miejsce dotychczasowego ?neczeru?. Jednolitą transkrypcję starał się zachować w całej książce odbiegając od niej jednak w przypadku cytatów i form szczególnie utrwalonych i powszechnie rozpoznawalnych (zwłaszcza w imionach własnych). Utrzymanie jednolitej pisowni wyrazów egipskich okazało się też wielką trudnością dla korektorów i stąd
w ostatecznej formie książki mogą się zdarzać potknięcia i błędy. Ponieważ zaś autor recenzowanej pracy ma świadomość, że egipskie nazwy własne i imiona występują
w publikacjach w rozmaitej formie ? dla wygody czytelnika, starał się nie tylko podać w tekście książki ujednoliconą pisownię pozwalająca na ich odczytanie, lecz dodatkowo każda z nich została opatrzona odsyłaczem, a w przypisie umieszczono WSZYSTKIE FORMY ZAPISU ,NA JAKIE CZYTELKNIK MOŻE NATRAFIĆ W INNYCH PUBLIKACJACH. Czegoś podobnego nie zrobił jak dotąd NIKT INNY ? zarówno w polskiej, jak i zagranicznej literaturze egiptologicznej. Hieronim Kaczmarek zamiast to docenić ? z wrodzoną sobie bezczelnością i zacietrzewieniem ? czyni autorowi Religii starożytnego Egiptu? z tego zarzut, a przy okazji podaje całkowicie fałszywe informacje o rzekomym ujednoliceniu transkrypcji egipskiej.

c) Nie jest też prawdą ani to, że światowy system, transkrypcji słów egipskich jest ujednolicony, ani to, że polscy egiptolodzy ?tłumacząc obce dzieła stosują się do zasad proponowanych przez Tadeusza Andrzejewskiego?. W miarę ujednolicona jest tylko t r a n s l i t e r a c j a hieroglificzna wymagająca wielu znaków specjalnych. Jest ona jednak niemożliwa do zastosowania w pracach nie przeznaczonych wyłącznie dla grona filologów ? gdyż zgodnie z zasadami zapisu słów egipskich nie notuje ona samogłosek, co uniemożliwia badaczowi nie będącemu filologiem odczytanie zapisanego słowa. Również międzynarodowy zapis spółgłosek wydaje się nie - filologowi dziwaczny i ma kłopoty z jego odtwarzaniem. Transkrypcja umożliwiająca wymowę (uzupełnioną sztucznie samogłoskami wg zasad Gardinera) wykorzystuje przystosowanie alfabetu łacińskiego do współczesnych języków narodowych ? dlatego też (w pozycjach wspomnianego już Gardinera i jego kontynuatorów) z reguły wykorzystuje ona dostosowanie do języków europejskich, a zatem ta sama głoska ma różny zapis np. "ch" w języku angielskim, "tsch" w niemieckim, "cz" w polskim lub np.: "h" w angielskim "kh" we francuskim, a "ch" w polskim, czy też np.: - "sh" ? w angielskim, "sch" ? w niemieckim, "ch" we francuskim, a ?sz" ? w polskim. Było to źródłem wielu błędów w pracach tłumaczonych z jednych języków europejskich na drugie, gdyż tłumacze pozostawiali na ogół zapis oryginalny, występujący w publikacji, zaś czytelnicy mieli problemy z jego właściwym odbiorem. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja z nazwami własnymi i imionami, gdzie stosuje się rozmaite warianty zapisu. Wystarczy tylko podać jako przykłady takie imiona jak: Echnaton występujący w różnych publikacjach wydanych w języku polskim jako: Echnaton, Achnaton, Achenaton, Akhnaton , Achenaten, Ikhuenaten, a nawet w najstarszych ? jako Chuenaten) . Hieronim Kaczmarek mija się tu całkowicie z prawdą i utrzymując tezę o jednolitości zapisu wyrazów egipskich i ich form w literaturze polskiej i światowej ? po prostu się kolejny raz się ośmiesza.


Wniosek: Zarzut bezzasadny, niezgodny ani z tekstem recenzowanej książki, ani z obiektywną rzeczywistością, mający na celu wprowadzenie w błąd czytelnika i niesprawiedliwe zdyskredytowanie autora.
______________________________________________



18. Hieronim Kaczmarek:
?Należy żałować iż przy omawianiu bóstw Autor ograniczył się do tekstów pisanych, pomijając ikonografię - ważnego źródła do badań nad religią egipską. Nasza wiedza nie zawsze pozwala na prawidłowe zrozumienie i objaśnienie wielu z posiadanych tekstów, zwłaszcza religijnych, gdy odwołują się do jakiegoś wydarzenia mitologicznego, którego nie znamy z innych źródeł. Poza tym warto pamiętać, że teksty egipskie zachowały się przypadkowo i nie dają nam całego dorobku starożytnych. Ikonografia jest zatem bardzo ważnym uzupełnieniem informacji dla okresów, z których dysponujemy także tekstami, zaś głównym źródłem dla okresów pozbawionych pisma. Przykładem może być grzebień króla Węża z przedstawieniem wczesnodynastycznych wyobrażeń świata.?


Wiesław Bator:

Co prawda brak odwołań ikonograficznych jest rzeczywiście niedostatkiem recenzowanego opracowania, lecz Wiesław Bator temu nie przeczy, a podziela zdanie recenzenta na temat wagi i znaczenia ikonografii. Jednakże kwestię tę wyjaśnił we wstępie (s.15), czego recenzent wyraźnie nie zauważył lub kolejny raz usiłuje wprowadzić czytelnika recenzji w błąd.

Główną przyczyna pominięcia perspektywy ikonograficznej religii egipskiej były bardzo twarde warunki finansowe uniemożliwiające zamieszenie jakiejkolwiek ilustracji ze względu na to, że są one objęte prawami autorskimi. Jedyny wyjątek, jaki udało się Wiesławowi Batorowi wypertraktować
z wydawnictwem - to zamieszczenie (sporządzonej przez jego żonę) mapy starożytnego Egiptu.
Żeby nie było żadnych wątpliwości w tej kwestii podaje się odnośny fragment recenzowanej książki w całości: (s.15):

?Autor musiał rezygnować (niewątpliwie ze szkodą dla przedmiotu) z napisania rozdziału przedstawiającego niezmiernie ważne relacje między religią i sztuką starożytnego Egiptu (czyli z perspektywy estetycznej). Jest to jej oczywisty mankament, bo sztuka kraju faraonów, podobnie zresztą jak całe życie codzienne mieszkańców tego starożytnego państwa, była przesiąknięta religijnością, a tematyka przedstawień i rozplanowanie założeń architektonicznych bardzo często odzwierciedlały egipski światopogląd uformowany przez myśl religijną lub nawiązywały do rzeczywistości mitycznej. Uznano jednak że, skoro obecne wydanie nie będzie mogło zostać wyposażone w niezbędną ilość kolorowych ilustracji, to pozbawiony ich obecności ? słowny opis i interpretacja zabytków nie osiągnęła by zamierzonego celu. Ograniczono się więc jedynie do takich informacji, które wydają się niezbędne, a nie wymagają bezpośredniego kontaktu wzrokowego czytelnika
z konkretnym obiektem , a mianowicie do podkreślenia związku miedzy kanonem przedstawienia postaci ludzkiej, a uwarunkowaną religijnie egipską wizja świata oraz do zasygnalizowania nierozerwalnego związku między pismem, które Egipcjanie pojmowali jako święte znaki posiadające kreatywną i niszczącą moc, a wyobrażeniami plastycznymi w malarstwie i rzeźbie oraz do opisu niektórych założeń architektonicznych pozostających w oczywistej relacji do sfery dogmatycznej, czy mitologicznej.
Trzeba jednak wyraźnie podkreślić jeden fakt, który nieczęsto uświadamiają sobie historycy sztuki, że właściwa, ideowa interpretacja przedstawienia wyobrażonego przez malarza, czy rzeźbiarza lub założenia architektonicznego może być adekwatna do rzeczywistości ? tylko w wypadku, kiedy towarzyszy jej opis tekstowy lub też, kiedy potrafimy ją powiązać ze źródłami pisanymi stworzonych przez ludzi tej samej kultury i epoki. Jeśli natomiast takich tekstów nie posiadamy lub jeżeli opis jest dla nas niejasny, np. ogranicza się do aluzji do wydarzeń mitologicznych lub założeń doktrynalnych, których nie znamy z bezpośredniej relacji (co dotyczy starożytnego Egiptu, przed Tekstami Piramid) ? to nasze rekonstrukcje religii odtworzonej wyłącznie
z takich źródeł ( przedstawienia plastyczne i założenia architektoniczne) pozostaną w zakresie doktryny, kultu i organizacji jedynie hipotezą, opierającą się na wnioskowaniu racjonalnym lub spekulacji i nie można ich traktować jako odpowiadające ówczesnej rzeczywistości. Wreszcie, niejako na pocieszenie, zawiedzionym miłośnikom sztuki starożytnego Egiptu ? na rynku księgarskim istnieje wiele ilustrowanych, doskonałych pozycji dotyczących tego tematu. Każdy zainteresowany będzie mógł z nich skorzystać, podczas, gdy problemy religii w życiu zwykłych Egipcjan są najczęściej pomijane i stanowią rzadkość publikacyjną.?

Pan Hieronim Kaczmarek jako pracownik nauki publikujący w wydawnictwach naukowych powinien wiedzieć, jakie są warunki wydania stawiane autorowi i jak wygląda sprawa finansowania wydania. W praktyce oznacza to walkę o każdą stronę, każdy cytat, każdy elementy graficzny i każdy zapis bibliograficzny lub w ogóle o zamieszczenie bibliografii! Dlatego stawianie tej kwestii w formie zarzutu skierowanego do autora dzieła, który w dodatku przyczyny pominięcia ikonografii wyjaśnił we wstępie - należy uznać nie tylko za recenzyjne kuriozum, ale wprost za świadomą i zamierzoną podłość.

Wniosek: Zarzut bezzasadny, niezgodny ani z tekstem recenzowanej książki ani z obiektywną rzeczywistością, mający na celu wprowadzenie w błąd czytelnika i niesprawiedliwe zdyskredytowanie autora.


__________________________________

19. Hieronim Kaczmarek:
?Nie bardzo zrozumiałe jest też odrzucenie przez Autora (archeologa z wykształcenia) a priori dokumentacji wykopaliskowej (chociaż niekonsekwentnie, jak się okazuje w różnych miejscach pracy). Analiza rezultatów wyników prac wykopaliskowych pozwala przecież bardzo często na lepsze zrozumienie funkcjonowania religii, a zwłaszcza zachodzących zmian np. w kulcie. Uwagi te dotyczą również podejmowanych ostatnio prób ?religijnej? reinterpretacji petroglifów Pustyni Wschodniej. Niektóre z wyników dotychczasowych badań nad tymi dziełami sztuki wydają się obiecujące dla poznania genezy religii starożytnych Egipcjan. Sądzę, że religioznawcę powinny zainteresować także rezultaty badań archeologicznych w Nabta Playa i w wielu innych miejscach.?




Wiesław Bator:

Kolejny raz mamy do czynienia z zarzutem, co najmniej dziwnym, a w odniesieniu do treści dzieła -fałszywym.
Po pierwsze Wiesław Bator, jak to wynika z uważnej lektury jego książki, a zwłaszcza
z uważnej lektury przypisów do jej Części III ? nie odrzuca a priori dokumentacji wykopaliskowej, ? co zresztą przyznaje sam recenzent w następnym zdaniu. Skoro wiec autor recenzowanej publikacji taką dokumentację w swej książce przytacza ? to nie można napisać, że ją odrzuca A PRIORI. Panu Hieronimowi Kaczmarkowi przydałaby się tu solidna powtórka z logiki, której znajomość jest obowiązkiem każdego pracownika naukowego.
Po drugie ? syntetyczna praca religioznawcza będąca monografią całej religii ? bazuje na ogół nie na dokumentacji wykopaliskowej (gdyż przeciętny religioznawca jako nie będący archeologiem) nie jest w stanie takiej dokumentacji właściwie ocenić i zrozumieć, ale ? na wynikach tych badań udostępnionych publiczności nie będącej archeologami lub na opracowaniach syntetycznych, uzgodnionych przez archeologów. Jest to powszechna praktyka, a Wiesław Bator sięgając czasem do dokumentacji wykopaliskowej ? jest tu jako religioznawca wyjątkiem i robi to tylko dlatego, że jest absolwentem archeologii UJ. Sięganie do takiej dokumentacji nie może być jednak uważane za obowiązek religioznawcy porównawczego i nie można czynić z tego zarzutu, gdyż tak rozumując ? religioznawca porównawczy nie miałby możliwości badać żadnej religii i nie miałby prawa do opublikowania jakiejkolwiek pracy dotyczącej religii wymarłej.
Po trzecie - autor recenzowanej książki, dokumentacji archeologicznej będącej cennym źródłem informacji nie tylko nie odrzuca, ale uwzględnia i powołuje się na nią, a nawet wprost przytacza rezultaty i wnioski płynące z takiej dokumentacji co najmniej kilkadziesiąt razy zarówno w tekście, jak i przede wszystkim ? w przypisach. Dotyczy to przede wszystkim III Części pracy, ale odniesienia tego typu rozsiane są także po całej książce, a zwłaszcza w rozdziale dotyczącym miejsc kultu.
Zarzut jest więc całkowicie niesłuszny: Wiesław Bator nie odrzuca wcale dokumentacji archeologicznej, ale przeciwnie - powołuje się na nią i wykorzystuje ją kilkadziesiąt razy
w recenzowanej książce, choć nie ma takiego obowiązku jako religioznawca.
Kolejnym kuriozum jest przytoczenie przez recenzenta rzekomej nieznajomości przez Wiesława Batora stanowiska Nabta Playa i jego wagi w badaniach nad genezę religii egipskiej. Autor pisze o tym bowiem w swej książce kilkakrotnie (np. s.161,162), a co więcej należy dodać iż pierwszą publikacją naukową, która poruszyła ten temat w Polsce był artykuł Kazimiery Mikoś Staroegipskie ślady kultu deszczowej krowy a problem jego genezy , ?Nomos? 1999, nr. 26-27, s. 113-119. Cały numer czasopisma poświęcono Religiom Wschodu Starożytnego Wschodu, a jego redaktorem był właśnie...Wiesław Bator, który jak najbardziej dostrzegł i docenił wagę podnoszonego przez nią problemu.
Wniosek: Zarzut absurdalny, niezgodny z treścią recenzowanej książki. Recenzent zarzuca autorowi recenzowanej książki, że nie zrobił w niej tego, co właśnie zrobił!
__________________________________________________________________________

20. Hieronim Kaczmarek:
?W omawianej pracy zwraca uwagę znaczny przyrost bibliografii (w nowym wydaniu obejmuje strony 459-492), w porównaniu z pierwszą publikacją W. Batora. Na podstawie lektury publikacji można jednak sądzić, że ze znacznej części z przytaczanych pozycji bibliograficznych Autor korzystał w minimalnym stopniu, zaś niektórych raczej nie miał w ręku. Za przykład może posłużyć cytowana w przypisie 225 na stronie 296 książka Eberharda Otto, Beiträge zum Geschichte der Stierkulte in Ägypten, Leipzig 1938, którą W. Bator określił jako: ?Ogólnie o kulcie byków?. A przecież ta niewielka objętościowa książka (8 60) dotyczy przede wszystkim kultów Apisa, Mnewisa i Buchisa, a nie wszystkich czczonych w Egipcie byków. Tych, zwłaszcza w delcie, o czym wspomina we Wstępie E. Otto, było dużo?.


Wiesław Bator:

Kolejny stek nonsensów, kalumnii i insynuacji nie mający żadnego odbicia w rzeczywistości tekstowej recenzowanego dzieła.
Ktokolwiek miał w ręku popularną książkę wydaną przez wydawnictwo WAM i nową publikację Wiesława Batora wydaną przez WUJ, nawet bez jej przeczytania zauważy, że broszura wydana przez WAM w popularnonaukowej serii wydawniczej nie miała żadnej bibliografii, a jedynie niewielki wykaz literatury przedmiotu, który nie miał wiele wspólnego z jej treścią i nie był ponadto autorstwa Wiesława Batora. Toteż obszerna bibliografia licząca 44 strony, a zamieszczona
w recenzowanej książce wydanej przez wydawnictwo WUJ nie jest żadnym dopełnieniem ani uzupełnieniem wykazu literatury z poprzedniej książki (jak twierdzi recenzent), lecz czymś zupełnie nowym, nie pozostającym z nim w żadnej relacji. Dowodzi to, że Hieronim Kaczmarek po raz kolejny nie ma pojęcia, o czym pisze i co recenzuje.
Insynuacje i ordynarna napaść na autora w dwóch następnych zdaniach recenzji nie wymagają nawet odpowiedzi i komentarza, gdyż jest to sprawa kwalifikująca się do komisji dyscyplinarnej lub sądu. Rzucanie gołosłownych oskarżeń, których nie potrafi się dowieść, a które mogą wyrządzić osobie fizycznej szkodę (w tym szkodzić jej dobremu imieniu) jest bowiem wyraźnym wykroczeniem i nie powinno ujść nikomu bezkarnie.

O tym, że pan Hieronim Kaczmarek nie ma pojęcia jak znaleźć cokolwiek, aby te oskarżenia uprawdopodobnić świadczy powołanie się na sprawę przypisu 225 ze str. 296, dotyczącej Eberharda Otta. Jest to bowiem przypis pozostający w organicznym związku z treścią tej strony, na której omawia się przede wszystkim kult świętych byków: Apisa, Mnewisa i Buchisa i w tym miejscu zostały one wymienione po raz pierwszy w tym rozdziale.
Przedmiotowy przypis jest więc jak najbardziej adekwatny do problemu opisywanego w tym miejscu, gdyż jak stwierdza sam recenzent wymieniona w nim książka Otta ?dotyczy przede wszystkim kultów Apisa, Mnewisa i Buchisa...?, a więc - dokładnie tego właśnie problemu!
W takim razie, na czym polegać ma wina autora recenzowanej książki?
Otóż recenzent przyczepił się do tego, że Wiesław Bator określił ją słowami - ?ogólnie o kulcie byków?, podczas gdy jej treść ?dotyczy przede wszystkim kultów Apisa, Mnewisa i Buchisa, a nie wszystkich byków czczonych w Egipcie. Nonsens recenzenta goni tu za nonsensem.
Po pierwsze - w wyżej wymienionej książce Wiesław Bator nie opisuje wszystkich kultów byków, a tylko kulty wybrane, ze szczególnym uwzględnieniem tych, które są głównym przedmiotem książki E. Otta.
Po drugie - w przypisie autor zamieszcza informacje ?ogólnie o kulcie byków?, a we wstępie do swojej książki - E. Otto jako jeden z niewielu, ogólnie te kulty charakteryzuje, z czego wynika, że uwaga W. Batora jest całkowicie na miejscu.
Po trzecie - E. Otto w swej książce opisuje przede wszystkim kulty Apisa, Mnewisa i Buchisa, ale nie tylko te. Odnosi się też do innych.
Hieronim Kaczmarek nie tylko wybrał sobie wyraźnie zły obiekt do ilustracji swej absurdalnej tezy, ale ponadto widać na tym przykładzie, że ma poważne kłopoty ze zrozumieniem języka polskiego. Nie widzi, bowiem żadnej różnicy miedzy pojęciami: ?ogólnie? i ?wszystkie? i nie wie, co znaczy zwrot ?przede wszystkim?.

Wniosek: Zarzut niczym nie uzasadniony i absurdalny.
____________________________________________________________

21. Hieronim Kaczmarek:

?Można się domyślać, że Autor zamieścił w Bibliografii większość tytułów zawartych we wspomnianej recenzji Andrzeja Ćwieka lub w innych publikacjach. Myślę, że przygotowując się do stworzenia syntezy religii starożytnych Egipcjan, warto było zajrzeć do wydawanej od lat międzynarodowej bibliografii egiptologicznej, by odszukać odpowiednią literaturę, a przede wszystkim z niej skorzystać?.


Wiesław Bator:

Autor recenzji nie zadający sobie trudu, aby przeczytać uważnie recenzowaną pracę, mylący strony i przypisy, do których się odnosi i przypisujący Wiesławowi Batorowi treści, których
w rzeczywistości w tej publikacji nie ma, a w innych przypadkach na odwrót - dowodzący, że
w publikacji nie ma czegoś, co w niej jest albo, że autor nie uwzględnił tego, co w książce uwzględnił, nie ma prawa do wysuwania żadnych wniosków i przypuszczeń, co tenże autor czytał lub nie czytał i w jaki sposób wykorzystał pozycje zamieszczone w bibliografii. Jest to tym bardziej oczywiste, że (jak wykazano wyżej w sposób jaskrawy) jego próby ?dowodu rzeczowego" takich twierdzeń kończą się dla recenzenta na ogół kompromitacją.
Autor książki zna doskonale międzynarodową bibliografię egiptologiczną i wykorzystuje ją
w tym stopniu jaki jest konieczny do stworzenia spójnej syntezy religii egipskiej, ale nie jest to wcale (jak sądzi pan Hieronim Kaczmarek) wystarczające do napisania takiej syntezy, gdyż prócz tego konieczna jest jeszcze znajomość nie tylko tytułów, ale treści publikacji religioznawczych, do których recenzent (jak wynika z prezentowanych przez niego w recenzji poglądów) nigdy nie dotarł, a nawet nie podejrzewa, że istnieją.

Wniosek: Zarzut gołosłowny.



22. Hieronim Kaczmarek:
?Niektóre z dzieł, do których się odwołuje W. Bator (pojawiają się w bibliografii i przypisach), wzbudzić może u specjalistów (egiptologów, historyków starożytności) co najmniej zdziwienie. Tak jest na przykład z kuriozalnym przekładem na język polski (Jak czytać hieroglify egipskie. Podręcznik do samodzielnej nauki starożytnego skryptu hieroglificznego. Z angielskiego przełożyła Monika Stefanowicz. Białystok 2001 Studio Astropsychologii) książki Marka Colliera, i Manley?a Billa, How to read Egyptian hieroglyphs a step-by-step guide to teach yourself, wydanego przez British Museum Press w Londynie. Tłumaczka, tej dobrej skądinąd publikacji, nie zna nawet w zadawalającym stopniu języka angielskiego i ... polskiego, o czym świadczy ostateczny efekt jej przekładu. Może to dobre dla miłośników astropsychologii i ezoteryki, ale z całą pewnością nie jest odpowiednie dla badaczy lub miłośników starożytnego Egiptu. Może byłoby lepiej odesłać czytelnika do monografii Albertyny Dembskiej??


Wiesław Bator:

Kolejny zarzut nie mający żadnego odniesienia do rzeczywistości. Wspomniane przez recenzenta pozycje (książki: Manleya i Colliera) w ogóle nie pojawiają się w tekście recenzowanej pracy, zaś pierwsza z wymienionych jest w niej w ogóle nieobecna! Pozycja Manleya i Colliera wymieniona jest, co prawda w przypisie 90 na str. 185, ale przypis ten w ogóle nie odnosi się do sprawy studiowania hieroglifów ani nauki języka egipskiego i bynajmniej autor nikomu jej w tym przypisie jako podręcznika, nie zaleca! Po raz kolejny, swoim zwyczajem ? Hieronim Kaczmarek przypisuje autorowi recenzowanej coś, czego w recenzowanej pracy nie ma i kolejny raz dowodzi, że jej nie zna, a w każdym razie, że jej uważnie nie przeczytał. W rzeczywistości - Wiesław Bator opisując problem pisma starożytnych Egipcjan odsyła czytelnika pragnącego pogłębić swą wiedzę i umiejętności praktyczne do zupełnie innego zestawu lektur:

?Fascynujący świat egipskich hieroglifów (pozostałe odmiany pisma są tylko jego pochodnymi) godzien jest osobnej książki, toteż kilka skromnych, zamieszczonych tu informacji na pewno nie zaspokoi ciekawości czytelnika. Konieczność zmusza nas do odesłania czytelnik do znakomitego opracowania: W.V. Daviesa, które nie tylko dostarcza pożądanych informacji, lecz ponadto ? emocji samodzielnego odczytywania starożytnych inskrypcji. Jeśli i ta lektura wyda się niewystarczająca, to bardziej wymagający odbiorca może sięgnąć po znakomitą książkę Karola Myśliwca pt. Święte znaki Egiptu. A gdyby i ta lektura nie ugasiła głodu wiedzy, nie pozostaje nic innego, jak rozpocząć systematyczną naukę języka egipskiego, sięgając do doskonałych, klasycznych podręczników Samuela Mercera lub Alana Hendersona Gardinera? [str. 131-132]

Skąd, więc bierze się ten pełen jadu i złośliwości atak? Otóż ? wspomniane przez Hieronima Kaczmarka publikacje były proponowane jako wstępna lektura w popularnej książce wydanej przez WAM w 2004 roku! Tyle tylko, że jej odbiorcami nie mieli być żadni specjaliści, ale zgodnie
z założeniami serii wydawniczej WAM... klerycy seminarium duchownego, księża, zakonnice i szerokie środowiska katolickie nie mające możliwości ani aspiracji do czytania dzieł naukowych, ani podejmowania nauki języka egipskiego za pomocą podręczników akademickich w językach obcych!

Do bardzo dobrej, lecz przeznaczonej wyłącznie dla zaawansowanego filologa pracy Albertyny Dembskiej Wiesław Bator nie mógł się odwołać ani w książce popularnej z 2004 roku, ani w książce recenzowanej z 2012 roku, albowiem w pierwszym wypadku praca ta jeszcze nie istniała, a w drugim ? nie była jeszcze wydana!

Na tym można by właściwie skończyć komentarz - autor: Religii starożytnego Egiptu nie będzie dowodził, że nie jest wielbłądem.

Niezależnie od tego, trzeba jeszcze dodać, że autorzy dzieł, które z takim zapałem miażdży Hieronim Kaczmarek są zasłużonymi egiptologami, zaś fatalna jakość tłumaczenia na język polski wynika nie tyle z winy tłumaczek, ale raczej z przyczyn technicznych ? Wydawnictwo wyraźnie nie sprostało zadaniu i skład się po prostu posypał. Wiesław Bator nie ma jednak nic wspólnego ani
z tłumaczeniem, ani z wydaniem tych pozycji i atak Hieronima Kaczmarka wymierzony przeciw niemu jest tylko jednym z wielu przykładów zaciętej niechęci i przypisywania mu ?win nie popełnionych ?. Zarzut ten nie ma nic wspólnego z pozycją Religia starożytnego Egiptu. Perspektywa Religioznawcza wydaną przez Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Wniosek: Zarzut bezzasadny. Recenzent krytykuje to, czego w recenzowanej książce nie ma.
___________________________________________________________________________

23. Hieronim Kaczmarek:
?Innym, równie kuriozalnym opracowaniem, jakie ukazało się w języku polskim, a do którego Wiesław Bator odsyła czytelnika, jest tłumaczenie pewnych części monumentalnego, na ówczesne czasy, choć dziś już nieco przestarzałego opracowania Budge?a o Ozyrysie (Budge Wallis Ernest A., Ozyrys. Symbolika przejścia na drugą stroną. Przełożyła Maria Kuźniak, Poznań 1994, BRAMA Książnica Włóczęgów i Uczonych, s. 216). Oryginał to licząca prawie dziewięćset stron publikacja (Osiris and the Egyptian Resurrection, Londo New York 1911, T. I, s. XXXV,404, t. II, s. VIII, 440.). Zastanawiam się, jak to możliwe, że Autor sięgając do nich ?fizycznie?, nie zauważył zasadniczej różnicy między oryginałem a tłumaczeniem. (Nb., Autor w opisie bibliograficznym podał iż angielski oryginał jest jednotomowy. Być może dlatego nie zauważył tej różnicy Takie nierzetelne opisy bibliograficzne są w tej pracy niestety dosyć częste).?


Wiesław Bator:

No, wreszcie recenzent znalazł coś konkretnego! Wiesław Bator rzeczywiście popełnił tę zbrodnię i nie zaznaczył w opisie bibliograficznym, że przytoczone w jego przypisie dzieło Bugde'a jest
w oryginale dwutomowe! Tyle tylko, że znaczenie tego dzieła dla koncepcji mitu ozyrianskiego,
w ujęciu autora recenzowanej książki jest po prostu znikome. W przypisie 280, który ma charakter przeglądu różnych pozycji na temat tego bóstwa na str. 331 - Bugde pojawia się pośród wielu autorów zajmujących się mitem ozyriańskim i postacią Ozyrysa (ostatnią wymienioną w nim pozycją jest artykuł J. Zeidlera z 2000 roku). Bugde wcale nie jest w nim niczym wyróżniony. Po prostu Wiesław Bator odnotowuje go jako tego, który się tym problemem zajmował ? tak jak wszyscy inni. Nigdzie nie pisze też, że jest to opracowanie nowe, czy najbardziej aktualne - jak to sugeruje recenzent.
Po raz drugi, wymieniona publikacja pojawia się na str. 342, w przyp. 292, w którym autor nie powołuje się bynajmniej na Bugde'a, lecz jedyne zauważa, że epizod zgwałcenia Horusa przez Setha w celu jego zdyskwalifikowania jako ofiary gwałtu zapewne nasunął Bugdgowi dość oryginalne tłumaczenie imienia boga Ozyrusa jako ?dosiadający? (w domyśle Setha). Jak jednak jasno wynika, zarówno z treści tekstu zasadniczego, jak i treści przypisu - autor recenzowanej książki wcale nie podziela tego zdania ani nie powołuje się tu na tekst Bugde?a. Snuje tylko, co najwyżej ubocznie przypuszczenie skąd u Budge?a mógł się wziąć taki pomysł. I to jest wszystko.
O ile więc cześć zarzutu jest tym razem prawdziwa, bo Wiesław Bator rzeczywiście zapomniał zaznaczyć, że dzieło Bugde było w oryginale dwutomowe, to jego wina nie jest przecież tak gigantycznym wykroczeniem, o jakie oskarża go Hieronim Kaczmarek! Pozycja, o której pisze nie ma bowiem dla koncepcji autora recenzowanej pracy żadnego zasadniczego znaczenia - nie powołuje się na nią w swej książęce uzasadniając cokolwiek. Podobne przeoczenie drugorzędnej informacji może się przecież zdarzyć każdemu i nie uchroniło nawet tak wybitnego uczonego jak Andrzej Niwiński od umieszczenia starożytnej siedziby boga Setha po niewłaściwej stronie Nilu ani też jeszcze większego autorytetu ? Tadeusza Andrzejewskiego od wielu śmiesznych lapsusów spowodowanych najczęściej błędami drukarskimi lub po prostu przemęczeniem autora. W końcu jesteśmy tylko ludźmi, a nie nieomylnymi bogami.

Wniosek: Drobny błąd autora rozdmuchany przez recenzenta do niebotycznych rozmiarów.
_____________________________________________________________________

24. Hieronim Kaczmarek:
?Czytając recenzowaną książkę, zastanawia w niej brak odwołań do niektórych podstawowych kompendiów egiptologicznych jak np. kilkutomowego leksykonu egipskich bogów pod redakcją Christiana Leitza. Skorzystanie z tego leksykonu, jak sądzę pozwoliłoby uniknąć wielu błędów chronologicznych dotyczących epitetów (przydomków), którymi obdarzano w dziejach Egiptu różne bóstwa (= rozwoju wierzeń). Dużo informacji o chronologii ?pojawiania się? bogów znalazłby też Autor w książkach Barbary L. Begelsbacher-Fischer oraz Wolfganga Helcka.


Wiesław Bator:

Autor Religii starożytnego Egiptu. Perspektywy religioznawczej nie zajmuje się w niej żadną ?chronologią pojawiania się epitetów bogów?. Z tego powodu nie popełnił w niej pomyłek, o jakie oskarża go Hieronim Kaczmarek w nader ogólnym zresztą oskarżeniu. (Nie pisze nawet, o jakie konkretnie bóstwa chodzi, ani w jakiej części pracy wykrył owe błędy).Skorzystanie z prac, o których pisze byłoby konieczne, gdyby Wiesław Bator prowadził badania poświecone temu zagadnieniu i podjął się napisania dzieła poświeconego kultowi konkretnego bóstwa, (czyli szczegółowej monografii) albo pisał dzieło dotyczące rozwoju form kultu bóstw egipskich. Takich dzieł jednak nie napisał i nigdy napisanie ich nie było jego zamiarem twórczym. Taki sposób zajmowania się religią egipską jest bowiem właśnie zadaniem dla filologa ? egiptologa, archeologa lub historyka, a nie dla religioznawcy porównawczego. Jeśli zapragnie je napisać Hieronim Kaczmarek ? to Wiesław Bator na pewno nie będzie mu w tym przeszkadzał, a wręcz przeciwnie ? gorąco go to tego zachęca.

Wniosek: Zarzut zbyt ogólny. Nie daje się odnieść do treści recenzowanej książki. Świadczy też o zupełnym niezrozumieniu przez recenzenta celów jakie stawia sobie religioznawstwo.
____________________________________________________________________

25. Hieronim Kaczmarek:
?Chociaż w wykazie skrótów (s. 10) pojawia się leksykon egiptologii Wolfganga Helcka
i Wolfharta Westendorfa, to w tekście brak odwołań do niego. To samo stwierdzenie odnosi się do przywołanego w Bibliografii leksykonu historii religii egipskiej Hansa Bonneta. W książce nie widać też żadnych śladów korzystania z nich. Rzeczywiste sięgnięcie do obu wydawnictw także wyszłoby na korzyść publikacji.?


Wiesław Bator:

Postaci: Wolfganga Helcka, Wolfharta Westendorfa i Hansa Bonneta są Wiesławowi Batorowi dobrze znane. Ich dokonania pojawiają się w Religii starożytnego Egiptu w rozmaitej formie (najczęściej w przypisach) wielokrotnie: Hansa Bonneta (str. 68,262),Wolfganga Helcka (str:79, 144,149,166,264,362,364,375, Wolharta Wesrtendorffa (str:79, 83,264,265,280,281,294 i 302). Zna i ceni również wymienione przez Hieronima Kaczmarka leksykony, tyle tylko, że w ocenie autora recenzowanej książki nie wniosłyby one do jego pracy niczego przełomowego, a w perspektywie prezentacji bóstw i realiów kultury starożytnego Egiptu przyjętej przez autora recenzowanej pracy wniosłyby pewne szczegółowe informacje, które mogłyby, co najwyżej zwiększyć objętość książki.
Gdyby bowiem Wiesław Bator chciał napisać to, co wiadomo o każdym bóstwie i każdym szczegółowym aspekcie religii starożytnego Egiptu w stopniu zadowalającym życzenia recenzenta ? to musiałby stworzyć, co najmniej dzieło dziesięciotomowe. Tymczasem w nauce panuje zasada ekonomii ? robi się to, co jest celowe i niezbędne, a w dziedzinie publikacji ? publikuje się to, co jest możliwe w ramach limitu wyznaczonego możliwościami finansowymi. Ponieważ jednak autor uznaje, że leksykony wymienione przez recenzenta są ważne i jakiś znawca lub pasjonat szczegółowych aspektów może odnieść korzyść z sięgnięcia do nich celem uzupełnienia wiedzy ? zostały one zamieszczone w wykazie skrótów i w bibliografii. Można też domniemywać, że gdyby Wiesław Bator tego nie zrobił, wówczas ?recenzenci? typu Hieronima Kaczmarka ? natychmiast rozdmuchaliby brak takiej wzmianki do rozmiarów ?zbrodni wołającej o pomstę do Nieba?.

Wniosek: Zarzut nieprecyzyjny i bezpodstawny.



26. Hieronim Kaczmarek:
?Sądzę, że wykorzystanie tych publikacji, pozwoliłoby uniknąć ahistoryczności ujęcia, bowiem wbrew zdaniu Wiesława Batora, religia egipska, tak jak każda, rozwijała się (podlegała zmianom), w tekstach i w ikonografii pojawiają się nowe wyobrażenia o bogach, znikają stare (najlepszym przykładem może być pojawiające się w tej książce bóstwo Bata, zmieniające swój pierwotny wizerunek z postaci barana w byka). To dotyczy też rytuałów religijnych. Z naszej perspektywy czasowej są one bardziej widoczne niż z perspektywy starożytnych. I w tym przypadku W. Bator jest niekonsekwentny, bo w niektórych miejscach książki zwraca uwagę na zachodzące zmiany w wyobrażeniach religijnych starożytnych Egipcjan.?


Wiesław Bator:

Tu chyba może pomóc jedynie bilobil! Recenzent powtarza się już po raz trzeci przypisując autorowi recenzowanej pracy po raz kolejny pogląd, którego w publikacji na żadnej stronie nie wypowiedział. Trzeba powtórzyć jeszcze raz ? Wiesław Bator nigdzie i nigdy nie twierdził, że religia egipska w rozmaitych aspektach nie rozwijała się i pozostawała taka sama. Mało tego, zmiany te opisuje w III Części swojej książki (Perspektywa historyczna), co przyznaje nawet sam recenzent (cytat: w niektórych miejscach książki zwraca uwagę na zachodzące zmiany w wyobrażeniach religijnych starożytnych Egipcjan). Po raz setny i tysięczny należy jednak powtórzyć - że podstawowym celem książki Wiesława Batora nie jest PRZEDSTAWIANIE HISTORII WIERZEŃ STAROŻYTNYCH EGIPCJAN w ich szczegółowych aspektach ani analiza każdego z nich, lecz ukazanie syntetycznego obrazu religii egipskiej i określenie jej miejsca pośród religii świata. Inaczej mówiąc celem Wiesława Batora ( o czym świadczy jasno sam tytuł pracy), nie było napisanie ? historii religii starożytnego Egiptu.

Recenzent po prostu nie zdaje sobie sprawy z tego, że każdą religię można przedstawiać w taki sposób i że nie jest to żaden wyjątek uczyniony przez Wiesława Batora. Pisanie monografii poszczególnych religii w układzie zbliżonym do Religii starożytnego Egiptu (Ogólna charakterystyka, zarys dziejów, doktryna, organizacja, kult) nie jest w światowym religioznawstwie żadnym wyjątkiem, ale raczej normą. Rzecz w tym, że recenzent po prostu kwestionuje sens badań nad religią i religiami w perspektywie innej niż historyczna, w układzie chronologicznym, a samo badanie wyobraża sobie jako drobiazgowe przedstawienie przemian każdego aspektu religii! Żadna refleksja (poza wnioskami chronologicznymi i genetycznymi) nie jest wskazana, a jakiekolwiek porównywanie religii w ogóle nie jest wg niego ani uprawnione, ani możliwe. Recenzent nie chce też zrozumieć, że jakkolwiek cywilizacja egipska ma wiele cech oryginalnych, to dla religioznawcy - religia starożytnego Egiptu jest po prostu jedną z wielu religii i nie może jej traktować i badać inaczej niż wszystkich pozostałych.

Wniosek: Kolejny raz powtarza się zarzut bez pokrycia dotyczący tego, czego w recenzowanej pracy nie ma.
Użytkownik


Dodano: 2016-12-05
Odpowiedz na kuriozalny tekst Hieronima Kaczmarka
zatytułowany: (część 3, c.d.)

Kilka uwag po lekturze najnowszej książki Wiesława
Batora o religii starożytnego Egiptu Religia starożytnego
Egiptu. Perspektywa religioznawcza, Kraków 2012
Uniwersytet Jagielloński, s. 511.


27. Hieronim Kaczmarek:
?Należy żałować też, że Autor nie wykorzystał istniejących już publikacji tytułów urzędniczych, także kapłańskich, jakiewystępowały w starożytnym Egipcie. To także ułatwiłoby mu zrozumienie, że kulty różnych bogów pojawiały się i znikały na przestrzeni owych 3000 lat istnienia państwa faraonów, cieszyły się też większą lub mniejszą popularnością, a nie istniały jak raz ukształtowane bez zmian od momentu przejścia od prehistorii do historii (od kultur przedpiśmiennych do cywilizacji pisma) do ?rozwiązania ostatecznego? jakim dla religii starożytnych Egipcjan było zwycięstwo chrześcijaństwa.?


Wiesław Bator:

Recenzent powtarza swój bzdurny zarzut po raz czwarty ? nie wskazując żadnego konkretnego miejsca w recenzowanej książce, w którym mógłby go uprawdopodobnić.

Wniosek: Zarzut bez pokrycia w treści.
_____________________________________________________________________

28. Hieronim Kaczmarek:

?Pracę zamyka indeks (s. 493-511). Również w nim pojawiają się błędy merytoryczne, jak uznanie za egiptologa Trevora R. Bryce (s. 496) zasłużonego hetytologa, autora licznych prac z tej dziedziny. Przedwcześnie zmarłą kilka lat temu, dr Joannę Aksamit, natomiast określił jako ?badaczkę, tłumaczkę? (s. 493), chociaż z całą pewnością była egiptologiem (o czym świadczą jej publikacje), pracownikiem Działu Starożytności w Muzeum Narodowym w Warszawie, a ubocznie zajmowała się też tłumaczeniami jak wielu innych znakomitych polskich egiptologów. Podobne, nietrafne ?dopełnienia zawodowe?, znajdujemy w przypisach (np. s. 99 przyp. 207, gdzie bezzasadnie określił Irenę Zawadzką egiptologiem, którym z całą pewnością nie była). Przykładów podobnych ?potknięć? w tej dziedzinie jest dużo więcej.?



Wiesław Bator:

Pojęcie ?egiptolog? nie jest całkowicie precyzyjne. W Polsce za egiptologów uznaje się z jednej strony zawodowych filologów egipskich, a z drugiej - archeologów śródziemnomorskich, którzy zawęzili swoje pole badań do starożytnego Egiptu. Na świecie jest ono jednak jeszcze szersze i właściwie oznacza ono każdą osobę zajmującą się naukowo cywilizacją egipską i mającą nierzadko także szerszy dorobek obejmujący inne dziedziny ? tj. będącą (jak to się mówi) antropologiem kulturowym lub historykiem Starożytnego Wschodu. Trevor R. Bryce jest wprawdzie hetytologiem i rzeczywiście gwoli ścisłości, taka uwaga powinna się przy jego nazwisku znaleźć (a jeśli wypadła, jest to błąd edycyjny, na który autor nie ma wielkiego wpływu), lecz jednocześnie jest doskonale znany w środowisku badaczy kultury starożytnego Egiptu. Interesują go bowiem szczególnie stosunki hetycko-egipskie w czasach Nowego Państwa Hetyckiego i Nowego Państwa Egipskiego, których apogeum przypadało na wieki XIX i XIII p.n.e. Publikuje też na łamach Journal of Egyptian Archeology, na których rzadko kiedy dopuszcza się do druku artykuły ludzi nie związanych z badaniami nad cywilizacją starożytnego Egiptu. Artykuł, do którego odwołał się autor w przypisie recenzowanej książki dotyczy jak najbardziej spraw starożytnego Egiptu i z tego powodu został zacytowany.
Joanna Aksamit zaś, choć była egiptologiem, to przecież znana jest ogólnie środowisku naukowemu nie ze swoich własnych prac, lecz jako znakomita tłumaczka fundamentalnych dzieł egiptologicznych, o wiele ważniejszych dla religioznawcy niż jej egiptologiczne dokonania. Dlatego takie określenie nie jest (jak twierdzi recenzent) bezzasadne .
Natomiast Irena Zawadzka była tłumaczką ( z języka francuskiego) monumentalnej publikacji Francoisa Daumasa, którą wielu znawców określa jako najlepszą książkę, jaką kiedykolwiek napisano na temat cywilizacji kraju faraonów. Otóż, jeśli nawet zasiadając do swojej pracy translatorskiej nie była ona egiptologiem, to biorąc pod uwagę ogrom wiadomości, jakie musiała sobie przyswoić przekładając ją z francuskiego i konsultując swój przekład merytorycznie z Kazimierzem Michałowskim ? na pewno po zakończeniu swojej pracy, osiągnęła zasób wiadomości o starożytnym Egipcie przekraczający wiedzę i umiejętności niejednego egiptologa.

Wniosek: Błąd rzeczywisty ? najprawdopodobniej dokonany podczas składu książki, lecz waga zarzutu jak zwykle, przesadzona.
________________________________________________________________________

29. Hieronim Kaczmarek:
?Poszerzenie objętości nowej publikacji w porównaniu z pierwszą wynika, między innymi, z dodania licznych przypisów, niewielkich uzupełnień w poprzednim tekście i niestety licznych powtórzeń, świadczących, że autor nie zawsze potrafił sobie poradzić z wprowadzanymi zmianami i uzupeł nieniami. Zwraca też uwagę fakt, iż zamiast sięgać do literatury specjalistycznej przy omawianiu konkretnych problemów, powołuje się na szerokie opracowania popularnonaukowe, za to dostępne w języku polskim (np. na str. 210, przyp. 140, w którym pisząc o XXV dynastii odwołuje się do książki Karola Myśliwca, a nie do szczegółowych opracowań tego zagadnienia np. Isidora KacnePsona, Friedricha Karła Kienitza, Roberta Morkota, Petera Shinniego i innych). Cała praca sprawia zresztą wrażenie, że jej podstawę stanowią publikacje polskojęzyczne, natomiast obcojęzyczne (może poza nielicznymi wyjątkami) to tak zwana literatura referencyjna, którą Autor raczej rzadko miał w ręce.?


Wiesław Bator:

Wyobrażenie recenzenta o zmianach i poszerzeniach w obydwu książkach jest śmieszne i dowodzi, że nie przeczytał dokładnie ani jednej, ani drugiej. Pod względem rozmiaru tekstu (licząc go w znakach drukarskich) Religia starożytnego Egiptu. Perspektywa religioznawcza jest większa od popularnej Religii starożytnego Egiptu wydanej przez WAM dokładnie 250%, co oznacza, że tekst książki wydanej przez WAM stanowi dokładnie 33 % w stosunku do tekstu nowej książki! Pod względem zawartości pojawiły się w niej nowe rozdziały poruszające zupełnie inne zagadnienia (Perspektywa Religioznawcza). W innych częściach wprowadzono całe rozdziały i akapity oraz dodano nowe podrozdziały (np. w Części III ? całkowicie zmieniono tekst dotyczący genezy religii egipskiej, zaś pozostałe części przetworzono i uzupełniono o nowe dane i poglądy). Napisano zupełnie od nowa całą część poświęconą religii w życiu codziennym Egipcjanina. Wyposażono pracę w całą aparaturę naukową (bibliografia, przypisy, indeks osobowy), której poprzednio zgodnie z decyzją wydawnictwa WAM nie pozwolono zamieścić. Książkę wyposażono w nieomal 1000 przypisów, z których 30 % stanowią obszerne uzupełnienia informacji będące wielkościowo całymi, małymi rozdziałami.
W rezultacie - poprzednią publikację wykorzystano tu (po sprostowaniach i zmianach ) w około 25 %
w stosunku do nowej pozycji!
Nie jest to więc nowe wydanie, ale zupełnie nowa praca. Każde dotychczasowe, kolejne dzieło jakiegokolwiek egiptologa i archeologa śródziemnomorskiego (obojętne czyje ? np. Kazimierza Michałowskiego, Tadeusza Andrzejewskiego, Andrzeja Niwińskiego, Jadwigi Lipińkskiej, Albertyny Dembsiej, czy Marii Ludwiki Bernhard) zawiera ten sam lub większy procent ich dawniejszych tekstów, gdyż żaden badacz nie będzie się trudził, żeby ubierać w nowe słowa swe dawniejsze spostrzeżenia, jeśli nie straciły aktualności, aby zaspokajać czyjeś fanaberie. Każdy swoje dotychczasowe prace rozwija i uzupełnia zgodnie z nowym stanem badań. Jest to stara i uprawniona praktyka i żadna nowa moda tego nie zmieni.
Kolejny raz należy też podkreślić, że recenzent wytykający Wiesławowi Batorowi rozmaite błędy , sam, w zaledwie 11 stronicowej pracy popełnia ich bardzo wiele. Niektóre są wręcz śmieszne i gdyby Wiesław Bator zechciał ? to mógłby je potraktować nie jako ?literówki?, lecz jako wyraz merytorycznej niewiedzy recenzenta. Pojawiają się tu jakieś przedziwne postaci, nie znane egiptologii: Isidor KacnePson i Friedrich Karzeł Kienitz. Zapewne chodzi tu o Izidora Kacnelsona i Friedricha Karla Kienitza, ale recenzent wytykający autorowi recenzowanej pracy najdrobniejsze potknięcia w książce liczącej ponad 500 stron - nie powinien popełniać sam takich pomyłek w zaledwie jedenastostronicowym tekście!

Wniosek; oskarżenia bez pokrycie obliczone na to, że czytelnicy recenzji nie mieli w ręku książki.



30. Hieronim Kaczmarek:
?Jeszcze bardziej zdumiewa, że Autor, od tak dawna badający religię starożytnego Egiptu, korzysta z cudzych tłumaczeń, a nie z własnych z oryginalnych egipskich tekstów. Zdaję sobie sprawę, że bardzo dobra znajomość poszczególnych faz rozwojowych języka jest trudna i czasem trzeba korzystać z innych przekładów. Wówczas jednak niestety łatwo o nieścisłości. Korzystając z tłumaczeń angielskich należałoby je bowiem rzetelnie przekładać na język polski. Przykład kłopotów Autora z tłumaczeniami dostarcza np. strona 450, gdzie jest odwołanie do angielskiego tłumaczenia Miriam Lichtheim fragmentu opowiadania ?Si- Usire? (s. 128). Sięgając jednak do wskazanego źródła stwierdzamy, że ów tłumaczony tekst nie w pełni się zgadza z przekładem Autora, zaś odwołanie do tekstu, na który się powołuje (przypis 65), zawiera niewłaściwy numer strony (odsyła do pierwszej strony utworu, zamiast do prawidłowego miejsca). Warto dodać, że od lat istnieje znakomite polskie tłumaczenie tego opowiadania, dokonane przez Tadeusza Andrzejewskiego (s. 253), z którego można
przecież korzystać.

Wiesław Bator:

W przypisach 65 i 66 z winy korektora, a bez udziału autora książki rzeczywiście wkradł się pewien błąd. Polega on na tym, że przestawiono podtytuły: tekst znany powszechnie na świecie jako Setme I znany jest w Polsce od czasów przekładu Tadeusza Andrzejewskiego jako Setme, natomiast tekst Setme II (Papirus British Museum 604) znany jest jako Si-Usire.
Jednak treść cytatów zgadza się z przypisami, bo podano w nich zarówno prawidłową nazwę powszechnie stosowana na świecie, jak i prawidłową nazwę papirusów. Króciutki tekst będący fragmentem opowiadania Setme, a dotyczący przygód Setme Chaemwese i czarodzieja Naneferkaptaha został przytoczony wg tekstu Miriam Lichtheim, natomiast tekst Setme II został zaczerpnięty z tłumaczenia Tadeusza Andrzejewskiego. Tak, więc przypisy odpowiadają tekstom poza ich tytułami, czyli ich nomenklaturze wg Andrzejewskiego, która została przestawiona przez korektora. Jednak każdy, kto zna obydwa opowiadania wie doskonale, że tekst, przy którym widnieje przypis (jak to sugeruje Hieronim Kaczmarek) nie ma nic wspólnego z opowiadaniem Si-usire.
Mamy więc do czynienia z klasycznym błędem edycyjnym, który w żadnej mierze nie uprawnia do zarzutu, jaki stawia autorowi książki recenzent. Autora można oskarżyć, co najwyżej o to, że nie zauważył tego drobnego błędu (drobnego, bo zasadnicze dane są prawidłowe), ale teksty i międzynarodowe nazewnictwo utworów się zgadzają! Tłumaczenie jest również adekwatne do celu zamierzonego w pracy. Żadne tłumaczenie z języka egipskiego (w tym przypadku demotycznego) na współczesny nie jest ścisłe i stanowi właściwie jego parafrazę w nowożytnym języku. Autor mógł w obu przypadkach posłużyć się tłumaczeniem
Andrzejewskiego, ale jest ono dużo starsze i słabiej oddaje ducha opowiadania. Poza tym, gdyby autor powołał się w obydwu przypadkach na teksty Andrzejewskiego ? to natychmiast ?recenzenci? typu Hieronima Kaczmarka zarzuciliby mu, że korzysta wyłącznie ze starego polskiego przekładu ? podczas, gdy jest nowy i lepszy ? Miriam Lichtheim. W rzeczywistości obydwa tłumaczenie (Andrzejewskiego i Lichtheim) nie różnią się od siebie aż tak bardzo, aby było to istotne w sprawie umiejętności egipskich ?pisarzy doskonałych? i ich znaczenia dla problemu egipskiej soteriologii, której rozdział dotyczy. Żeby nie było żadnej wątpliwości, że Wiesław Bator miał w ręku książkę Miriam Lichtheim, podaje się tu przedmiotowy fragment w całości: ?When you recite the second spell, it will happen that, whether you are in netherworld or in your form of earth, you will see pre appearing in the sky with his Ennead and the Moon in its form of rising?. W związku z zarzutem recenzenta dodać tu trzeba, że początek fragmentu to dwa ostanie wiersze na str. 128 tomu III. Natomiast początek opowiadania to str.127! A więc Wiesław Bator podał w przypisie informację ścisłą, a nie błędną - jak utrzymuje Hieronim Kaczmarek! Egzemplarz, z którego korzystał autor recenzowanej książki pochodzi z biblioteki Instytutu Religioznawstwa nr inw. 17089, syg. 3999 III, a na jego miękkiej okładce w kolorze szarym (pierwszy tom ma okładkę jasnożółtą, a drugi ? pomarańczową) zamieszczono fragment tekstu demotycznego z publikacji W. Erichsena, Demotische Lesestücke.
Zarzut jest, więc (jak zwykle w tej ?recenzji?) nieścisły i niekompetentny, ponieważ recenzent nie wie nawet, na której stronie wymienionej w przypisie pozycji znajduje się tekst, którego nieznajomość autorowi książki wytyka. Wnioski ?prokuratora? są zupełnie nieuprawnione. Gdyby Hieronim Kaczmarek rzeczywiście czytał recenzowaną książkę, to zauważyłby, że streszczenie ( a nie przekład, jak sugeruje!) Opowiadania Setme I (Setme Chaemwese) znajduje się na str.346-350 recenzowanej książki, gdzie umieszczono jego dane (tytuł i nazwę papirusu) w prawidłowym zapisie w przypisach 296, a odniesienia do przekładu T. Andrzejewskiego w przypisach 297-300. Zauważyłby też, że w przypisie 299 znajduje się odniesienie do tego właśnie fragmentu tłumaczenia T. Andrzejewskiego, które go miał rzekomo nie znać autor i, że co więcej, wymieniona jest tu strona 253 Opowiadań Egipskich.
Natomiast treść opowiadania Setne II, czyli Si-usire jest streszczona na str.350-352, a
w przypisie 301 ? znajdują się właściwe dane obydwu tłumaczeń tego utworu ? zarówno Tadeusza Andrzejewskiego, jak i Miriam Lichtheim.
Prawidłowe dane dotyczące obydwu opowiadań można też bez trudu odnaleźć na str.152 recenzowanej książki w rozdziale omawiającym źródła literackie przydatne w badaniu religii egipskiej. Formując tak poważne oskarżenie na podstawie przestawienia polskiego nazewnictwa utworu, należało wcześniej sprawdzić w indeksie osobowym hasło Si-Usire i sprawdzić odniesienia do stron, na których występuje.
Czym innym jest, bowiem oskarżenie autora o niedopilnowanie edycji i przepuszczenie przestawnia podtytułów w dwóch następujących po sobie linijkach, a czym innym ? oskarżanie go o niewiedzę i brak umiejętności translatorskich i nieznajomość tłumaczenia, które jak to wynika z innych stron książki ? są mu doskonale znane. Recenzent popisał się więc po raz kolejny złą wolą. Bez dogłębnego sprawdzenia, na postawie drobnego błędu wysnuł nieuprawnione wnioski, które nie mają żadnego uzasadnienia w zderzeniu z tekstem książki. Pikanterii dodaje fakt, że Hieronim Kaczmarek, który uważa się za biegłego w posługiwaniu się językiem angielskim, robi w krótkiej recenzji podstawowe błędy cytując anglojęzyczne tytuły! W tytułach wydawnictw zwartych (książki, broszury, monografie) wszystkie słowa za wyjątkiem operatorów i spójników pisze się dużą literą.
Za szczególnie nietrafny i wręcz niegodziwy należy uznać kolejny zarzut, że autor książki powinien zamieszczać w swej książce własne tłumaczenia, a nie korzystać z cudzych! Wiesław Bator nie rości sobie żadnych pretensji do bycia filologiem ani egiptologiem. To, że posiadł samodzielnie pewną znajomość klasycznego języka egipskiego i samodzielnie potrafi na własne potrzeby tłumaczyć teksty w ich edycji hieroglificznej ? nie czyni z niego żadnego wybitnego znawcy tego języka. Toteż uznaje, że umieszczanie w książce swoich własnych tłumaczeń zamiast przekładów uznanych i wybitnych egiptologów - byłoby po prostu zarozumiałe i niewłaściwe. Teksty przełożone przez fachowców uznaje za znacznie bardziej profesjonalne i adekwatne. Jako religioznawca porównawczy i historyk religii jest przekonany, że głównym zadaniem filologów jest właśnie dostarczanie takich profesjonalnych translacji przedstawicielom innych gałęzi wiedzy i nie zamierza ich w tym wyręczać!

Zarzut ten jest również nieuprawniony i z tego powodu, że w wielu przypadkach autor podaje swoje własne tłumaczenie jakiegoś mniej ważnego merytorycznie tekstu, ale chcąc uniknąć oskarżeń o nie profesjonalizm i lekceważenie istniejących przekładów w takich przypadkach podaje zawsze w przypisie tłumaczenie uznanego autora wraz z odpowiednią wskazówką bibliograficzną (np. tekst na str. 404, przyp. 34 i 35: ? Będę leżał od rana / i chorego udawał / aż przyjdą mnie/ pocieszać sąsiedzi / a wśród nich ukochana / i wyśmieje lekarza / dobrze wie jaki ból we mnie siedzi [W. Bator], Będę leżał u siebie / i chorego udawał / i sąsiedzi odwiedzić / mnie przyjdą / siostra też przyjdzie z nimi/ i lekarza wyśmieje/ zna się dobrze / na mojej chorobie [T. Andrzejewski]?. I takie właśnie postępowanie uważa za merytorycznie poprawne i uczciwe zarówno wobec trudu uznanych tłumaczy, jak i czytelnika książki, który może sobie obydwa przekłady porównać.

Wniosek: Zarzut bezzasadny.
_______________________________________________________________________________

31. Hieronim Kaczmarek:
?Książka pod względem technicznym wydana jest niestarannie, np. na stronie 240, przyp. 54, cytuje jednego autora (Franęoisa Daumasa) a w dołączonym przypisie odsyła do dzieła innego (Siegfrieda Morenza). Odsyłacze nie zawsze umożliwiają zwykłemu czytelnikowi identyfikację cytowanych dzieł (zob. s. 208, przyp. 134).?


Wiesław Bator:

W składzie książki doszło do błędu polegającego na tym, że w miejsce pozycji F. Daumasa pojawiła się w przypisie 54 publikacja S. Morenza. Nie jest to jednak wina autora. Łatwo można się w tym zorientować czytając zdanie, do którego przypis się odnosi. Zarówno to zdanie, jak i cały akapit
z poprzedniej strony odnoszą się do interpretacji egipskiej doktryny społecznej zawartej w książce Daumasa. Błąd prawdopodobnie spowodowany jest tym, że Morenz w tymże zdaniu został wymieniony w nawiasie wraz z innymi.
To wtrącone zdanie jest również opatrzone przypisem (przypis 53 na str. 240). Ma on jednak charakter bibliograficzny, tzn., że autor książki wskazuje tylko pozycje omawiające ten temat,
z którymi polemizował Daumas, ale nie odnosi się w tym miejscu do żadnej konkretnej strony ich książek, ? bo jest tu omawiana koncepcja Daumasa, a nie żadnego innego autora z wymienionych. Występowanie dwóch przypisów w jednym zdaniu stało się prawdopodobnie przyczyną niewłaściwego zapisu w drugim. Błąd dotyczy autora i tytułu pozycji - strony się zgadzają. Takie techniczne błędy zdarzają się przy składaniu każdej większej publikacji, a w przypisach (zwłaszcza złożonych) autor, któremu daje się cały tekst do kilkudniowej korekty może je łatwo przeoczyć. Jest to cena oszczędności kosztów i niedoskonałości składu komputerowego. Nie powinna być ona w żadnym wypadku powodem do napaści recenzenta na autora i stawiania mu zarzutów merytorycznych. Wystarczy się bliżej zapoznać z tekstem, aby się zorientować, co autor omawia i do czego przypis się odnosi. Recenzentowi zabrakło jednak zarówno dobrej woli, jak i wyobraźni.

W drugim przypadku, nie można się połapać, o co recenzentowi chodzi. W przypisie zacytowano dwóch autorów i podano prawidłowo miejsce, w którym jeden i drugi omawia ten sam problem. Obydwie pozycje są w tym rozdziale cytowane wielokrotnie. Stąd przy każdym z nich notka - dz. cyt. (dzieło cytowane). Co recenzent widzi w tym nieprawidłowego? Nie ma zwyczaju kilkakrotnego powtarzania tytułów publikacji w tym samym rozdziale, jeśli nie cytuje się w nim innych dzieł tychże autorów. Po to wymyślono właśnie formułę ?dz. cyt.? lub łacińską ?op. cit.?. Przytaczam treść całego przypisu:

? T. Wilkinson (dz. cyt., s.430-433) uważa zarówno Piancha, Herhora, jak i pierwszych królów z Tanis za powierzchownie zegiptyzowanych Libijczyków i niejako prekursorów właściwej libijskiej XXII dynastii. Natomiast H. Schögl (dz. cyt, s. 265), jakkolwiek również uważa Piancha za poprzednika Herhora na stanowisku arcykapłana Amona tebańskiego i faktycznego dyktatora Górnego Egiptu ? nie sugeruje ich cudzoziemskiego pochodzenia.? [ Religia starożytnego Egiptu. Perspektywa historyczna, s. 208, przyp. 134.]

Przy okazji Hieronim Kaczmarek atakujący Wiesława Batora za błędy popełnione w recenzowanej książce znowu popełnia kolejny błąd rzeczowy w krótkim tekście recenzji. Bo któż to taki : Franęois Daumas? Zapewne chodzi o Françoisa Daumasa. Odkąd to w języku francuskim występuje znak ?ę?? Wytykając innym błędy nie należy ich robić samemu w tekście recenzji!

Wniosek: Zarzut nieadekwatny do błędu technicznego i celowo wyolbrzymiony. W drugiej części zarzut jest w ogóle bezpodstawny. W dodatku recenzent sam popełnia błąd w nazwisku słynnego egiptologa!
________________________________________________________________________

32. Hieronim Kaczmarek:
? Pojawiają się też jeszcze większe omyłki. Przykładowo, Autor (s. 367, przyp. 322) podaje nazwy opracowań, które nie istnieją, jak np. E. Hornung, M. Hirmer, Osiris und Amun. Kult und heilige Stätte, München 1966. W bibliografii egiptologicznej (poz. AEB 66.0463) autorem publikacji o takim tytule jest Eberhard Otto, natomiast Max Hirmer ?ozdobił? tylko książkę fotografiami (w amerykańskim wydaniu z 1967 nazwisko fotografa znika).?


Wiesław Bator:

Autor nie czerpał wiedzy o pozycji z bibliografii egiptologicznej, tylko bezpośrednio z niemieckiego wydania książki z 1966, gdzie występują obydwa nazwiska, a więc jasno stąd wynika, że powstała ona w kooperacji obydwu wymienionych panów. Udział każdego z nich w tworzeniu publikacji ? nie ma tu żadnego znaczenia, gdyż w cytowanej książce w jej oryginalnym, niemieckim wydaniu występują oni jako współtwórcy. To, że w wydaniu amerykańskim nazwisko drugiego pana znika ? nic nie obchodzi autora recenzowanej książki i nie ma nic do rzeczy, ponieważ tego wydania autor nie cytuje ani z niego nie korzysta. Z błędem mielibyśmy do czynienia wtedy, gdyby autor zacytował pracę nieistniejącą lub pominął jej autora.

Wniosek: Zarzut niesłuszny. Autor książki nie ma obowiązku sprawdzać w międzynarodowej bibliografii pozycji, z której bezpośrednio korzysta. Opisuje ją w swej bibliografii z natury tj. wg posiadanego egzemplarza ? za wyjątkiem sytuacji wymagających rozwinięcia inicjałów autora (ów).



33. Hieronim Kaczmarek:
?W niektórych przypisach pojawiają się też nieistniejący egiptolodzy i ich dzieła. Tak jest na str. 286, przyp. 190, gdzie występuje J. James jako autor The Hekhanachte Papers and other Early Middle Kingdom Dokuments, ?Bulletin MMA? 1962, zamiast prawidłowego (jak w AEB 62.0290) T.[omas] G.[arnet] H.jenry] JAMES, The Hekanakhte Papers and Other Early Middle Kingdom Documents, New York, 1962 = Publications of the Metropolitan Museum of Art, Egyptian Expedition Volume XIX; (The Metropolitan Museum of Art, Egyptian Expedition). Ta pozycja nie pojawia się jednak w Bibliografii, podobnie jak nazwisko jej autora w Indeksie.?

Wiesław Bator:

Zarzut częściowo słuszny, ale znów jego waga jest wyolbrzymiona. W książce pada kilka tysięcy nazwisk, a wśród nich znajdujemy trzech Jamesów: słynnego psychologa religii, słynnego religioznawcę ze szkoły mitu i rytuału i filologa ? specjalistę od Wschodu Starożytnego oraz jeden jedyny raz w przypisie egiptologa - T.G. H. Jamesa. Otóż autor indeksu osobowego, sprawdziwszy wszystkich Jamesów w tekście książki, zapewne trafił w przypisie... na publikacje oparzaną inicjałami i chciał rozszyfrować owe inicjały poszukując rozwinięcia ich imion. Nie dotarł do egiptologa Jamesa, ale trafił na innego egiptologa Janisse?a Jamesa i uznał, że autor książki pomylił inicjały, więc je ?poprawił? w przypisie na J. Jamesa, a następnie zamieścił tę postać w Indeksie. Ponieważ zaś indeks tworzono (jak zwykle w takich wypadkach) w wielkim pośpiechu ? autor książki przeoczył tę sprawę. Zapewne, dlatego, że przypis odnosi się do lokalnego kultu Harsafesa z Herakleopolis ? identyfikowanego tam z Horusem - jednego z bardzo wielu wymienionych w książce. Bóstwu temu autor Religii starożytnego Egiptu poświęcił tylko jeden wiersz (jedną linijkę). Przypis żadnej tezy nie dokumentuje. Ma jedynie odesłać kogoś kogo szczególnie zainteresuje Harsafes do jakiejś pozycji na jego temat. Myślę, że nawet drobna pomyłka w inicjałach nie będzie stanowiła dla takiego pasjonata problemu, gdyż wszystkie pozostałe dane są prawidłowe. W nawet najbardziej starannych wydaniach nie takie pomyłki się zdarzają!

Wniosek: Zarzut częściowo słuszny, ale znów jego waga jest wyolbrzymiona.

Użytkownik


Dodano: 2016-12-05
Odpowiedz na kuriozalny tekst Hieronima Kaczmarka
zatytułowany: (część 3, c.d.):

34. Hieronim Kaczmarek:
?Inny przykład niestaranności, to niedokładne podawanie nazwisk, np. Lex (s. 438, przyp. 27) zamiast Lexa (tak, jak prawidłowo występuje w bibliografii i indeksie), niedokładne podawanie dat wydania (np. w omawianej pracy Lexy (zob. poz. BA 12170) rok 1935, zamiast właściwej daty 1925.?


Wiesław Bator:

Mamy tu znów do czynienia z najzwyklejszym błędem drukarskim ( tzn. "zjedzenie" ostatniej litery)- dlatego w bibliografii i przypisie mamy prawidłowe dane zarówno, co do nazwiska, jak i daty wydania. Nikt nie jest w stanie ustrzec się przed błędami tego rodzaju i każdy rozumny czytelnik wie, że w przypadku takich rozbieżności należy przyjąć jako prawidłowy zapis w bibliografii i indeksie osobowym, ponieważ autorowi łatwiej sprawdzić tekst Bibliografii i indeksu, niż tekst przypisów ? pisany drobnym maczkiem. Autor książki nie sprawdza w żadnej bibliografii ? pozycji, które ma na własnej półce i posługuje się nimi na co dzień. I tak jest w przypadku Lexy [BIRUJ nr inwentarzowy 4680 a-e, sygn. 286 IV].
Wniosek: Błąd drukarski rozdmuchany przez recenzenta do ?zbrodniczego wykroczenia? przeciw nauce! Śmieszne jest to, że recenzent sam popełnia w tekście swej recenzji takie same albo i większe błędy, co krok!
__________________________________________________________________________

35. Hieronim Kaczmarek:
?W. Bator odwołuje się czasem do nieistniejących prac zbiorowych. Przykład - na s. 439 przyp. 31: G. Roeder, Der Ausklang der ägyptischen Religion mit Reformation. Zauberei, Und Jenseitsglauben [w:] Die ägyptische Religion in Text und Bild, Zürich 1961, t. IV. Praca Günthera Roedera, to jednak nie artykuł, jak sugeruje podany tu opis, a duża publikacja (liczy 494 strony) religijnych tekstów egipskich w niemieckim tłumaczeniu, jeden z czterech tomów serii wydawniczej, z których każdy nosi inny tytuł (poz. AEB 61.0587 daje taki opis tego tomu: ROEDER Günther, Der Ausklang der ägyptischen Religion mit Reformation, Zauberei und Jenseitsglauben, eingeleitet und übertragen, Zürich und Stuttgart 1961, = Die ägyptische Religion in Text und Bild. Band IV; Series: Die Bibliothek der alten Welt, begründet von Karl Hoenn, herausgegeben von Walter Rüegg. Reihe der alte Orient). Kolejny nieprawdziwy odsyłacz do publikacji Roedera (s. 285 przyp. 187) dotyczy boga Baty. Gdyby Autor miał w ręce tę książkę (Mythen und Legenden um ägyptische Gottheiten und Pharaonen, eingeleitet und übertragen von..., Zürich und Stuttgart, Artemis-Verlag, [I960]) to zauważyłby iż na s.75 (a nie 74-76 jak pisze), Bata jest tylko wymieniony, a nie jest to jego ?biogram?, jak wynikałoby ze wspomnianego przypisu, Czytelnik niczego się więc tam nie dowie o tym bóstwie. Strona ta stanowi bowiem część wstępu (s. 74-76) do opowieści Prawda i Kłamstwo. Bata doczekał się dosyć licznych publikacji (począwszy od Wilhelma Spielberga z 1907 roku) do których można byłoby odesłać dociekliwego czytelnika. Może chociażby do artykułu Petera Kapłony?ego w LA?


Wiesław Bator:

Z przypisu 31 na str.439 nie wynika nic takiego, o czym mówi recenzent. Przytaczam go dosłownie:

?Przykład takiej korespondencji z duszą koncepcyjną (akh) kobiety Anchari można znaleźć w: G. Roeder, Der Ausklang der Agyptischen Religion mit Reformation, Zauberei, und Jenseitsglauben, Zurich 1961, w: Die Agyptische Religion in Text und Bild. T. IV, s. 282.?

Oczywiście mamy tu do czynienia z pewnym błędem składu, polegającym na ?zjedzeniu? powtórzenia nazwiska autora przy tytule całego przedsięwzięcia i przeniesienia strony opowiadania na koniec. Przypis dostarczony wydawnictwu przez autora wyglądał tak: ?G. Roeder, Der Ausklang der Agyptischen Religion mit Reformation, Zauberei, und Jenseitsglauben, Zurich 1961, s. 282, w: G. Roeder, Die Agyptische Religion in Text und Bild. T. IV.? Autor doskonale wie, że G. Roeder jest autorem większej całości zbioru tekstów, zatytułowanej Die Agyptische Religion in Text und Bild i , że praca, do której się odwołuje stanowi jej czwarty tom. Gdyby nawet ktoś miał jakąś wątpliwość spowodowaną (niewielkim w sumie) błędem składu w przypisie to i tak może natychmiast uzyskać potrzebną informację w bibliografii zamieszczonej na str. 486, gdzie Günther Roeder figuruje jako autor całości składającej się z czterech tomów, z których każdy ma inny tytuł.
Z zapisu AEB w takiej formie jak podaje recenzent, autor książki nie korzystał, dlatego, że ją posiada i sporządza opis z natury. [ BIRUJ, in. 7202, sygn. 3246 II]. W jakim celu autor książki ma sprawdzać w AEB zapis czegoś, co trzyma w ręku i z czego korzysta? Biorąc pod uwagę ilość prac wymienionych w recenzowanej książce sam trud (zupełnie zbyteczny) trwałby bardzo długo, bo przecież autor nie jest egiptologiem i nie ma bezpośredniego, ciągłego dostępu do AEB! W sprawie zarzutu należy zapytać wprost recenzenta: Gdzie tu jest mowa o jakimś czasopiśmie? Skąd recenzent wysnuwa tak niedorzeczne wnioski? Podano autora książki, jej tytuł i miejsce wydania, a więc informacje wystarczające do znalezienia miejsca wskazanego w przypisie. Informacja, że jest to czwarty tom większej całości o nazwie Die Ägyptische Religion in Text und Bild.? jest tu tylko dodatkiem, bo dla czytelnika korzystającego z przypisu nie ma żadnego znaczenia, a zresztą znajduje się w bibliografii!
Oczywiście można dalej wybrzydzać, że opis może być dokładniejszy i bardziej pedantyczny, bo czytelnik może zechce wiedzieć, że książka do której odwołuje się przypis jest częścią większej całości, wchodzącej w skład jeszcze większej serii wydawniczej, ale nie są to wiadomości, które muszą koniecznie znajdować się w przypisie, a nawet nie wszystkie z nich musza się znaleźć w Bibliografii (np. nazwa wydawnictwa). Gdyby bowiem zapisy tego typu były obowiązkiem autora, to bibliografia (ze względu na pospolitość takiego zjawiska) musiałaby się rozróść do niebotycznych rozmiarów i żadne wydawnictwo nie zgodziłoby się na takie jej poszerzenie. Oznaczałoby to w praktyce ograniczenie pozycji bibliograficznych, a tym samym konieczność redukcji przypisów. Zapewne wówczas recenzent wysunąłby inny poważniejszy zarzut ? ?A skąd autor czerpał informację zamieszczoną w tekście książki?? Aby tego uniknąć autor nie miałby innego wyjścia jak taką informację pominąć i dzieło zubożyć. Tylko, że wówczas podniósłby się inny zarzut ? ?Dlaczego autor o tym nie napisał? i ?dlaczego jego dzieło jest tak niepełne?!?
Drugi zarzut związany z tym samym wyborem tekstów, choć odnoszący się do innego tomu wysuwa recenzent wobec przypisu 187 nas str., 285. Co ciekawe, nie chodzi mu o jego zapis, lecz rzekomą nieadekwatność i odesłanie czytelnika do informacji, która nie przyniesie mu żadnego pożytku, gdyż informacja jest zbyt nikła. Jest jednak drobne, ale...Autor recenzowanej książki na wymienionej stronie bynajmniej nie serwuje czytelnikowi żadnego wywodu o genezie kultu Baty i o jego historycznym rozwoju, tylko podaje prostą, podstawową, jednowierszową informację ? taką samą, jak o innych bóstwach lokalnych zamieszonych na tej stronie, gdyż jego celem jest tu jedynie wyliczenie imion i miejsca pochodzenia przedstawicieli tej kategorii boskości. I w takim zakresie informacja wskazana w dziele Roedera w zupełności wystarcza. Recenzent nie wspomniał też, że przypis ten jest nieco szerszy i dzieło Roedera nie jest jedyną pozycją, do której się autor odwołuje, lecz wspominane są w nim jeszcze dwie inne książki dotyczące mitu o przemianach Baty, który to mit jest tym co najbardziej w z związku z tą postacią interesuje autora i co powinno najbardziej zająć czytelnika interesującego się religią i religiami. Sam mit o odradzającym się Bacie przedstawiony jest zresztą szerzej przez autora recenzowanej książki na str. 344-345. Oczywiście recenzent ma rację, że biogram Baty można by poszerzyć o hipotezy dotyczące genezy jego kultu, zapisów graficznych jego imienia i rozwoju ich form, szczegółowego opisu i rozwoju jego kultu i trzeba by wtedy powołać się na inne pozycje, które wymienia w recenzji! Tyle tylko, że Wiesław Bator (jak już wielokrotnie wspomniano) nie pisze encyklopedii dotyczącej bóstw egipskich ani pełnej monografii na temat kultu każdego z bogów lokalnych, gdyż po pierwsze - nie ma dziesięciu tomów do dyspozycji, a po drugie ? nie o to mu w recenzowanej książce chodzi! To, czym recenzowana książka jest, a czym nie jest i czym być nie może ? zostało wyjaśnione we wstępie i we wprowadzeniu, a obowiązkiem recenzenta było się z tym wyjaśnieniem zapoznać i przyjąć je do wiadomości.
I na koniec odniesień do tych chorych zarzutów ? należy zauważyć jeszcze dwie rzeczy. Pierwsza, że recenzent zupełnie lekceważąc czytelników recenzji nie rozwija stosowanych przez siebie skrótów, a druga, że podaje te skróty w nieprawidłowej formie i karykaturalnie zniekształca imiona podanych przez siebie autorów - np. przerabia Karla na Karła, a Kaplony'ego na Kapłoniego! Otóż w egiptologii nie istnieje żadna publikacja skracana do LA. Oczywiście można się domyślać, że chodzi tu o zniekształcony skrót LÄ (?Lexicon der Ägyptologie?. Wiesbaden), ale skąd ma o tym wiedzieć czytelnik recenzji? A ten sam błędny skrót bez rozwinięcia pojawia się, niestety, kilka zdań dalej! Dlaczego recenzent tak gorliwie wytykający autorowi książki daleko drobniejsze błędy i piętnujący je jako rzekomo dyskwalifikujące jego naukowe kompetencje sam je nieustannie popełnia w krótkim tekście i powołuje się na nieistniejące postaci? Otóż w nauce nie istnieje i istnieć nie może żaden Peter Kapłony, jak chce recenzent! Istnieje natomiast węgierski egiptolog Peter Arpad Kaplony ( a właściwe dokładnie - Péter Árpád Kaplony). Hieronim Kaczmarek jako uczony o pretensjach filologicznych nie powinien zniekształcać cudzoziemskich nazwisk, a podawać je wg pisowni obowiązujących w ich ojczyźnie! Nawet zupełny laik wie, że na Węgrzech nie istnieje litera ?Ł?!?

Wniosek: Zarzut nieadekwatny, a przy okazji recenzent lekceważy czytelnika recenzji podając skróty bez rozwinięcia i popełnia horrendalne błędy. Jeżeli chce się wytykać błędy innym, nie należy ich popełniać samemu i to pisząc recenzję krytyczną!
_________________________________________________________________________

36. Hieronim Kaczmarek:
?Korzystając ze wspomnianego hasła w LA, można się dowiedzieć, że imię Bata nie ma nic wspólnego z ?Duszą Ziemi? (tak w pierwszym wydaniu książki W. Batora, s. 166), ani z ?Duszą Chleba? (tak w drugim, s. 288). Etymologia tego słowa jest zupełnie inna. Imię to posiada wiele form zapisu, między innymi w najstarszych tekstach posiada grafię J-
Użytkownik


Dodano: 2016-12-05
Wiesław Bator

Odpowiedz na kuriozalny tekst Hieronima Kaczmarka
zatytułowany: (c.d.) - Zakończenie.

...

J-
Użytkownik


Dodano: 2016-12-05


Odpowiedź na kuriozalny tekst Hieronima Kaczmarka
zatytułowany: j.w.: Zakończenie

36. Hieronim Kaczmarek:
?Korzystając ze wspomnianego hasła w LA, można się dowiedzieć, że imię Bata nie ma nic wspólnego z ?Duszą Ziemi? (tak w pierwszym wydaniu książki W. Batora, s. 166), ani z ?Duszą Chleba? (tak w drugim, s. 288). Etymologia tego słowa jest zupełnie inna. Imię to posiada wiele form zapisu, między innymi w najstarszych tekstach posiada grafię J-
Użytkownik


Dodano: 2016-12-05
Zakończenie:

36. Hieronim Kaczmarek:
?Korzystając ze wspomnianego hasła w LA, można się dowiedzieć, że imię Bata nie ma nic wspólnego z ?Duszą Ziemi? (tak w pierwszym wydaniu książki W. Batora, s. 166), ani z ?Duszą Chleba? (tak w drugim, s. 288). Etymologia tego słowa jest zupełnie inna. Imię to posiada wiele form zapisu, między innymi w najstarszych tekstach posiada grafię J-
Użytkownik


Dodano: 2016-12-05
Dodatkowa uwaga!

Ponieważ Pan Hieronim Kaczmarek wielokrotnie powoływał się na swoją recenzję mojej książki "Religia starożytnego Egiptu. Perspektywa religioznawcza" pozwoliłem sobie na przytoczenie w całości jego "recenzji" przesłanej do dziekanatu Filozoficznego UJ z moimi wraz z moimi uwagami do każdego z zawartych w niej zdań i zarzutów. Ze względów edytorskich na tekst jej został poszatkowany na edytorze Histuriona i "zaopatrzony" w pewne znaki , których w nim w rzeczywistości nie ma (dotyczy to większości pytajników "?"). Brakuje w nim także zakończenia , którego dziś nie udało mi się wkleić do Histuriona. Zrobię to jednak przy najbliższej okazji, aby wszyscy użytkownicy mogli się zapoznać zarówno z pełną wersją jego "recenzji" - jak i z moją pełną odpowiedzią.
Użytkownik


Dodano: 2016-12-05

36. Hieronim Kaczmarek:
?Korzystając ze wspomnianego hasła w LA, można się dowiedzieć, że imię Bata nie ma nic wspólnego z ?Duszą Ziemi? (tak w pierwszym wydaniu książki W. Batora, s. 166), ani z ?Duszą Chleba? (tak w drugim, s. 288). Etymologia tego słowa jest zupełnie inna. Imię to posiada wiele form zapisu, między innymi w najstarszych tekstach posiada grafię J-
Użytkownik


Dodano: 2016-12-05
36. Hieronim Kaczmarek:

?Korzystając ze wspomnianego hasła w LA, można się dowiedzieć, że imię Bata nie ma nic wspólnego z ?Duszą Ziemi? (tak w pierwszym wydaniu książki W. Batora, s. 166), ani z ?Duszą Chleba? (tak w drugim, s. 288). Etymologia tego słowa jest zupełnie inna. Imię to posiada wiele form zapisu, między innymi w najstarszych tekstach posiada grafię J-
Użytkownik


Dodano: 2016-12-06
36. Hieronim Kaczmarek:
?Korzystając ze wspomnianego hasła w LA, można się dowiedzieć, że imię Bata nie ma nic wspólnego z ?Duszą Ziemi? (tak w pierwszym wydaniu książki W. Batora, s. 166), ani z ?Duszą Chleba? (tak w drugim, s. 288). Etymologia tego słowa jest zupełnie inna. Imię to posiada wiele form zapisu, między innymi w najstarszych tekstach posiada grafię J-
Użytkownik


Dodano: 2016-12-06
37. Hieronim Kaczmarek:

?Wydaje się zresztą, że z objaśnianiem nazw staroegipskich W. Bator
ma spore kłopoty. Nie wiem dlaczego, we wszystkich słowach
zaczynających się od w zapisie hieroglificznym (w transkrypcji jako?ba?), doszukuje się powiązań znaczeniowych z ?duszą?, tłumacząc to(s. 229) ich podobnym brzmieniem w wymowie. To zapewne ukłon dla
różnych objaśnień dokonywanych przez autorów starożytnych i
średniowiecznych; a dzisiaj ku tak zwanej ?etymologii ludowej?,
która pozwala wykazać podobieństwo znaczeniowe różnych słów,
korzystając z podobnego brzmienia, bez względu na język ich
pochodzenia. Takie objaśnienia charakterystyczne były już dla starożytnych Egipcjan, o czym świadczą przedstawienia podróży barki słonecznej przez zaświaty. Stojący w kaplicy bóg Re przedstawiony jest z głową barana i, a więc w postaci duszy ba ( zastąpionoznakiem ^ posiadającym podobne brzmienie - ?ba?).

Wiesław Bator:
Recenzent stawia dziwaczny zarzut, który następnie sam obraca na korzyść autora recenzowanej pracy. Podstawowym zarzutem jest ? nie radzenie sobie z objaśnianiem nazw egipskich?, co podpiera swoim wywodem na temat grafii słów egipskich, która rzekomo przeczy tezom autora, gdyż dla wielu słów podobnych do ?ba? jest ona różna, co ma dowodzić, że nie mają one ze sobą nic wspólnego.
Tyle tylko, że recenzent zapomina o kilku "drobiazgach", które obracają cały jego wywód w niwecz:
1) W starożytnym Egipcie nie istniała ortografia i każdy wyraz mógł być (ze wglądu na specyfikę
pisania) napisany na wiele sposobów. Decydowały względy...estetyki (kaligrafii). Wyraz zapisywano tak, aby hieroglify, którymi go wyrażono prezentowały się ładnie w kontekście sąsiadujących znaków, nie obrażały bogów i nie stanowiły magicznego zagrożenia. Egipcjanie unikali więc zbyt częstego powtarzania się znaków, a jeśli była jakaś alternatywa zapisu i starano się utrzymać odpowiednie proporcje między znakami ?wielkimi?, ?pionowymi?, ?poziomymi? i ?małymi?. Duże znaczenie miały też względy kultowe i magiczne. Poza tym w czasach Starego
Państwa używano więcej znaków jedno spółgłoskowych niż w epokach późniejszych. W każdym razie - rodzaj zapisu zależał od mnóstwa czynników, czytelnych tylko w szerszym kontekście kulturowym nawet w jednej epoce i trudno uchwycić pełny jego rozwój w historii trwającej kilka
tysiącleci. Na podstawie obecnie zachowanych i całkowicie przypadkowo odkrytych zabytków egipskiego piśmiennictwa można, co najwyżej orzec, jaki rodzaj zapisu był
wówczas najbardziej popularny. Ale jaki procent stanowią te teksty w stosunku do potencjalnie istniejących w czasach starożytnego Egiptu? Jak się ma statystyka tekstów odnalezionych do całego piśmiennictwa starożytnego Egiptu, które stworzono w czasach faraonów? Nikt nie potrafi
tego określić nawet w przybliżeniu. A zatem wszelki wywód, że jakieś słowo pisało się kiedyś tak, a w innych czasach inaczej jest dość niepewną hipotezą, która może pasjonować
filologów, lecz nie musi mieć wiele wspólnego z rzeczywistością. Dlatego trudno uznać sposób zapisu i jego rozwój za najistotniejszy w genezie terminów i skojarzeń słów w odczuciu starożytnego Egipcjanina.

2) Inaczej ma się ze słowem mówionym, bo i to wprawdzie się zmienia, ale w uchwytnym czasie i
przestrzeni brzmi zawsze identycznie lub podobnie (forma dialektyczna). A zatem tylko wymowa, czyli wartość dźwiękowa może być podstawą jakichkolwiek rozważań. Mit o ucieczce i powrocie Oka Słonecznego i jego epizod ukazujący antropogenezę dostarcza nam realnego dowodu, że w kulturze duchowej i religijnej Egipcjan w dziedzinie tłumaczenia świata i zachodzących w nim związków ogromną rolę odgrywało PODOBIEŃSTWO SŁÓW. Nie musiało być ono ani dokładne, ani zapisane w identyczny sposób. Samo podobieństwo słów:
rjmt (?łzy?) i rmt (?ludzie?) WYSTRCZYŁO do stworzenia koncepcji, że ludzkość została stworzona z łez boga Re! Recenzent wyśmiewa te skojarzenia nazywając je ?etymologią
ludową?, ale sam pisze, że stosowano ją JUŻ w STAROŻYTNYM EGIPCIE! Wyśmiewając tę koncepcję jako ?pozwalającą wykazać podobieństwo znaczeniowe różnych słów korzystając
z podobnego brzmienia, bez względu na język ich pochodzenia? zapomina o tym, że w tym wypadku nie mamy do czynienia z różnymi językami, w których występują słowa podobnie brzmiące, lecz tylko z jednym językiem ? egipskim! Co prawda przechodził on różne formy rozwojowe, ale twórcy koncepcji religijnych i światopoglądowych nie byli przecież filologami w rozumieniu nowoczesnym!
Krótko mówiąc okazuje się, że recenzent bardzo niefortunnie wybrał sobie tu punkt ataku na autora, gdyż :

1) Zapis słów egipskich ze względu na jego wariantowość i brak sztywnych zasad ortografii nie może być podstawą do odtwarzania procesu kojarzenia pojęć przez
starożytnych Egipcjan,
2) Zachowany wątek antropogenetyczny w micie o ucieczce Oka Słonecznego POTWIERDZA ISTNIENIE KOJARZENIA SŁÓW W ZWIĄZKI WEDLE ZASAD ?ETYMOLOGII LUDOWEJ?.
3) Autor książki odwołuje się do realnie istniejących form zapisu (choć są one oczywiście jedną z wielu form zgodnie z właściwościami pisma egipskiego), a więc nie jest dyletantem, za jakiego uważa go recenzent. Tymczasem
W ŚWIETLE LEKTURY RECENZOWANEJ KSIĄŻKI jest zupełnie na
odwrót. Autor zna zarówno zapis, jak szeroko stosowaną w starożytnym Egipcie zasadę kojarzenia ze sobą słów fonetycznie podobnych i DLATEGO OPISUJĄC ELEMNET ?BA? ZESTAWIA Z NIM SŁOWA EGIPSKIE, BRZMIACE PODOBNIE. Jest to metoda w tym przypadku właściwa i uprawniona, zaś recenzent chcąc skompromitować autora książki - kompromituje
się sam!

Wniosek: Zarzut całkowicie absurdalny ? nie mający żadnego uzasadnienia w tekście recenzowanej
książki.
________________________________________________________________________
38. Hieronim Kaczmarek:
?Niekiedy W. Bator przypisuje autorstwo prac zbiorowych jednemu autorowi, jak w przypadku The Legacy of Egypt (s. 49, przyp. 83), której redaktorem, i autorem kilku tylko artykułów był John R. Harris. Wydaje się, iż wskazane tu przez Batora strony (57-291), są również ?losowo? dobrane, obejmują bowiem kilka artykułów różnych autorów (Erik Iversen (s. 55 (nie 57) -82, 170-196), John R. Harris
(83-111, 112-137), Afons A. Barb (138-169), Jaroslav Ćemy (197-219),Georges Posener (220-256) i Ronald J. Williams), z których tylko jeden (Williams) pisze o związkach historycznych Egiptu i Izraela(257-290, a nie 291).

Wiesław Bator:
Tak. Tym, razem jest to błąd autora, który posługując się wielokrotnie ową pozycją i opisując ją z
autopsji ? wpisał ją błędnie do bibliografii i przypisu zapominając, że jest to praca zbiorowa.
Numerację stron podano jednak prawidłowo. "Zahaczenie" o jedną stronę 257-291, zamiast 257- 290 nie stanowi przecież wielkiej zbrodni, bo Wiesław Bator nie cytuje tu niczyjego poglądu, ajedynie wymienia te strony pracy, w których poruszony jest przedmiotowy temat. Autor posługiwał się egzemplarzem pożyczonym z BIRUJ nr inw.6039, sygn.2593 II. Obwoluta w kolorze żółtym, na obwolucie głowa Nefretete z Muzeum Kairskiego, której nie należy mylić ze słynna głową
tejże królowej z Muzeum Berlińskiego. O tym, że autor wie , czym jest wymieniona przez recenzentapraca zbiorowa pod redakcją J. R. Harrisa świadczy przypis 312 na str. 358: ?J. Toomer : Mathematics and astronomy, w: The legacy of Ancient Egypt. w: Praca zbior. red: J. R.
Harris. Oxford 1971, s.27-55.; J. R. Harris, Medicine, w: The legacy of Ancient Egypt.dz.cyt., s.112-138, A. Niwiński, Bostwa, kulty?,dz. cyt., s.245-253.?
Poza tym recenzent wytykający autorowi książki drobne błędy, chochliki drukarskie i przestawienia liter sam w swojej recenzji nie ustrzega się od błędów: Egiptologia nie zna takiej postaci jak wspomniany przez Hieronima Kaczmarka Jaroslav Ćemy. Możemy się domyślać przy odrobinie dobrej woli, że chodzi recenzentowi o Jaroslava Černego! No, ale skąd ktoś ma wiedzieć, że Ćemy i Černy to jest jedna i ta sama postać? A może recenzent zmyślił jakiegoś
innego Ćemego i ?wtyka ciemnotę? czytelnikom?

Wniosek: Recenzent wytykając autorowi drobne i nieistotne błędy powstałe przy składaniu tekstu
sam popełnia jeszcze większe błędy w tekście swojej recenzji, którą mógł przecież przejrzeć i
sprawdzić zanim wysłał ją gdziekolwiek.
_______________________________________________________________________
39. Hieronim Kaczmarek:
?W książce występują powtórzenia w jednym przypisie tego samego
opisu bibliograficznego (np. na stronie 308 przypis 244). W
niektórych przypisach nie podano stron, do których autor się
odwołuje (np. 323 przyp. 271). Ogólne odesłanie do dzieła Plutarcha,O Izydzie i Ozyrysie, bez podania konkretnego miejsca (w tym przypadku ks. 12), w którym znajduje się wątek o narodzinach bogów może świadczyć o tym, iż Autor także tego dzieła nie miał w ręce lub, co gorsze, o lekceważeniu swojego Czytelnika. Dzieło to liczy
bowiem ponad 80 ksiąg, z których większość nie dotyczy bezpośrednio mitu o Ozyrysie.?

Wiesław Bator:

W przypisie 244 na str. 308 rzeczywiście widnieje powtórzenie tej samej pozycji, ale jest to
ewidentny błąd w składzie druku! Czytelnikowi nie powinien wcale przeszkadzać, ponieważ przypis odnosi się tylko do jednej kwestii.
Natomiast w przypisie 323 na str. 271 nie podano stron, ponieważ przypis ten informuje o tym, że najpełniejszą wersję mitu ozyriańskiego opracował Plutarch z Cheronei i tak jestw istocie, a nie odnosi się do żadnego konkretnego fragmentu dzieła Plutarcha. Przypis jest więc najzupełniej prawidłowy.

Cały wywód recenzenta na temat dzieła Plutarcha jest po prostu podyktowany chęcią popisania się przez recenzenta własną wiedzą, ale nie ma istotnego związku z treścią recenzowanej książki ani ze wskazanym przypisem.
Wniosek: W pierwszej części zarzutu recenzent rozdmuchuje nieistotny błąd do roli wielkiego merytorycznego potknięcia, a w drugiej części ? jest ewidentnie niesłuszny.
____________________________________________________________________
40. Hieronim Kaczmarek:

?Praca jest niestarannie przygotowana również pod względem
redakcyjnym, czego dowodzą bardzo liczne błędy literowe (opuszczone, zbędne lub przestawione litery; często występuje niezgodność gramatyczna wyrazów w zdaniu).
Nie było jednak moim zamiarem powtarzać ani powiększać bogatej już ?listy omyłek? zebranej przez recenzenta pierwszego wydania tej książki. Chociaż W. Bator skorzystał z niektórych wskazówek i poprawił wytknięte błędy, to rejestr ten pozostaje w znaczniej mierze nadal aktualny. Podałem tylko kilka przykładów, które pod
względem merytorycznym, jak i warsztatowym dyskwalifikują tę pracę jako naukową. Wypisanie wszystkich ?potknięć? Autora wymagałoby napisania osobnej książki, bowiem do większości twierdzeń W. Batora należałoby dodać ?tak, ale ...?.

Wiesław Bator:

Ciekawe, że dopiero w tym miejscu recenzent wspomina o błędach redakcyjnych i pomimo, że sam
w recenzji robi liczne błędy, literówki i przekręcenia słów - nie zaliczył większości potknięć
dostrzeżonych w swej recenzji do tej właśnie kategorii, ale zrobił z nich ?miażdżące? ( w swym
przekonaniu) zarzuty merytoryczne! Tak ? autor nie przeczy. Wydana przez WUJ książka zawiera sporo tego rodzaju błędów.
Autor biedził się pięć razy w kolejnych korektach dostarczonego mu składu i kolejnych ?szczotek?, aby je wyłapać, aż w końcu zaopatrzył na własny koszt 100 egzemplarzy książki we wklejoną własnoręcznie erratę!
Jeśli recenzent jest rzeczywiście pracownikiem naukowym to wie doskonale o tym, że obecnie w dobie składu komputerowego BEZBŁĘDNE wydanie JAKIEJKOLWIEK pozycji
zawierającej tak wiele informacji w kilkunastu językach starożytnych i nowożytnych jest po prostu niemożliwe!
Po pierwsze - autorzy nie dysponują z reguły rozszerzonymi, specjalistycznymi edytorami, lecz najbardziej popularnymi, tanimi uproszczonymi wersjami pokazowymi programów
przystosowanych do celów administracyjnych, co powoduje uciążliwość w stosowaniu znaków specjalnych i jeszcze większą uciążliwość w ich przenoszeniu na specjalne programy przeznaczone do składu. Wymaga to bardzo szczegółowej korekty, na którą z reguły nie ma wystarczającej ilości czasu.

Po drugie - w każdym składzie zdarzają się inne błędy ? wycinanie całych akapitów, sklejanie zdań i powtarzanie tych samych słów i wierszy. Nie wszystkie z tych błędów da się wyłapać, zwłaszcza w przypisach pisanych drobniejszą czcionką (autorzy jako pracownicy nauki mają z reguły
nie najlepszy wzrok, który utrudnia im zauważenie takich potknięć).

Po trzecie - korektorzy często ( w dobrej wierze) ?poprawiają? tekst autorski, nie zdając sobie
sprawy, że tym samym generują błędy postrzegane czasem jako rzeczowe. Typowym przykładem jest poprawianie inicjałów autorów występujących w przypisach lub rozwijanie z nich imion i zastępowanie w bibliografii właściwego tekstu błędnymi danymi.

Po czwarte - autor jest tylko człowiekiem i również popełnia błędy, np. zapomina wytłumaczyć coś, co jak mu się wydaje już wytłumaczył lub przeciwnie - tłumaczy coś po raz drugi.

Pomimo recenzji wydawniczej i licznych korekt ? chochlik jest złośliwy i zawsze coś z tego przepuści do ostatecznego składu i pojawi się to w druku.

Rozdmuchiwanie takich zdarzeń do rozmiarów ZBRODNI MERYTORYCZNYCH świadczy tylko i wyłącznie o złej woli recenzenta, zwłaszcza, że sam w króciutkim, zaledwie
jedenastostronicowym tekście popełnia wiele błędów!
Religia starożytnego Egiptu. Perspektywa religioznawcza była pisana pod presją czasu i powstawała w szczególnie ciężkich okolicznościach, o czym jednak autor nie będzie się szerzej rozpisywał.

Wniosek: Każda praca wydana w obecnych czasach, z zastosowaniem składu komputerowego i pisana pod presją czasu zawiera błędy. Nie powstają one z winy autora ani nawet wydawnictwa. Po prostu jest to cena postępu. Recenzent robiąc z nich błędy merytoryczne i wyciągając daleko idące, a krzywdzące autora wnioski popełnia czyn niegodziwy.
______________________________________________________________________
41. Hieronim Kaczmarek:
?Wielka szkoda, że Wydawnictwo nie zwróciło się o recenzję do
któregoś z polskich egiptologów (profesorów Karola Myśliwca,
Andrzeja Niwińskiego) zamiast do religioznawcy, obecnego kierownika Zakładu Historii Religi w Instytucie Religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego, dr hab. Henryka Hoffmanna. Być może wówczas udałoby się uniknąć kompromitacji, jaką jest wydanie książki nie odpowiadającej standardom pracy naukowej i współczesnemu stanowi badań.

Wiesław Bator:

Autor nie ma wpływu na to, do kogo się wydawnictwo zwróci o recenzję. Książka została pomyślana jako tekst religioznawczy przeznaczony dla religioznawców, historyków religii i szerokiego grona humanistów oraz dla zwyczajnych czytelników. Nie ma w tym nic szczególnego, że książkę będącą ujęciem religii w perspektywie religioznawczej daje się do recenzji doświadczonemu historykowi religii i religioznawstwa! Nawet najwybitniejszy z żyjących polskich
egiptologów ? Karol Myśliwiec, z którym autor konsultował niektóre kwestie szczegółowe poruszane w książce - jest zdania, że religie powinni odtwarzać i interpretować religioznawcy!

Jest jednak zapewne i inna nieco bardziej prozaiczna przyczyna takiej decyzji wydawnictwa.

Otóż wspomniani przez recenzenta egiptolodzy bywają dość rzadko dostępni w kraju, są pochłonięci swą pracą wykopaliskową i opracowywaniem wyników wykopalisk i na ogół niechętnie podejmują się takich recenzji - zwłaszcza, gdy książka jest tak duża, a jeśli się podejmują, to trzeba na ich opinie bardzo długo czekać. Po otrzymaniu takiej recenzji przez wydawnictwo ? należałoby ją przesłać
autorowi, a ten z kolei musiałby skontaktować się jakoś z recenzentem, aby wspólnie ustalić pewne kwestie. W tym przypadku, z wymienionych tu przyczyn trwałoby to całe miesiące. Na to zaś nie mogłoby sobie pozwolić ani wydawnictwo, ani autor.

Wniosek: Zarzut bezzasadny, zarówno ze względów merytorycznych, jak i praktycznych.
_______________________________________________________________
42. Hieronim Kaczmarek:
? Sięgając do pracy Wiesław Bator miałem nadzieję, że Autor w pełni skorzysta z życzliwych uwag zawartych w recenzji Andrzeja Ćwieka i sięgnie do podanej przez niego literatury, a polski Czytelnik dostanie do ręki ciekawą i rzetelną książkę o religii egipskiej, jakich nigdy nie za wiele. Zawiodłem się, gdyż znaczna część tych uwag, zwłaszcza merytorycznych, została przez Autora zignorowana, a sam Recenzent, jako egiptolog został potraktowany lekceważąco.?

Wiesław Bator:
Wbrew twierdzeniom recenzenta autor skorzystał z wielu merytorycznych uwag wspomnianego Andrzeja Ćwieka, aczkolwiek przytoczony tekst nie można uznać za recenzję, a już w żadnym wypadku za ?życzliwe uwagi?. Są one, bowiem napisane w tonie niezwykle napastliwym , jaki nie
przystoi żadnemu kulturalnemu człowiekowi.

Nie jest też prawdą, że Wiesław Bator potraktował Andrzeja Ćwieka lekceważąco. Przeciwnie na str. 104-105 poświęcił mu sporo uwagi (być może nawet za wiele w stosunku do jego dorobku w przedmiotowej dziedzinie). Nie kwestionuje też tam bynajmniej jego kompetencji egiptologicznych, jak sugeruje recenzent. Kwestionuje natomiast kompetencje religioznawcze Andrzeja Ćwieka, które zupełnie niepotrzebnie uzurpował sobie w swoim opracowaniu wysilając się na groteskową interpretację religii egipskiej, zamiast po prostu poprzestać na opisie znanych mu
realiów. Dla uniknięcia wszelkich wątpliwości przytaczam ten tekst:
?Do najnowszych, całościowych opracowań poświęconych prezentowanemu tematowi należy Religia Egiptu
pióra Andrzeja Ćwieka w pracy zbiorowej Religie Bliskiego Wschodu pod red. J. Drabiny. Znakomitej prezencji
najnowszych odkryć egiptologicznych, nie towarzyszy w niej, niestety, znajomość współczesnych osiągnięć
religioznawstwa i pod tym względem (a jest to przecież praca o religii!) pozostaje ona na poziomie
metodologicznym ? mniej więcej w pierwszej połowie XX wieku. Autor prezentuje w niej całkowitą nieznajomość nowszych trendów naszej dyscypliny naukowej i zatrzymuje się metodologicznie na poziomie pierwotnego ewolucjonizmu ery Tylora i Frazera, przy czym nawet i to czyni to niedokładnie. Dość dowolnie posługuje się terminami animizmu, fetyszyzmu i totemizmu ? mieszając to wszystko z zoolatrią i ?kultem sił przyrody? wykazując przy tym skłonność do naiwnego nieraz redukcjonizmu wszystkich aspektów i zjawisk religijnych do odbicia poziomu materialnego oraz gry politycznej. Kwestionuje nawet zasadność używania terminów ?panteon? i ?mitologia? w odniesieniu do tychże kategorii i zjawisk w religii egipskiej oraz prawo religioznawców do taksonomizacji bóstw egipskich ? nie zdając sobie spawy, że owa klasyfikacja bóstw jest jednym z podstawowych zadań religioznawcy, a pojęcia ?panteon? i ?mitologia? są w rozumieniu naszej
dyscypliny wystarczająco pojemne, aby mogły być zastosowane do każdego rodzaju wierzeń bez względu na czas i przestrzeń. Oczywiście nie możemy wymagać od egiptologa, aby był zawodowym religioznawcą ? tym niemniej podejmując się całościowego opisu religii powinien sobie zdawać sprawę z zadania, którego się podjął. Jest wiele znakomitych prac opisowych dotyczących religii starożytnego Egiptu, których autorzy nie porwali się na jej interpretację religioznawczą, a pozostali przy rzetelnym opisie zjawisk bez wydawania ryzykownych sądów i używania terminów, których nie potrafią właściwie zastosować.? [s. 105]
Każdy, kto dotarł do tekstu Andrzeja Ćwieka będącego niesłychanie brutalnym atakiem na te popularną pozycję i porówna go z powyższym opisem musi przyznać, że słowa autora recenzowanej książki są bardzo delikatne i wyważone i absolutnie nie godzą w jego kompetencje egiptologiczne.
Wniosek: Zarzut nieprawdziwy.

________________________________________________
43. Hieronim Kaczmarek:
? Jest mi bardzo przykro, iż muszę potwierdzić prawdziwość
podsumowania wspomnianego Recenzenta, dotyczące pierwszego wydania tej pracy. To nadal prawdziwy chaos (eg. (!P=r^), tekst pełen udziwnień, błędów merytorycznych i nierzetelności badawczej, a wiedza Autora nadal jest niezgodna ze współczesnym stanem badań (mocno przestarzała); to książka, która w tej wersji nie powinna się nigdy ukazać.?

Wiesław Bator:
Powyższe uwagi końcowe nie stoją w żadnej proporcji do rzeczywistych błędów popełnionych przez
autora ani do usterek książki wynikających z winy wydawnictwa. Żaden człowiek nie jest nieomylny
i żadne dzieło ludzkie nie jest doskonałe, lecz jego dyskredytowanie z powodu wykrycia rozmaitych usterek i rozdmuchanie ich do rozmiarów MERYTORYCZNYCH ZBRODNI w
nieprzemyślanym kompozycyjnie, chaotycznym TEKSCIE LICZĄCYCM ZALEDWIE JEDENAŚCIE STRON ( a do tego ROJĄCYM SIĘ OD POMYLEK I PRZEKRECEŃ) jest nie tylko nieuprawnione, ale po prostu niegodziwe.

Natomiast przesłanie tego ?paszkwilu? do dziekanatu Wydziału, w którym Wiesław Bator pracuje z zamiarem bezpośredniego zaszkodzenia autorowi - świadczy o wyjątkowej podłości Hieronima Kaczmarka i utwierdza autora recenzowanej książki w smutnym przekonaniu, że stopień
samodzielnego pracownika naukowego nie jest, niestety, w stanie przesłonić niczyjego wrodzonego prostactwa.
Użytkownik


Dodano: 2016-12-06
Podsumowanie

Po wnikliwej analizie tekstu ?recenzji? Hieronima Kaczmarka należy wyciągnąć z niego ostateczne wnioski i zamknąć ją kilkoma stwierdzeniami.

Pierwszą konkluzją jaka się nasuwa jest to, że recenzent w swoim zacietrzewieniu nie potrafi nawet dokładne określić przedmiotu swej recenzji mieszając dwie książki autora napisane w zupełnie rożnym czasie, dla zupełnie różnego odbiorcy. Przy czym jedna z nich jako popularna - w ogóle, nie podlega ocenie wg kryteriów stawianych publikacjom naukowym. Recenzja konkretnej książki, w której recenzent powołuje się na opinie innej osoby, o zupełnie innym dziele ? jest czymś niezwykle dziwacznym i mało profesjonalnym.

Przechodząc do merytorycznej strony zagadnienia udowodniono ponad wszelką wątpliwość, że wysunięte przez recenzenta zarzuty w ogromnej większości są bezzasadne. Hieronim Kaczmarek wielokrotnie przypisywał autorowi ?Religii starożytnego Egiptu? twierdzenia, tezy i wypowiedzi, jakich w przedmiotowym dziele nie ma, a następnie na tej podstawie snuł rozmaite wnioski w mniejszym lub większym stopniu godzące w kompetencje autora. W innych jeszcze liczniejszych przypadkach ? zarzut był również bezzasadny, ale odwrotny ? recenzent zarzucał Wiesławowi Batorowi, że nie napisał tego, co w rzeczywistości w tekście się znajduje lub, że nie wie o czymś, co zostało w książce zaprezentowane. Takie postępowanie dyskwalifikuje Hieronima Kaczmarka jako człowieka nauki w dwojaki sposób, gdyż po pierwsze - jest żenująco nieprofesjonalny i świadczy to bądź o nieznajomości dzieła, które ?recenzuje? lub (co jeszcze gorsze) o świadomym usiłowaniu wprowadzenia w błąd odbiorcy recenzji. W aspekcie moralnym wygląda to jeszcze gorzej ? recenzent świadomie i celowo pragnie zdyskredytować autora oczerniając go bezpodstawnie w miejscu jego pracy - zarzucając mu czyny niepopełnione. Przy czym, ponieważ recenzja ta nie jest od niego ani wymagana, ani przez nikogo zamówiona, lecz robi to niejako ?sam od siebie?, a do tego jeszcze została przesłana w miejsce pracy autora z oczywistym zamiarem działania na jego szkodę ? recenzent wychodzi na tak zwanego ?bezinteresownego szkodnika?, czyli osobę kojarzoną powszechnie negatywnie. Znacznie mniejsza część zarzutów pozornie wydaje się prawdziwa, ale okazują się zazwyczaj jakimiś drobnymi błędami popełnionymi przez edytora na etapie składu książki ? co zostaje wykorzystane przez recenzenta jako pretekst do wysunięcia zarzutu rzekomo merytorycznego, a w dodatku zostaje rozwinięte w kierunku nieuprawnionych domniemywań dotyczących intencji autora lub nawet jego rzekomych braków intelektualnych. Jeszcze inne pseudo zarzuty zostały sformowane tylko po to, aby ich autor (Hieronim Kaczmarek) mógł się przy okazji popisać swoją wiedzą i zaspokoić ukryte kompleksy. Popis taki nie ma z reguły nic wspólnego z treścią książki, która staje się dla niego jedynie pretekstem do ?zabłyśnięcia?. Byłaby to zapewne przypadłość niewinna i niegodna wzmianki, gdyby nie była połączona z kolejnymi nieusprawiedliwionymi atakami na autora książki. Niektóre zarzuty dotyczą pozornie wydawnictwa (staranność wydania, wybór recenzenta), lecz w rzeczywistości są one sformułowane tak, aby przy okazji uderzyć w autora. Za szczególnie żenujące należy uznać także i to, że Hieronim Kaczmarek śledzący z pasją prokuratorską błędy i potknięcia edycyjne ? sam w swoim krótkim tekście popełnia liczne pomyłki i lapsusy - niekiedy nawet groteskowe, np. myląc literę w imieniu jednego z cytowanych egiptologów robi z niego Karła! Aż się tu wprost ciśnie biblijne porównanie z oskarżycielem, który widział źdźbło trawy w oku bliźniego, ale nie widział belki we własnym.

Jeszcze innym ciężkim grzechem recenzenta przeciw nauce jest nieustanne podważanie przez niego celowości istnienia uznanej dziedziny wiedzy, jaką jest religioznawstwo, gdyż głównym zarzutem w stosunku do autora jest (jak się wydaje) to, że ośmielił się badać religie starożytnego Egiptu właśnie jako religioznawca i to, że zastosował przy prezentacji religii egipskiej ugruntowany w tej dziedzinie układ książki, omawiając zjawisko tej religii w powszechnie przyjętym schemacie rzeczowym : prezentacja zagadnienia, dzieje badań, podstawa źródłowa religii, religia w aspekcie czasowym (dzieje), prezentacja trzech głównych aspektów religii (doktryna, organizacja, kult) i religia w aspekcie społecznym i indywidualnym. Podczas, gdy jedynym uprawnionym sposobem badania jest dla recenzenta wyłącznie śledzenie przemian religii zachodzących w procesie historycznym. Innymi słowy, z treści recenzji wynika, że religie powinni badać wszyscy ? historycy, archeolodzy, filolodzy...wszyscy - za wyjątkiem religioznawców.
Wygląda na to, że wg Hieronima Kaczmarka taki idealny naukowy badacz religii wcale nie musi znać ponad dwuwiekowego dorobku religioznawstwa, a takie stricte redukcjonistyczne wyobrażenie przedmiotu badań jest dlań zupełnie wystarczające.

W niniejszym podsumowaniu padło wiele stwierdzeń ostrych i gorzkich w stosunku do autora recenzji, lecz niewątpliwie sam na to sobie zapracował. Powodowany niskimi pobudkami, z własnej woli podjął inicjatywę mającą na celu bezinteresowne zaszkodzenie autorowi wybierając do tego najgorszą drogę. Zamiast, jak to jest w zwyczaju, opublikować swe uwagi na łamach jakiegoś czasopisma i dać możliwość repliki autorowi ? wysłał swój nieudolny, niedopracowany i pełen błędów paszkwil do Rady Wydziału Filozoficznego UJ, w zamiarze zdyskredytowania pracownika tegoż Wydziału. Być może miał przy tym nadzieje, że ów elaborat nie trafi do rąk szkalowanego autora i, że w ten sposób wyeliminuje go ?zaocznie?. Z pewnością nie spodziewał się, że ów autor z całą sumiennością zanalizuje jego ?dzieło? i zada sobie trud stworzenia tak wyczerpującej i demaskującej odpowiedzi.
Użytkownik


Dodano: 2016-12-06
I jeszcze raz spróbuję tu wkleić brakujący fragment dotyczący mojej analizy 36 zdania recenzji Hieronima Kaczmarka, na którym utknęły wczoraj wszystkie próby jego publikacji:



Hieronim Kaczmarek:

?Korzystając ze wspomnianego hasła w LA, można się dowiedzieć, że imię Bata nie ma nic wspólnego z ?Duszą Ziemi? (tak w pierwszym wydaniu książki W. Batora, s. 166), ani z ?Duszą Chleba? (tak w drugim, s. 288). Etymologia tego słowa jest zupełnie inna. Imię to posiada wiele form zapisu, między innymi w najstarszych tekstach posiada grafię [tu odpowiedni hieroglif ], natomiast forma zapisu do której odwołuje się W. Bator pojawia się dopiero w tekstach Nowego Państwa (wszystkie wersje zapisu imienia tego boga można znaleźć we wspomnianym wcześniej słowniku Christiana Leitza). Znajomość tego faktu pomogłoby W. Batorowi w ustaleniu genezy imienia tego bóstwa i jego pierwotnego charakteru.?


Wiesław Bator:

Wszystko to niby prawda, tylko, że jak już wspomniano wyżej ?Wiesław Bator nigdzie w przedmiotowej książce nie zajmuje się ani genezą kultu Baty, podobnie jak i innych kultów lokalnych, ani dziejami grafii ich imion, ani nie snuje żadnych hipotez na temat pochodzenia każdego z nich! Mało tego, we wstępie do Części IV stwierdza, że klasyczna perspektywa badawcza jest przedstawiana i analizowana według stanu religii z czasów Nowego Państwa, a więc dokładnie dotyczy takich czasów , w jakich występuje taka, a nie inna grafia imienia Baty, jaką w książce prezentuje! O co więc recenzentowi chodzi i jaki właściwie stawia zarzut autorowi? No chyba tylko taki, że nie napisał swojej pracy według wizji i życzeń pana recenzenta, ale według swojej własnej, której cele i zasady wyjaśnił we wprowadzeniu!

Wniosek: Zarzut chybiony.


Hieronim Kaczmarek:
?Korzystając ze wspomnianego hasła w LA, można się dowiedzieć, że imię Bata nie ma nic wspólnego z ?Duszą Ziemi? (tak w pierwszym wydaniu książki W. Batora, s. 166), ani z ?Duszą Chleba? (tak w drugim, s. 288). Etymologia tego słowa jest zupełnie inna. Imię to posiada wiele form zapisu, między innymi w najstarszych tekstach posiada grafię J-
Użytkownik


Dodano: 2016-12-06
W ten sposób udało się wreszcie zaprezentować pełny tekst mojej odpowiedzi na recenzje Hieronima Kaczmarka. Czytelników z góry przepraszam za usterki techniczne (przede wszystkim pojawiające się liczne pytajniki w miejscu gdzie w oryginalnym tekście występuje cudzysłów. Nie wynika to jednak z mojej winy, lecz z właściwości edytora zastosowanego w Histurionie.

Wiesław Bator
Gość


hk
Dodano: 2017-03-04
Przykro mi, ale to nie był żaden spisek. Może warto przeglądać czasopisma naukowe. Recenzja ukazała się drukiem "Kilka uwag po lekturze najnowszej Książki Wiesława Batora o religii starożytnego Egiptu", "Przegląd Orientalistyczny" nr 1-2, 2015, s. 125-131,
lub w internecie.
http://cejsh.icm.edu.pl/cejsh/element/bwmeta1.element.desklight-24da48af-2ec9-41fd-9131-c7ffaaaa4491

Nasz facebook

Ciekawostka

Postać historyczna

Losowe zdjęcie

histurion.pl
Najnowocześniejszy polski portal historyczny

Matura 2020

Historia

Inne

Copyright © 2006-2019 by histurion.pl. Korzystając z portalu akceptujesz regulamin.