Strona główna Redakcja Współpraca Źródła historyczne Konkursy

Zarejestruj / Zaloguj

DOŁĄCZ DO NAS!

i odkryj historię w najnowszym wydaniu

Dołącz do społeczności histurion.pl, zakładając nowe konto lub logując się poprzez portal facebook.

  • Poznaj innych miłośników historii
  • Odkrywaj historię i poznawaj dzieje postaci historycznych
  • Poznawaj historię z pierwszej ręki ściągając źródła historyczne z naszej bazy
  • Przejrzyj spersonalizowane dane historyczne, np. które postaci historyczne obchodzą z Tobą urodziny

Rejestracja




Załóż nowe konto



LUB

Załóż nowe konto z



Jesteś już użytkownikiem?    Zaloguj się

Zaloguj się w serwisie histurion.pl

Możesz zalogować się w naszym serwisie podając swój adres e-mail oraz hasło podane podczas rejestracji. Możesz również zalogować się poprzez portal facebook.


Nie mam jeszcze konta



Zaloguj się z

Załóż nowe konto w serwisie histurion.pl



Bizancjum na przełomie epok

2013-10-25 | Autor: Rysiek Hałas



Teodozjusz Wielki i św. Amborży, obraz XVII wiecznego malarza - Anthony van Dyck'a.

Od końca III stulecia w wyniku kryzysu instytucji pracy niewolniczej, różnice ekonomiczno-polityczne pomiędzy wschodem a zachodem cesarstwa rzymskiego zaczęły narastać. Wschodnie, greckie prowincje cesarstwa stały na wyższym poziomie gospodarczym, stając się wkrótce centrum politycznym imperium. W 330 roku cesarz Konstantyn I przeniósł stolicę cesarstwa do Bizancjum, przemianowanego na Konstantynopol. Na wybór tego miasta na stolicę, wpłynęło kilka czynników. Po pierwsze miasto leżało na ważnym szlaku handlowym, łączącym Azję Mniejszą z Europą. Miasto było wielkim ośrodkiem handlowo-rzemieślniczym, do którego ściągali kupcy z całego świata rzymskiego. Ponadto metropolia położona była na wysuniętym cyplu, mając ważne znaczenie strategiczne. Dzięki bezpośredniej bliskości morza, w przypadku oblężenia miasta, łatwo można było dowozić zaopatrzenie oraz ludy nie znające się na żegludze, nie mogły zdobyć miasta od strony morza.Cesarstwo bizantyjskie wyodrębniło się w 395 roku, po śmierci Teodozjusza Wielkiego , ostatniego władcy, który władał całym imperium rzymskim. Cesarstwo wschodnie obejmowało ziemie Półwyspu Bałkańskiego, Azji Mniejszej, Syrii, Palestyny, Egiptu i Cyrenajki oraz części półwyspu krymskiego.

W IV-VI stuleciu młode cesarstwo zdawało się być silnym mocarstwem. Jego powiązania handlowe sięgały od Etiopii i Arabii po kraje nadczarnomorskie i kaukaskie. Nie możemy zapominać również o stosunkach handlowych z krajami barbarzyńskiej Europy. Wydaje się jednak, że nie były one zbytnio rozwinięte. Kupcy i dyplomaci Bizancjum docierali nawet do Indii i Chin. Z Dalekiego i Bliskiego Wschodu Bizancjum kupowało pachnidła, przyprawy korzenne, kamienie szlachetne, jedwab i niewolników. Część tych dóbr wędrowało dalej, aż do Galii i Hiszpanii. W tym czasie, wzrastała wielka własność ziemska, zarówno świecka, jak i kościelna, przy czym nie korzystano jak dawniej z pracy niewolników. Wprawdzie instytucja niewolnika istniała nadal, przybrała ona jednak inną formę. Przydzielano im niewielkie działki gruntu (tzw. peculium) wraz z inwentarzem, zapewniając im pewną samodzielność gospodarczą. Taki niewolnik mógł założyć rodzinę i nie wolno było go sprzedać. Niemniej najczęściej niewolników wyzwalano, i stawiano go na równi z kolonami.

Kolonowie, podzieleni byli na enapografów ("przypisanych") i wolnych. Ci ostatni, poza swoją działką i inwentarzem, otrzymywali grunty od właścicieli ziemskich, którą uprawiali na jego potrzeby. Niestety dla kolonów, większość z nich z upływem czasu, stawała się równa enapografom, nie posiadającym własnych działek. Tak więc przypisani kolonowie "uwięzieni" byli na obrabianych gruntach, a ich dzieci nie mogły opuszczać wydzielonych działek bez zgody wielkiego pana. Za użytkowanie ziemi kolonowie musieli płacić, zazwyczaj w naturze. Opłaty wynosiły najczęściej 1/5 lub 1/3 wysokości zbiorów. Dodatkowo zmuszeni byli do odrabiania pańszczyzny w okresie wzmożonych prac rolnych. Panowie z czasem zaczęli podnosić opłaty za użytkowanie ziemi, a prawodawstwo coraz mocniej ograniczało prawa kolonów, w końcu zrównując ich sytuację do instytucji niewolnictwa.

W cesarstwie wschodnim zachowała się drobna własność ziemska i metrokomie, czyli wolne wspólnoty wiejskie. W Egipcie i Syrii rozwijała się wielka posiadłość ziemska, oparta na wyzysku kolonów, w Azji Mniejszej zaś, dominowała - jeszcze - drobna własność. W ten sposób zaczęła rozwijać się feudalizacja arystokracji, która posiadała własne oddziały zbrojnych oraz pobierająca świadczenia od zależnej od siebie ludności. W czasie, gdy Zachód podupadł gospodarczo, Bizancjum zaczęło rozwijać swój handel. Cesarstwo wytwarzało różne rodzaje tkanin (płótno, wełna, jedwab) na eksport. Rozwinęło się górnictwo i przemysł metalurgiczny, złotnictwo oraz wyrób przedmiotów szklanych i papirusu. Rozwojowi sprzyjała duża liczba wielkich miast, których brakowało na Zachodzie. Tak więc poza Konstantynopolem, rozwijały się nadal miasta takie jak Antiochia, Nicea, Efez czy Nikomedia i Saloniki.

Pierwszym władcą cesarstwa wschodniego został syn Teodozjusza, Arkadiusz. Był to władca słaby, który ulegał wpływom swych dostojników i swej małżonki, Eudokii. Podobnie następca Arkadiusza, Teodozjusz II łatwo ulegał wpływom swej małżonki, Pulcherii. Być może wynikało to z faktu, że obaj władcy wstępowali na tron w wieku młodzieńczym, pod kuratelą swych wychowawców, rekrutujących się spośród arystokracji, nie zainteresowanej w rządach silnych cesarzy. Tak więc owi władcy nie wykształcili w pełni potrzeby posiadania własnego zdania. Jedyną możliwością działania cesarzy było napuszczanie na siebie koterii dworskich. Władcy ci, nie czując się na siłach, aby stawiać opór najazdom barbarzyńców, zamiast walki woleli opłacać się wrogom, byleby nie wtargnęli w granice państwa. Nie potrafiąc zasłużyć się w inny sposób, obaj Arkadiusz i Teodozjusz II zajęli się ochroną nauki i mecenatem sztuki. Teodozjusz II dokonał kodyfikacji prawa rzymskiego i stał się założycielem szkoły, odpowiadającej średniowiecznym uniwersytetom. Po jego śmierci, przez blisko 80 lat, na tronie cesarstwa nie zasiadał żaden wybitny władca. Jedynie cesarz Zenon sprytnie zdołał pozbyć się Ostrogotów, nękających ziemie naddunajskie cesarstwa wschodniego, napuszczając ich na Odoakra , władcę państwa barbarzyńskiego na terenie Italii.

Mapa przedstawiająca zachodnie i wschodnie cesarstwo w 476 roku.

W 476 roku upadło cesarstwo zachodnie. My, współcześni możemy uważać to za wydarzenie szczególne. Jednak dla ówczesnych ludzi nie było to nic nadzwyczajnego - wszak cesarstwo istniało nadal, tyle że w Konstantynopolu. Gdy Zachód padał pod naporem ludów różnego pochodzenia, Wschód zdawał się trwać niewzruszenie. Zapytacie dlaczego? Cóż, to złożona kwestia. Przede wszystkim dyplomacja Konstantynopola była nader prężna, korzystając z antycznej zasady "dziel i rządź". Dzięki przekupstwu i napuszczaniu na siebie jednych przeciw drugim, Bizancjum było w stanie wygrywać dla siebie ich zatargi. W czasie konfliktów, wszyscy potencjalni rywale cesarstwa osłabiali swoje siły. Nawet, gdy stawało się odwrotnie, i jeden z ludów wzmacniał swoją pozycję, łatwo było znaleźć kolejnych sojuszników, których można napuścić na przeciwnika. Wówczas wojny wywoływano równie łatwo, jak złapano katar. Innym sposobem było okupywanie się. Sprawna administracja podatkowa oraz rozwój gospodarczy, pozwalały Bizantyjczykom niemal bezustannie napełniać państwowy skarbiec. W armii znajdowali się tylko mieszkańcy cesarstwa. Władcy bizantyjscy widząc, iż cesarstwo zachodnie w niczym nie korzysta z zaciągania do wojska oddziałów barbarzyńskich, i obawiając się wzrostu ich wpływów na swym dworze, w pewnym momencie urządzili czystkę w armii. Wybito wszystkich germańskich wojowników! Kolejnym atutem cesarstwa była silnie ufortyfikowana stolica, na której murach zatrzymywały się niezliczone armie barbarzyńskie i muzułmańskie.

W 491 roku na tron bizantyjski wstąpił Anastazjusz I . Nim jednak zdołał zasiąść na tronie, musiał udowodnić swoją prawowierność. Krążyły bowiem pogłoski, iż przyszły cesarz jest zwolennikiem monofizytyzmu. Był to prąd religijny, głoszący, że Jezus Chrystus miał tylko jedną naturę, łączącą cechy boskie i ludzkie. W V wieku patriarcha Konstantynopola był ważną osobistością mającą oko na wszystko co działo się w państwie, toteż jego poparcie było konieczne, aby pretendent do tronu cesarskiego mógł umocnić swoją pozycję w rozgrywce o tron. Anastazjusz w ten sposób zniwelował opozycję, usiłującą osadzić na tronie brata zmarłego cesarza Zenona , Longinusa. Przyszło mu również poskromić stronnictwa cyrkowe, będące nie tylko zrzeszeniami zapalczywych kibiców, ale również swoistymi partiami politycznymi, zwalczającymi siebie wzajemnie. Ówcześnie istniały cztery stronnictwa, zwane od kolorów ich szat, ale naprawdę liczyły się tylko dwa z nich - Błękitni i Zieloni. Pierwsi reprezentowali arystokrację ziemską, drudzy zaś kupców i rzemieślników. Anastazjuszowi I przyszło walczyć z pierwszymi najazdami plemion słowiańskich, oraz prowadzić wojny z Persami, zainteresowanymi w odebraniu cesarstwu Armenii i Mezopotamii. Kolejny władca, Justyn I , pochodził z nizin społecznych. Nie widząc innej możliwości wybicia, za młodu zaciągnął się do armii. Wyróżniając się wielką odwagą, nieustannie awansował, stając się w końcu dowódcą gwardii pałacowej (eskubitorem). Po bezpotomnej śmierci Anastazjusza, Justyna wyniesiono na tron. Choć nie posiadał żadnego wykształcenia - nie potrafił czytać, ani pisać - sprawnie zarządzał państwem, poprzez świetnie dobranych urzędników. Sędziwy wiek nie pozwalał mu jednak długo utrzymywać pełni sprawności organizatorskich, toteż do pomocy wybrał swego bratanka, oficera scholarchów (konna straż przyboczna władcy), Justyniana. Im bardziej Justyn się starzał, im więcej intrygowano na dworze, im uporczywiej atakowali Persowie, im częściej w stolicy wybuchały bójki między stronnictwami cyrkowymi, tym bardziej Justyn wycofywał się z życia publicznego, powierzając coraz więcej spraw państwowych Justynianowi. W kwietniu 527 roku schorowany Justyn oficjalnie uczynił Justyniana następcą tronu, co miało zapobiec walce o sukcesję. Wkrótce, stary cesarz zmarł, a na tronie zasiadł Justynian, zwany później Wielkim. Wedle tradycji, zaraz po koronacji Justyniana, zmieniono sposób składania hołdu władcy. Wcześniej senatorowie musieli całować prawą pierś cesarza, obecnie zaś wszyscy, niezależnie od swej godności i stanu społecznego, byli zobowiązani padać na twarz przed obliczem władcy i jego małżonki, całując ich stopy.

Mozaika w Bazylice w Rawennie przestawiająca Justyniana Wielkiego.

Justynian zasłynął nie tylko z tego powodu. Jego małżonka, Teodora , była córką opiekuna zwierząt w cyrku, a sama zarabiała na życie jako tancerka, co w ówczesnym świecie było pracą dwuznaczną. Niemniej Teodora była niezwykle piękną kobietą, obdarzoną silnym charakterem i nieprzeciętną inteligencją. Nic przeto dziwnego, że Justynian uległ jej czarowi. Teodora wywarła wielki wpływ na postępowanie Justyniana jako władcy. Sam cesarz starał się żyć skromnie, czym zadziwiał sobie współczesnych. Życie Justyniana opisał Prokopiusz z Cezarei, który pozostawił jednak bardzo zjadliwy opis działalności cesarza, obdarzając go cechami tyrana i szaleńca.

Młody władca już na początku swych rządów musiał stawić czoła Persom. Na szczęście dla niego, w 531 roku zmarł władca perski, Kowad, a jego następca, wolał zawrzeć pokój, niż walczyć na dwóch frontach. Obawiał się bowiem, że w Persji mogą wybuchnąć zwyczajowe zamieszki w chwili zmiany władcy. Dzięki temu, cesarz zdobył czas na rozwiązanie kwestii religijnych, wywołujących zamieszanie w jego państwie. Justynian będąc katolikiem, usiłował wyplenić inne odłamy chrześcijaństwa oraz zniszczyć ostatecznie wszelkie przejawy dawnych kultów. Tak więc poganom i manichejczykom groziła śmierć, oczywiście jeśli nie wybrali konwersji na katolicyzm. Cesarz nakazał konfiskować ich majątki, a niepokornych kazał wygnać. Żydom zabroniono piastowania jakichkolwiek funkcji urzędowych. W 529 roku Justynian zamknął Akademię Platońską, ostatnią pozostałość świata antycznego. Prokopiusz podaje ponadto, że w całym państwie pojawili się donosiciele, którzy denuncjowali swoich rzekomych zamożnych "odstępców od wiary". Wprowadzono również cenzurę, która niszczyła niewygodne, zdaniem cesarza, dzieła literackie. Jedynie monofizyci cieszyli się względnym spokojem, mając oparcie w cesarzowej, podzielającej ich poglądy.


Źródło historyczne

Autor: Prokopiusz z Cezarei
Tytuł: Historia Sekretna

Pobierz
Musisz być zalogowany, aby pobrać to źródło.

Justynian zasłynął również jako wielki budowniczy. Za jego panowania w całym cesarstwie licznie powstawały kościoły, mosty, łaźnie czy akwedukty, nie mówiąc o rozbudowie systemu dróg. Najbardziej znanym z jego dzieł budowlanych stał się kościół Mądrości Bożej wzniesiony w latach 532-537, który miał symbolizować potęgę państwa. Cesarz nie stronił również od wspierania działalności charytatywnej, której celem było zdobycie przychylności pospólstwa. Justynian antycznym zwyczajem, kazał rozdzielać wśród biednych zboże, organizował dla swych poddanych kosztowne igrzyska oraz wznosił przytułki. Ponadto prawnicy Justyniana zajęli się kodyfikacją prawa rzymskiego. O 534 roku zaczęły ukazywać się kolejne zbiory i opracowania praw. Najpierw Kodeks, zwany później Kodeksem Justyniana, następnie Digesta, Instytucje i Nowele, które stać się miały podstawą całej przyszłej europejskiej wiedzy prawniczej.

Cała ta działalność wymagała wielkich nakładów finansowych, które coraz bardziej obciążały skarbiec państwa. Wszechobecna korupcja i wzrost obciążeń podatkowych, stały się przyczyną wybuchu buntu w styczniu 532 roku. Gdy doszło do starć między stronnictwem Błękitnych i Zielonych, Justynian rozkazał stracić przywódców obu ugrupowań. Fakt ten rozwścieczył oba stronnictwa, stając się bezpośrednim powodem do wywołania powstania Nika (od greckiego słowa "Zwyciężaj!". Rozpoczęły się regularne walki w stolicy. Powstańcy zażądali głów prefekta pretorianów i kwestora świętego pałacu, odpowiedzialnych za sprawy administracyjne i sądownictwo. Wystraszony Justynian początkowo przyjął postulaty buntowników. Jednak w chwili, gdy jego wodzowie, Belizariusz i Mundus, zebrali wojsko, rozkazał wyrżnąć wszystkich powstańców.

Cesarz Justynian podbił wiele poprzednich terytoriów rzymskich, włączając Italię, Dalmację, północną Afrykę oraz południową Hiszpanię.

Po stłumieniu powstania Nika, Justynian przystąpił do realizacji swojego wielkiego marzenia - odbudowy cesarstwa rzymskiego w jego dawnych granicach. W 533 roku wysłał armię dowodzoną przez Belizariusza do Afryki, gdzie rozbito państwo Wandalów. Ostatni władca wandalski, jako jeniec trafił do Konstantynopola. Następnie Bizancjum zaatakowało Ostrogotów w Italii, pomimo tego, że oficjalnie byli oni sprzymierzeńcami. Gdy w 534 roku zmarł legalny, aczkolwiek nieletni władca ostrogocki, Justynian wmieszał się w sprawy sukcesji. Początkowo armia bizantyjska odnosiła sukcesy. Do 540 roku Belizariusz zawładnął Sycylią, południem Italii, Rzymem i Rawenną. Część Gotów była gotowa uznać w Belizariusza swego władcę, ale ten odmówił. Tak więc wojna trwała nadal. W 550 roku cesarz zdołał zająć południe Półwyspu Iberyjskiego jako zapłatę za poparcie udzielone w walce o następstwo tronu między Wizygotami. Nie mogąc doczekać się szybkiego rozstrzygnięcia wojny w Italii, Justynian wysłał nową armię, tym razem dowodzoną przez Narsesa , który w 562 roku ostatecznie złamał opór Ostrogotów, włączając Półwysep Apeniński w granice cesarstwa. Odbudowane imperium obejmowało ziemie od Hiszpanii po Armenię. Poza obrębem cesarstwa pozostała właściwie tylko Galia oraz Hiszpania na północ od Kordoby. Można powiedzieć więc, że marzenie Justyniana ziściło się niemal zupełnie.

Nieustanne wojny od granic Persji po Hiszpanię, olbrzymie inwestycje w budownictwo, mocna nadwątliły siły państwa. Gdy w 565 roku Justynian zmarł, jego państwo zaczęło szybko się kurczyć. Bizancjum zostało zaatakowane przez Gepidów, atakujących zza Dunaju, a następnie przez Longobardów i Awarów, przybyłych ze stepów. W niecałe trzy lata po śmierci Justyniana, do Italii wkroczyli Longobardowie, w krótkim czasie zajmując północną część kraju. Wkrótce ponownie zaatakowali Gepidowie (rozbici przez Awarów), niszcząc miasta nad Adriatykiem. Cesarz Justyn II musiał wznowić płacenie haraczu Persom oraz Awarom, w miejsce Hunów, w zamian za nie atakowanie granic Bizancjum i nie przepuszczanie innych ludów, które mogłyby być zainteresowane w atakowaniu cesarstwa. W Afryce wybuchały bunty wzniecane przeciwko władzy cesarskiej, a ponadto na ziemie afrykańskie napływały ludy berberyjskie, dodatkowo wzmagając ferment. Po śmierci Justyniana cesarstwo zaatakowali również Słowianie, posuwając się powoli ku bogatym ziemiom bałkańskim. W ten sposób imperialny sen Justyniana legł w gruzach, definitywnie niwecząc sen o przywróceniu świetności dawnego Rzymu.



Etykiety:
Cesarstwo Bizantyjskie Teodozjusz Wielki Justynian Wielki Chrześcijaństwo Chrześcijaństwo religią panującą Kodeks Justyniana Akademia Platońska



Bibliografia:

  • Z. Dobrzyniecki, Intrygi bizantyjskie, Warszawa 2013.
  • Encyklopedia historyczna świata, t. IV, średniowiecze, praca zbiorowa, Kraków 2000.
  • Heather P., Upadek cesarstwa rzymskiego, przeł. J. Szczepański, Poznań 2007.
  • J.A. Evans, Justynian i imperium bizantyńskie, przeł. B. Godzińska, Warszawa 2008.
  • J. Herrin, Bizancjum. Niezwykłe dziedzictwo średniowiecznego imperium, przeł. N. Radomski, Poznań 2009.
  • A. Krawczuk, Poczet cesarzy bizantyjskich, Warszawa 1992.
  • Manteuffel T., Historia Europy średniowieczneJ, Warszawa 1974.
  • Zientara B., Historia powszechna średniowiecza, Warszawa 1994.
Podziel się!
        
Przeczytaj również...

Wyraź swoje zdanie :

Komentujesz jako użytkownik niezarejestrowany - gość. Z tego powodu, zanim komentarz pojawi się na stronie będzie musiał zostać zaakceptowany przez naszą redakcję. Aby Twój komentarz został od razu opublikowany na naszych łamach zachęcamy do darmowej rejestracji!

1 celny komentarzDodaj komentarz
Redaktor


Dodano: 2015-03-20
Prokopiusz z Cezarei, De bello Persico, [w:] Upadek cesarstwa rzymskiego i początki feudalizmu na Zachodzie i w Bizancjum, oprac. H. Serejski, PWN, Warszawa 1954, s. 146-151.

W tym czasie (r. 532) w Konstantynopolu wybuchło nagle powstanie ludu, które przybrało zupełnie nieoczekiwane rozmiary, a zakończyło się wielką klęską zarówno ludu, jak i senatu. A stało się to w sposób następujący: mieszkańcy każdego miasta od dawien dawna dzielą się na demy Błękitnych i Zielonych, od pewnego zaś czasu tak do tych nazw i barw, w których ich zapaśnicy występując w igrzyskach są przywiązani, że z tego powodu trwonią swe mienie i wystawiają na szwank życie, narażając się na straszne męki, a nawet na śmierć jak najbardziej haniebną... Gdy pewnego razu władze, przełożone nad demami w Konstantynopolu, prowadziły kilku spośród wichrzycieli na miejsce kaźni, członkowie obydwu demów, porozumiawszy się między sobą, zbrojną ręką odbili skazańców, po czym opanowali więzienie i uwolnili tych, którzy tam siedzieli za rozruchy lub z powodu jakiegoś innego przestępstwa. Mordowali bez litości wszystkich przedstawicieli władz miejskich, dlatego też najprzedniejsi obywatele stolicy uciekli na przeciwległe wybrzeże podczas gdy powstańcy oddali miasto na pastwę płomieni, jakby było zdobyte na wrogu. Spłonął kościół św. Sofii, łaźnie Zeuxippa, cała przestrzeń między pałacem cesarskim a polem Marsowym, a także wielki portyk, który się ciągnął aż do placu Konstantyna, a oprócz tego wiele pałaców i wielkie bogactwa ludzi zamożnych. Podczas tych wydarzeń cesarz Justynian pozostawał bezczynny w swoim pałacu wraz z małżonką i niektórymi spośród senatorów; hasłem powstańców stało się słowo "zwyciężaj" (nika), od którego całe to powstanie otrzymało tę nazwę.
Prefektem Pretorium był wówczas Joannes z Kappadocji, najbliższym zaś zaufanym doradcą cesarza, piastującym godność kwestora, jak się to po łacinie nazywa, był Pamfilijczyk Tribonianus. Pierwszy z nich, Joannes, był zupełnym nieukiem, bez wychowania i wykształcenia w sztukach wyzwolonych, od nauczycieli swoich nauczył się jedynie pisać, ale i to krzywo i niezgrabnie, natomiast sprytem górował nad wszystkimi ludźmi, jakich kiedykolwiek znałem. Umiał mimo swego nieuctwa świetnie sobie radzić w każdej trudności i znaleźć wyjście z każdej sytuacji. Nadużywał stanowiska swego, aby dręczyć wszystkich, nie lękał się ani Boga, ani ludzi, nie cofając się przed zabójstwem poszczególnych jednostek, ani przed niszczeniem całych miast, dla osiągnięcia zysku. Zyskawszy tą drogą w krótkim czasie wielkie bogactwa, wbił się w pychę bezgraniczną i tak swój czas dzielił, że do południa zajmował się ograbianiem podległych sobie, a po południu oddawał się rozpuście i pijaństwu... Takiego to usposobienia był ów Joannes. Tribonianus zaś, wyróżniający się również wrodzonymi zdolnościami, był zarazem człowiekiem tak niezwykłej wiedzy, że nikt ze współczesnych nie mógł się z nim równać, a tym bardziej go przewyższyć. Chciwość jego była nieopisana i dla grosza gotów był nie tylko w każdej chwili poświęcić słuszną sprawę, ale co dzień kupcząc sprawiedliwością, przeinaczał i przekręcał prawa.
Jak długo nazwy barw różniły między sobą demy, ci dwaj ministrowie mogli bezkarnie rządzić w państwie. Ale gdy, jak już wspomniałem, demy pogodziły się ze sobą i wybuchło owo powstanie, całe miasto ujawniło swą nienawiść do nich i jednocześnie żądało ich śmierci. Cesarz, pragnąc wzburzenie uspokoić, natychmiast obydwu z urzędów usunął... Mimo to jednak powstanie wciąż przybierało na sile. Piątego dnia od jego wybuchu, pod wieczór, Justynian rozkazał Hypatiusowi i Pompejusowi, siostrzeńcom zmarłego cesarza Anastazjusza, aby powrócili natychmiast do swoich domostw; uczynił to może z obawy, aby nie uknuli czegoś przeciw jego życiu, a może po prostu musiało się wypełnić ich przeznaczenie. Obydwaj, lękając się, aby lud ich nie wyniósł przemocą na tron, co się też rzeczywiście stało, oświadczyli, iż niegodnym byłoby opuszczać swego władcę w chwili, gdy grozi mu niebezpieczeństwo. Odpowiedź ta wznieciła jeszcze większe podejrzenie w cesarzu i rozkazał im natychmiast się oddalić. Musieli więc obydwaj do swoich domostw wrócić, a że noc już zapadła udali się na spoczynek. Następnego dnia o świcie, wielka gromada ludu zbiegła się do ich pałacu: Hypatius został obwołany cesarzem i... zaprowadzony na forum. Żona jego Maria, kobieta nadzwyczaj roztropna i rozsądna, usiłowała go zatrzymać, płacząc i zawodząc, iż go na zgubę prowadzą i wzywając pomocy przyjaciół. Jednak nie mogła dać rady tak wielkiemu zbiegowisku, odepchnięto ją, oderwano od męża, którego zaprowadzono przemocą na forum Konstantyna, gdzie wbrew swej woli został okrzyknięty cesarzem... Wielu senatorów, stojących w opozycji do cesarza, poparło ten wybór, radząc natychmiast zaatakować pałac cesarski...
W międzyczasie w otoczeniu Justyniana naradzał się czy stawić czoło powstańcom, czy też ratować się ucieczką na statkach. Zdania były podzielone, gdy cesarzowa Teodora odezwała się w te słowa: "Myliłby się kto by sądził, że w takiej jak obecna chwili, nie godzi się kobiecie zabrać głosu wśród mężczyzn... Zdaniem moim... ucieczka... nawet gdyby nam przynieść miała ocalenie, jest nie do przyjęcia... Ten, kto raz panował nie może być tułaczem... Jeżeli chcesz ratować życie cesarzu, to nic nie stoi ci na przeszkodzie: skarb twój spakowany, statki stoją w porcie, morze leży otworem... Mnie jednak podoba się stare przysłowie, iż purpura cesarska jest pięknym całunem". Te słowa cesarzowej tak podniosły wszystkich na duchu... iż zaczęto się naradzać nad sposobem zorganizowania obrony w razie oblężenia pałacu. Żołnierze, nawet spośród straży pałacowej, nie sprzyjali cesarzowi, ale wahali się również przejść otwarcie na stronę ludu i czekali jaki sprawy wezmą obrót. Cesarz całą nadzieję pokładał w Belizariuszu... i miał pod komendą oddziały kopijników i tarczowników, dobrze w bitwach wyćwiczonych i zahartowanych. Mundus zaś, magister militum... miał przy sobie przypadkiem oddział barbarzyńców Herulów...
Hypatius, zaprowadzony na hippodrom, zasiadł na tronie w loży cesarskiej, skąd władca ma zwyczaj przyglądać się zapasom... Mundus wyszedł z pałacu bramą zwaną Ślimakiem... Belizariusz natomiast postanowił zaatakować Hypatiusa wprost w jego loży cesarskiej... Gdy doszedł do kwater straży pałacowej, zawołano głośno, aby mu jak najszybciej otworzono bramę, gdyż wyrusza na uzurpatora. Jednakże straż zdecydowana nie opowiadać się po żadnej stronie, dopóki szala zwycięstwa wyraźnie się nie przechyli, udawała że nic nie słyszy. Wówczas Belizariusz, powróciwszy do cesarza, oświadczył, że wszystko jest stracone, gdyż straż pałacowa jest po stronie powstańców. Cesarz rozkazał mu, aby próbował się przedostać przez bramę zwaną Spiżową, a stamtąd przez portyk. Z wielkim trudem i narażeniem życia, poprzez ruiny i pożary, przedostał się Belizariusz na hippodrom... Obnażywszy miecz, rozkazał żołnierzom uczynić to samo i z głośnym okrzykiem rzucił się na tłum. powstańcy zgromadzeni bezładnie nie mogli się oprzeć regularnemu żołnierzowi, zaprawionemu w walkach i dobrze uzbrojonemu; rzucili się więc do ucieczki... Klęska powstania była już zupełna, gdy dwaj bratankowie Justyniana, Borides i Justus, ściągnęli z tronu, nie próbującego się nawet bronić, Hypatiusa i zaprowadzili go do cesarza wraz z Pompejuszem. W dniu tym poległo ponad 30 000 powstańców. Pompejusza i Hypatiusa kazał cesarz wtrącić do srogiego więzienia. Pompejusz, który dotychczas nie zaznał goryczy życia, płakał i żałośnie wzdychał; Hypatius natomiast karcił go za to, twierdząc, iż nie godzi się płakać tym co giną niewinnie, boć przecież przemocą został wyniesiony na cesarstwo i nie żywił żadnych wrogich zamiarów względem cesarza... [Mimo to] następnego dnia obydwaj zostali straceni przez żołnierzy, a zwłoki rzucono w morze. Majętności ich oraz tych senatorów, którzy wzięli udział w powstaniu cesarz skonfiskował na rzecz skarbu, w późniejszym jednak czasie zwrócił niektórym spośród senatorów, a także dzieciom Hypatiusa i Pompejusza, tę część ich mienia, której nie rozdał swoim faworytom i przywrócił ich do dawnej godności. Tak zakończyło się powstanie w Konstantynopolu.

Prokopiusz z Cezarei, De bello Vandalico, [w:] Upadek cesarstwa rzymskiego i początki feudalizmu na Zachodzie i w Bizancjum, oprac. H. Serejski, PWN, Warszawa 1954, s. 151-155.

II, 14: Następnej wiosny... [536 r.] w okresie Wielkiejnocy wybuchło w Afryce powstanie wojskowe... Gdy Salomon1 chciał ziemię odebraną Wandalom obrócić częściowo na dobra cesarskie, częściowo na dobra publiczne, żołnierze stawili mu opór, nie chcąc nawet słuchać, gdy im tłumaczył, że niewolnik i ruchomości stanowią łup wojska, lecz ziemia należy się cesarzowi i państwu; że wykarmiło ich ono nie po to, aby przywłaszczali sobie terytorium, odebrane Cesarstwu Rzymskiemu przemocą przez barbarzyńców, lecz aby to terytorium zwrócili skarbowi państwa, które zarówno ich, jak i innych żywi. Taka była przyczyna powstania. Dołączyła się do niej inna, nie mniejszej wagi... w szeregach rzymskich znajdowało się około tysiąca żołnierzy ariańskiego wyznania, przeważnie barbarzyńców, wśród nich pewna liczba Herulów, do powstania podburzali ich kapłani Wandalów, którym wzbroniono nie tylko wykonywania czynności kapłańskich, ale i brania udziału w obrządkach religijnych... A jak gdyby i tego było mało... zdarzyło się coś jeszcze, co przyczyniło się do wzmożenia powstania: z tych Wandalów, których Belizariusz [po dokonaniu podboju] wysłał do Bizancjum, cesarz kazał uformować pięć oddziałów konnych i odkomenderował je na wieczne czasy jako garnizony miast wschodnich... Przeważna ich część została tam przewieziona... niektórzy jednak, w liczbie około 400, gdy znaleźli się na wysokości Lesbos, zmieniwszy kierunek żagli, zmusili załogę do wylądowania na Peloponezie, stamtąd zaś... skierowali się na jakieś pustynne wybrzeże libijskie i, zabrawszy swój ekwipunek, porzucili statki i schronili się na górze Aurasium2 i w Mauretanii. [Wypadek ten] rozzuchwalił tych żołnierzy, którzy planowali powstanie, tak że schodzili się coraz częściej, rozprawiali o swych zamiarach, wiązali się wzajemnie przysięgami wierności... Wieść o całym spisku rozniosła się i wielu spośród spiskowców, czując, że im się w Kartaginie ziemia pali pod nogami... udawali, iż nic o tych knowaniach nie było im wiadomo...
Wszakże piątego dnia [po tych wypadkach]... zebrawszy się w hippodromie, poczęli występować zuchwale przeciwko Salomonowi i innym wodzom... i z wielką wrzawą i pośpiechem rzucili się na pałac. Tu zabili Teodora, dowódcę ekskubitów3... a po przelaniu tej pierwszej krwi, mordowali bez różnicy każdego kto im się nawinął czy to był Libijczyk, czy Rzymianin... choćby nawet miał pełne dłonie pieniędzy, po czym rozpoczęli grabież wpadając do domostw, ogołoconych z posterunków wojskowych i wynosząc to, co było najcenniejszego, aż nadejście nocy i całkowite zamroczenie trunkiem położyły temu koniec...
II 15: Buntownicy tymczasem, spustoszywszy Kartaginę, zebrali się w obozie... i okrzyknęli swoim wodzem Stozę... męża dzielnego i energicznego; zamiarem ich było wypędzić dowódców cesarskich i owładnąć całą Afryką. Stoza uzbroiwszy całe wojsko, którego liczba sięgała 8 tysięcy, ruszył na Kartaginę... Jednocześnie wysłał poselstwo do Wandalów, wzywając ich do wspólnej akcji, nie tylko tych, którzy z Bizancjum na statkach uciekli, lecz i tych, co nie wyruszyli z Belizariuszem... było ich około tysiąca... pośpieszyli oni do obozu Stozy, a wraz z nimi przybył cały tłum niewolników...
Belizariusz wybrawszy stu ludzi spośród swoich tarczowników i kopijników... na jednym statku skierował się do Kartaginy...
[Belizariusz] pozwolił żołnierzom zrabować obóz przeciwników, który ogołocony był wprawdzie z mężczyzn, ale znajdowało się tam bardzo wiele kobiet... i wszelkiego sprzętu. Po dokonaniu tego wszystkiego Belizariusz udał się do Kartaginy, [dokąd] przybył doń z Sycylii wysłaniec z wiadomością, że wśród wojska tamtejszego wybuchł bunt, który mógłby stać się groźny, o ileby nie został zażegnany szybkim powrotem wodza. Ułożywszy więc jak się dało sprawy... Belizariusz powrócił na Sycylię.
II, 16: Cesarz, dowiedziawszy się o tym, wysłał [dla stłumienia buntu] bratanka swego Germanusa, z niewielką garstką ludzi... Po przybyciu do Kartaginy Germanus kazał sprawdzić stan liczebny wojska. Gdy zbadano rejestry, do których wniesione jest imię każdego żołnierza, okazało się, iż jedna trzecia armii stoi garnizonami w Kartaginie i innych miastach, zaś wszyscy pozostali znajdują się w szeregach zbuntowanych. Z tej przyczyny poświęcił Germanus całą swoją uwagę podźwignięciu ducha armii, odkładając bitwę na później. Gdy zdał sobie sprawę, że żołnierze garnizony kartagińskiego są bądź bliskimi towarzyszami broni, bądź współplemieńcami zbuntowanych, zaczął głosić, iż cesarz wysłał go do Afryki, aby zniósł ucisk, jakiego doznawali żołnierze i ukarać tych, co dopuszczali się nadużyć. Gdy się ta pogłoska rozeszła, zbuntowani poczęli się do niego zbiegać drobnymi grupkami. Przyjmował ich łaskawie... wypłacając im [zaległy] żołd... a na wieść o tym inni [spośród zbuntowanych] poczęli tłumnie porzucać samozwańczego wodza i śpieszyli do Kartaginy...
Stoza widząc niebezpieczeństwo i lękając się, aby wojsko jego bardziej jeszcze nie stopniało, postanowił spróbować szczęścia w bitwie... spodziewając się, że żołnierze garnizonu kartagińskiego odstąpią Germanusa i przejdą na jego stronę, gdy zjawi się pod murami miasta... Zebrawszy więc swoje siły pośpieszył pod Kartaginę... Germanus wszystkich swoich żołnierzy wyprowadził do bitwy...
II, 17: Oba te wojska czas jakiś stały naprzeciw siebie... lecz... żołnierze Stozy... ogarnięci lękiem... wycofali się do Numidii, gdzie pozostawili żony i zrabowane bogactwa... Po pewnym czasie Germanus podążył za nimi z całym swym wojskiem... Doścignąwszy wroga... rozstawił wojsko w szyku... Naprzeciw wojska rzymskiego, ustawionego w takim szyku, stanęli zbuntowani, lecz nie w zwartych porządnie szeregach, ale na sposób barbarzyński rozrzuceni... Stoza widząc blisko wroga... nakazał atak. Herulowie... którzy znajdowali się koło niego, nie tylko nie usłuchali rozkazu, lecz z całych sił opierali się jego wykonaniu, twierdząc, iż... prawe skrzydło Germanusa najsłabiej jest obsadzone i że gdyby tam uderzyć z całym impetem, to można by z całą pewnością rozbić wroga. Stąd też bez wątpienia powstało zamieszanie... Germanus obnażywszy miecz i zwoławszy wszystkich żołnierzy ze swego odcinka, rozproszył nie bez wielkiego wysiłku tę część armii, którą miał przed sobą i rzucił się na samego Stozę... W tym zamieszaniu Stoza z niewielką garstką ludzi zdołał uratować się ucieczką. Germanus zagrzewając swoich do walki, rzucił się wprost na obóz przeciwnika... [a po rozproszeniu jego obrońców] wszedł doń z całym wojskiem. Tu żołnierze znęceni łatwym łupem, opanowani żądzą zysku, nie tylko poniechali pościgu za wrogiem, ale nawet słuchać nie chcieli swych dowódców i rozpoczęli grabież. Germanus zaś lękając się, aby powstańcy, opanowawszy się nie powrócili do ataku, stał wraz z niewielką garstką na murach, upominając i nawołując do posłuszeństwa... Stoza zebrawszy dość sporą gromadkę wokół siebie, usiłował dalej bitwę toczyć, lecz żołnierze jego, odepchnięci jeszcze gwałtowniej, przeszli wszyscy do Germanusa. W ten sposób, porzucony przez Rzymian, Stoza wraz z pewną liczbą Wandalów, przedarł się do Maurytanii, gdzie osiedlił się, poślubiwszy córkę któregoś z tamtejszych władców. Taki był koniec powstania.

Nasz facebook

Ciekawostka

Postać historyczna

Losowe zdjęcie

histurion.pl
Najnowocześniejszy polski portal historyczny

Matura z Histurionem

Historia

Inne

Copyright © 2006-2017 by histurion.pl. Korzystając z portalu akceptujesz regulamin.